jutro organizuję przyjęcie urodzinowe Mateuszkowi dla rodziny - babć i dziadków i chrzestnych :) ok 13 osób, więc wczoraj wybraliśmy się na zakupy spożywcze do hipermarketów oddalonych od nas 15km, nie braliśmy Mata bo po pierwsze ładna pogoda, to niech w końcu na dworze pobiega, po drugie 15 km to kilkanaście minut - minut na zaśnięcie w aucie a tego nikt nie chce po 17 godzinie, bo co będzie robić w nocy etc.
zacznę od tego, że jak Mateusz z nami jedzie to zasiada w takim dużym sklepie w koszyku wózka i jedzie grzecznie, nie marudzi, nie wyje, nie wymusza, ładuje rzeczy do koszyke te co mu podaje, pyta co nam trzeba itp.jedynie w galerii handolwej ma nerwy i nie ma ochoty chodzić po sklepach, a jak mu coś kupuję to i tak nie mierzę - ewentualnie czapkę czy kurtkę, wtedy fakt coś tam jęczy, ale tylko jak ma słabszy dzień.
a wczoraj ja na około w tym sklepie słyszałam wycie, jęczenie, płacz, skowyt, tupanie etc. masakra tak z boku popatrzeć jak zachowują się inne dzieci na zakupach, wloką się za rodzicami i jęczą, a mamuśka idzie na przód z zakupami pod pachami , bo po co koszyk? nie zainteresuje dziecka niczym, a jeszcze do niego zawarczy....któreś tam bardzo coś chciało, prawieże kładało się na podłodę, inne siedziało w wózku - spacerówce i smoczek mu spadł a mamuśka grzebała dalej w koszu z jakimiś rzeczami nie zauważając potrzeby dziecka, idą z tymi dziećmi, a tak jakby im dzieci przeszkadzały.
naprawdę wiem i wierzę, że są sytuacje w których rodzić musi iść na zakupy, a nie ma z kim zostawić dziecka, ale jak już ma to dziecko - a tak się zachowuje jakby go nie było.
Mateusz wie i umie zachować się sklepie. jedynie kiedy mnie denerwuje to to jak chce wykładać zakupy na taśme nieważne czy szklane, cieżkie chce wykładać i koniec eh...