niedziela, 30 grudnia 2012

Noworocznie:)

jako, że jutro muszę pędzić do pracy, a później coś trzeba naszykować nie będę miała okazji coś naskrobać. a teraz moje chore dziecko śpi, mąż ogląda tv, a ja zaglądam tu.
jaki był Nasz 2012 rok? dobry, nawet bardzo bo kupiliśmy mieszkanie, nasza inwestycja, nasze gniazdko. to najważniejsze.
jaki będzie 2013? tego nie wie nikt co nam przyniesie każdy dzień. na pewno wprowadzimy się do Naszego mieszkania i w końcu będziemy sami w trójkę:)
sobie, Wam, Nam życzę:

zdrowia, zdrowia, zdrowia, zdrowia, zdrowia, zdrowia, zdrowia, zdrowia - doceńmy je.

no i mam oczywiście postanowienia hihi:)
- zrzucić kilka kilo - już zaczęłam, zeszło 2kg :) ale przenoszę na następny rok.
- już w styczniu lecę do fryzjera, muszę coś zmienić. dawno nie byłam...taką mam potrzebę.
- posłać syna do przedszkola (no dopiero w październiku) ale muszę nauczyć go do tego czasu trochę rzeczy.
- nadal pracować, starać się, mieć głowę pomysłów.

no. to tyle. pewnie jeszcze by się coś znalazło, na początek wystarczy.

my Sylwestra spędzamy w domu w gronie rodzinnym. bo wszyscy chorzy.

Udanego skoku do 2013 roku :) aby był lepszy od poprzedniego.

sobota, 29 grudnia 2012

chorobowo i (mniej) szpitalnie część: 3 - ostatnia

dlaczego wyszliśmy na własne żądanie? 
ponieważ dziewczynka, która leżała z nami na sali zachorowała na krtań, strasznie kaszlała i ją dusiło do tego katar i na obchodzie dostała antybiotyk. a że nasz Mati zdrowy, a tam nie patrzą, tylko limit na biegunkę 4 dni ma się być i już. 
w wigilię synek hasał jak zwykle:) bawił się. cieszył z prezentów. już apetyt mu wrócił. aż do nocy, gdzieś ok. 1 zaczął nam się dusić :( ale szybko zareagowaliśmy. rano szybko pojechaliśmy po pomoc doraźną tym razem nie do szpitala bo pewnie by nas położyli tylko do przychodzi dyzurującej, akurat był pediatra (nie nasz), Lekarka dała zastrzyki - sterydy - na rozluźnienie krtani, przez 2 dni. pierwszy i drugi dzień Świąt spędziliśmy w domu. w czwartek pojechaliśmy do naszej lekarki ta dała antybiotyk - ostateczność. ale syn ma taką gorączkę, że szok. ciągle mu się utrzymuje powyżej 37 - 38, jak ma ataki gorączki to ponad 39, najgorzej w nocy. jeszcze takiego naszego syna nie widziała, leży sobie, pod kocykiem, ogląda, albo drzemie, nie ma siły na zabawę, jedzenie eh :( biedny tak się męczy. najgorsze jest to, że ciężko zbić tą gorączkę, a jak się uda to na chwilę, aż dzwoniłam do lekarki czy to normalne. ale dziś syn dostał 4 dawkę antybiotyku i jest poprawa, kaszel inny, gorączka rzadziej. także wirusa załapał ze szpitala...a zapalenie krtani u tak małego dziecka to koszmar, czuwać aby się nie udusił.
niech już nam ten rok się skończy. 
a lepiej zacznie.

piątek, 28 grudnia 2012

chorobowo i szpitalnie część: 2

...pobyt w szpitalu.
jaki by ten szpital nie był, to i tak pobyt będzie horrorem.
dziecko 20 miesięczne nie rozumie, że należy siedzieć w małej sali z 4 łóżkami, bez telewizora, o zielonych ścianach, że nie można chodzić po korytarzu bo panuje zapalenie oskrzeli i płuc, że będzie czuł się dobrze po kroplówkach, że to co ma w rączce i prawdopodobnie boli i uwiera musi być, że musi jeść suchary bo ma dietę na jelitówkę, a mi serce pęka jak krzyczał 'am, am....' i nic nie pozwolili dać.
piątek: był koszmarem. Mateusz płakał, nic nie rozumiał, mimo, że stacjonowaliśmy przy nim 24h/dobę, miał swoje zabawki i swoją poduszkę. bał się. a usłyszałam, że mój syn jet histerykiem. że panikuje, i jako On niegrzeczny. no ale nie dziwota bo pielęgniarki jak automaty robiły co musiały, ZERO podejścia do dziecka tak małego, żadna nie potrafiła zagadać, odwrócić uwagę, przyszła, zrobiła i poszłam. zapadł wieczór i na szczęście noc minęła, ale żebyśmy z mężem mogli zostać na sali w nocy we dwoje to mąż dał pielęgniarką dyżurującym kawę i czekoladki. eh
sobota: obchód dotarł do nas dopiero o 13:30 :/ jeden lekarz. dużo dzieci fakt. ale w między czasie były 3 przyjęcia innych dzieci. synek dostał kroplówkę ale tylko na noc i tylko jedną. z lekarzem porozmawiałam o wynikach, okazało się, że miał stan odwodnienia w skali do -10 to miał -3. czyli niski. słabe wyniki moczu, które musimy powtórzyć po Nowym Roku. ale prawdopodobnie spowodowane odwodnieniem. zobaczymy. Synkowi wrócił apetyt. chciał jeść normalnie, ale NIE bo DIETA. no serce mi pękło...jak na wieczór dali mu 130ml mleka!!!!! a Mati krzyczał am am...do 24 w nocy płakał....pielęgniarka przyszła ze 3 razy zobaczyć 'co on się tak drze...' (jej słowa) mówię w końcu 'bo głodny jest', z łaską przyniosła i dziecko zasnęło po minucie odkąd zjadło znowu....i przespał o dziwo 6godzin bez przerwy...
niedziela: obchód. inna Pani doktor. śmiech na sali. swoje teorie. co lekarz to co innego. Mati czuł się jak zwykle. był żywy, normalnie jadł, na śniadanie 3 kanapki z masłem dostał i wszystko zjadł!! nie gorączkował, nie robił biegunki, nie wymiotował. dlatego zdecydowaliśmy, że wychodzimy. lekarka chciała nas zostawić do poniedziałku, 'bo może byśmy zrobili usg brzuszka...' może? śmiech na sali.
wyszliśmy na własne żądanie.
radość dziecka po wejściu do domu to był najwspanialszy widok.

szpital to horror. 


czwartek, 27 grudnia 2012

chorobowo i szpitalnie część: 1

tydzień przed Świętami Mateusz na zmianę miał wymioty z biegunką. ale bez gorączki, pił i jadł normalnie, aż w piątek 21 grudnia przestał sikać tzn. sikał, ale znacznie mniej, więc pojechaliśmy do lekarki aby go osłuchała i ewentualnie powiedziała co mu podać w takim stanie. a lekarka do Nas, że syn jest odwodniony i natychmiast do szpitala skierowanie na nawodnienie....ja przerażona, mąż rozmawia z lekarką, Mati popłakuje.Lekarka mówiła, że może wypisać jakiś specyfik ale musiałby wypić ze 3 szklanki w ten dzień, co było niemożliwe. stan Syna nie wskazywał na to żeby był odwodniony, jest żywiołem nawet odwodniony. Lekarka mówiła też, że lepiej teraz iść na te 3 dni do szpitala, niż później w Święta...
no to długo nie myśląc, ale wykonując telefony czy aby na pewno iść do szpitala, pojechaliśmy na izbę przyjęć...a tam:
człowiek by umierał, a baba i tak MUSI wypisać stos papierów i ankiet w których są głupie pytania o wiek i zawód rodziców, o poród, o to co je itp. które naprawde można by było wypełnić później i oddać. następnie czekanie na Panią doktor, i jej wywiad...badanie. Mati poszedł do szpitala ze skierowaniem na biegunkę a raczej odwodnienie organizmu, dlatego też powinien dostać szpitalnie ciuchy, no ale takich na Naszego syna nie było, tylko jakieś podarte lub za małe, także poleciałam kupić piżamkę i był w swojej. później do zabiegowego na wenflon...mąż poszedł - dla mnie to było za wiele! ale szybko poszło. Mati nie zna szpitala, był pierwszy raz (mam nadzieje, że ostatni) bał się to oczywiste, był przerażony, dlatego płakał, i się wyrywał, na dodatek miał coś w rączce co być może go bolało - choć mi nie powie. no i zasnęło moje dziecko z bezsilności, ale dwie kroplówki zleciały.....

cdn.

poniedziałek, 24 grudnia 2012

WESOŁYCH ŚWIĄT

WESOŁYCH ŚWIĄT, 
SPOJONYCH, 
CIEPŁYCH,
MIŁYCH,
RADOSNYCH,
Z CHOINKA I PREZENTAMI,
MIŁYMI WSPOMNIENIAMI.
ABY ZDRÓWKO DOPISAŁO,
I SPEŁNIŁY SIĘ MARZENIA.



PS. my wróciliśmy ze szpitala. ale o tym jak dojdę do siebie. niby tylko odwodnienia, ale pobyt, szpital, kroplówki, wenflony i różne badania doprowadziły do tego, że nie wiem czy ja w ogóle żyję.

poniedziałek, 17 grudnia 2012

klaps

byliśmy ostatnio u znajomych, którzy mają syna 16sto miesięcznego. i w pewnym momencie Jej słowa mnie wbiły w ziemię.
 'nie wyobrażam sobie wychowywać dziecka bez klapsa' ...
milczę.
ona ciągnie dalej. 'bo wiesz on takie sceny mi robi i kładzie mi się na podłogę, płacze...'
milczę dalej. mąż mnie obserwuje.
'no i jak dam mu klapsa to jest dla niego impuls, wiesz? normalnie momentalnie jest cicho'
no milczę dalej.
'bo nie wyobrażam sobie, żeby mu tłumaczyć, bo bym na każdym kroku musiała go strofować...'
milczę. mąż dalej obserwuje.
bo co mam jej niby powiedzieć? że dziecka się nie bije. że nie tak się wychowuje. przecież to jej / ich dziecko. ich syn. ich pierwsze dziecko.
wiecie co uważam, że ten kto podnosi rękę na swoje dziecko nie ma cierpliwości.
czy nie lepiej jest wyjść z pokoju i policzyć do 10? mi się wydaje, że lepiej.
no ale ona dalej ciągnie 'on wszystko rozumie', 'ale nieee przecież nie zrozumie, dostanie klapsa i ma IMPULS...'

nie odezwałam się słowem. nasza rozmowa, a raczej monolog trwał krótko, powiedziała co chciała, a ja wysłuchałam...
ale własnym uszom nie wierzyłam.

środa, 12 grudnia 2012

przed świątecznie i prezentowo

no nie da się ukryć, że do Świąt zostało 12 dni !! także chyba już czas na zakup prezentów. u Nas w rodzinie robimy losowano osób dla których robimy upominki, bo jakby tak człowiek chciał każdemu kupić to wypłaty by brakowało, także ja wylosowałam swoją ukochaną babcię, mąż ciocię, dla dzieci robimy wszyscy - a jest ich 3 :) ze strony męża wylosowałam teściową (ha!) a mąż szwagra. także nie mamy zgryzoty co tu komu kupić. allegro zarabia, a klawiatura aż czerwona z gorąca hihi większość prezentów już mam - zakupy bez wychodzenia z domu uwielbiam! ale w poniedziałek jadę na zakupy na żywo, że tak to ujmę :) i już będziemy mieli wszystko. 

no i mamy zimę pełną parą:
ślady po sankach:) pełno śniegu.
jazdaaaaa! :)
 słyszałam, że na Święta mają być białe.
jupi.

:)

piątek, 7 grudnia 2012

Mikołajki i nie tylko ;)

do Mateusza od rana wczoraj przychodził Mikołaj! normalnie dziecko mi oszalało. tyle prezentów - nowych zabawek, ciuchów, słodyczy - w jeden dzień. syn wiadomo jest za mały żeby rozumieć idee Mikołaja. każdy w rodzinie chciał być Świętym, także dzień zaliczamy do udanych. planowaliśmy żeby mąż przebrał się za Mikołaja, ale później stwierdziliśmy, że smyk będzie się bał...a po co mu to, niech dorośnie ;)) na Mikołajki przynajmniej atmosfera była, bo śnieg pruszył cały dzień :) jest pięknie biało i cholernie ślisko do pracy jechałam 40km/h - ja to się panicznie boję zaśnieżonych dróg.

no i Smyk jest chory, no przeziębiony, no ma katar, ale cholerny! nie cieknie, tylko zalega gdzieś tam głęboko, a po każdej wieczornej kąpieli dziecko mi się dusi :( nie jadę z nim do lekarza bo nie gorączkuje, ale w niedzielę będzie już tydzień i jak nie przejdzie, to w pon. wyruszymy do lekarki. pneumolan stosujemy, krople i inhalację - w ogóle muszę pochwalić syna bo: daje sobie fridą wyciągać z nosa, daje sobie zakropić, bierze syropki pięknie...normalnie metamorfoza. trochę mniej je, ale to chyba przez te gile, które mu spływają eh...

a ja w pracy jestem, tylko ciiicho:) od stycznia będę miała umowę - hurraa! :)

aaa jeszcze chciałam pochwalić syna bo pierwsze zdanie powiedział składające się z trzech słów:
 "tata nie am"  :)))) nadal TATA jest na 1wszym miejscu. 

my z mężem nie robiliśmy sobie prezentów na Mikołajki. ale od innego Mikołaja dostałam książkę "Język Dwulatka" Tracy Hogg. czytam. pochłaniam. 

pa

niedziela, 2 grudnia 2012

grudzień

hoł! hoł! hoł! 

jakby to powiedział mój Mały Synek:) gdziekolwiek widzi Mikołaja to wykrzykuje głośno właśnie hoł,hoł,hoł :)) kupiłam mu książeczkę, w której właśnie po naciśnięciu guziczka brzmi HOŁ :))

już mamy grudzień. lubię ten miesiąc najbardziej zaraz po wiośnie i lecie:) z racji tego, że są Święta, a ja Święta Bożego Narodzenia bardzo lubię. choinka. bombki. prezenty. uśmiechy na twarzy bliskich. być może śnieg. atmosfera. kolędy. i w grudniu mi się udziela, tak jak zresztą widać na blogu. 

Mati obudził się rano z zawalonym nosem :( w nocy już wiedziałam, że będzie chory i masz babo placek. biedny. dusi się. zalega mu w gardle. ratuje go jak mogę, nie gorączkuje, dlatego wizytę u lekarza sobie odpuścimy. a mieliśmy jechać do znajomych, którzy mają pół roku starszą córeczkę. zrobiłam jej drobny prezent dlatego pojedziemy sami. rodzice zaproponowali, że zostaną z Młodym, także na herbatkę się wyrwiemy.

ciepło pozdrawiamy!

wtorek, 27 listopada 2012

czy istnieje odpowiedni czas na drugie dziecko?

ostatnio miałam swoje małe święto, imieniny Katarzyny :), niby nie obchodzę, ale każdy pamięta i przychodzi, ja zawsze coś szykuję bo wiem, że przyjdą czy zjadą  i wszyscy tak składają życzenia, a większość: 'siostrzyczki dla Mateuszka'.

nie lubię takich życzeń....eh

powiem Wam o co chodzi, o co szczególnie MI chodzi, ale proszę nie linczujcie mnie za to co napiszę. 
urodził się Mateusz. planowane dziecko. 9 miesięcy czekaliśmy, szykowaliśmy, kupowaliśmy i jest. oczywiście wyobrażenia są inne niż rzeczywistość. i ta właśnie rzeczywistość mną tąpnęła. ja się nie mogę pozbierać. wszyscy przez to, że syn nie śpi. nie wypoczywa. noce są okropne. myślałam ' a po roku mu minie', ma już prawie 20miesięcy i nie minęło. jest ciężko. mi. mężowi. chodziliśmy do pediatry i neurologa, ale nie będę dzieciakowi psuła żołądka tabletkami, czy syropami. pogodziłam się z tym, że tak jest, że mu kiedyś minie. 
moim też zdaniem, żeby pozwolić sobie na 2 dziecko, trzeba mieć stabilną sytuację materialną. my takiej szczerze nie mamy. ok mąż ma stałą pracę. powiecie, że ja pracuję ok po 1 na czarno, po 2 nie wiem jak długo, bo to może skończyć się z dnia na dzień, a po 3 mamy mieszkanie które trzeba zrobić i w końcu iść na swoje.
zawsze też mówiłam - będąc w ciąży - że tak po 2 latach można 2 dziecko ażeby mała różnica była. teraz tak nie myślę. teraz to od września przyszłego roku chcę dać Mateusza do przedszkola, znaleźć pracę, bądź jeśli wszystko będzie dobrze rozwijać się w obecnej. pojeździć z synem, pokazać mu trochę dolnego śląska i nie tylko. chciałabym trochę odżyć. nacieszyć się syn i mężem tak we 3. 
jeszcze z jednej strony zastanawiam się czy Mateusz w ogóle będzie miał rodzeństwo? bo jak On zacznie spać, być już chłopcem np. 6cio letnim, pójdzie do zerówki, szkoły, my będziemy mogli wszędzie pojechać - bo nie ukrywajmy teraz nie możemy wszędzie pojechać - to wracając jak już Mati wyrośnie to pomyślę, czy znowu chcę przechodzić przez to wszystko....


gdzieś tam głęboko w sercu chcę aby syn miał rodzeństwo. i na pewno będzie miał. nie teraz. nie za 2 lata. nie. 
ja mam siostrę 8 lat młodszą i żyjemy.

no i kocham moje dziecko najbardziej na świecie. nie wyobrażam sobie, że mogłoby go nie być. przecież każdy ma wady.

czwartek, 22 listopada 2012

miód na moje serce

martwiłam się, że mój syn nie mówi mimo swoich ponad już 19 miesięcy życia. i tu z dnia na dzień z Jego małych słodkich ust wydobywa się świadome 'mama'. Boże jakie to jest uczucie, buzia sama się uśmiecha, a serce zalewa się miłością do Syna. Mama jest na dzień dobry, w ciągu dnia tysiąc razy, przez telefon np dzisiaj w pracy działałam, dzwoni mąż i mówi, że są w parku na spacerku i Mati się schował pod drzewko i woła 'mamaaa' zadzwonił i Młody mógł mnie usłyszeć i do słuchawki powiedzieć słodko MA-MA :) to jest coś niesamowitego! :) długo na to czekałam.
oprócz mama, jest i tata, kuku, tam, nie, tak, daj, am, baba - i wszystko rozumie. dosłownie wszystko. 

uciecha jest też, bo Syn od dwóch dni od 18 chodzi bez pampersa i sika do nocnika :) ma nocnik zwykły ale grający, no ale tak Go zaabsorbowała klapka z tyłu, że są wyrwał, a pod nią kabelki i też je wyrwał :/ chyba elektryk nam rośnie :) no i nocnik nie gra, za to ja wykrzykuję głośne huraaaaa i biję brawo na każde siku w nocniku :)

rośnie mi Syn. rośnie.

wtorek, 20 listopada 2012

o zazdrości.

no pracuję. no poszłam do tej pracy dla nas, ażeby było nam łatwiej. a przez tą pracę nie mogę dogadać się z mężem. On ciągle pokazuje, że jest zazdrosny...
ja w ogóle nie daje mu podstaw do zazdrości. owszem jest to mała firma. bo jest szef jego pracownik i ja w biurze...często właśnie z tym szefem (czyli kolegą naszym wspólnym, facet który ma 38 lat, 15letniego syna i żonę) siedzimy w biurze. no ale jak On ma ze mną nie siedzieć skoro musi mi wszystko pokazać, nauczyć i wdrożyć. a wracam do domu i dostaję pytania: 'a siedział z Tobą cały czas?', 'i o czym gadaliście?' na początku było to śmieszne, dziś jest męczące...
no np dostaję sms'a a mąż 'kto to?' i NIGDY się nie pytał kto napisał. jeśli szef do mnie ma sprawę to dzwoni, a nie sms'uje. a jak dzwoni to rozmawiamy służbowo np co zrobiłam i co mogę na następny raz robić, gdzie co zapisałam i takie tam...
wracam do domu i nie zachwycam się pracą, szefem i nie chodzę po domu z myślami o pracy. wracam do domu do męża i syna, pracę zostawiam w pracy. 
nie wiem, już próbowałam delikatnie mówić mężowi, że wszystko jest OK. no zazdrość jest męcząca. mam nadzieję, że mojemu mężowi przejdzie. w sumie to już zauważam, że mu przechodzi. ufamy sobie i to zaufanie nie było nigdy zachwiane. także mój mężuś zwariował.

sobota, 17 listopada 2012

nasza Jesień

mgła nas nie opuszcza już 3 dzień, masakra jakaś. na dworze nie jest źle, na spacery jest nawet fajnie. mój synek pokonuje coraz większe odległości o własnych nóżkach, oczywiście ja wózek mam ze sobą, bo nie mam sił go nosić, a do wózka siada i spacerujemy i jaki taki zmęczony jedzie ładnie :)))) 
a teraz jesień w naszym obiektywie:
jak Nasz syn widzi jakiekolwiek kulki na krzakach to wołami go nie mogę odciągnąć:) stoi i zrywa i rzuca!
krety są, zimy nie będzie :)
mgła.

środa, 14 listopada 2012

poważna decyzja

kiedyś oglądałam ddtvn, w którym mówiono o dawcach szpiku, jak to w końcu po 2 latach po przeszczepieniu te osoby mogły się ze sobą spotkać. było to naprawdę wzruszające. od razy pomyślałam, że też bym chciała komuś pomóc, oddać szpik. siedziała ta też babeczka z fundacji DKMS, dokładnie opowiedziała co zrobić aby się zarejestrować, od razu wiedziałam, że chcę to zrobić. pomyślałam najpierw, że trzeba pomówić z mężem bo to poważna decyzja, bez odwrotu. także gdy mężowi powiedziała co chciałabym zrobić i jak to On widzi, to od razu powiedział, że On też chce się zarejestrować. ale byłam szczęśliwa. w ten sam dzień weszłam na stronę DKMS i Nas zarejestrowałam. długo nie mogłam doczekać się zwrotnych listów z pałeczkami do wymazów, aż do dziś. już wypełnione czekają na odesłanie do Fundacji. 

powiem Wam szczerze, że jest we mnie chęć pomocy innym, a jeszcze jak chodzi o życie to już w ogóle. nie mogę patrzeć na cierpienie dzieci, napotykam się na blogi dzieci chorych, walczących, ale i tych które przegrały chorobę....a jeśli mój szpik mógłby komuś uratować życie byłoby cudownie!

tak samo w portfelu noszę wizytówkę, w której wyrażam zgodę na przeszczepienie moich narządów. w razie gdyby mnie nagle zabrakło. mąż wie.

zastanówcie się nad tym.
i Ty możesz uratować komuś życie.

piątek, 9 listopada 2012

czas na weekend i zabawa w tle

i mamy piątek. jak człowiek pracuje to te dni przelatują przez palce. dopiero co był poniedziałek a to już koniec tego tygodnia. i weekend. dwa dni odpoczynku? no może nie zupełnie, syn nie da. ale dwa dni bez pracy. ale tak polubiłam swoja pracę, że w wolnych chwilach myślę nad czym mogłabym popracować, coś wymyślić, coś udoskonalić :)) wracam do domu chwilę po 16, wracam z uśmiechem na ustach do swojego dziecka, nie jestem zmęczona, chcę się z nim bawić, po prostu być. teraz wykąpany, najedzony, śpi:) a ja zerkam na Zakonnicę w Przebraniu 2 :)
na weekend nie mamy nic zaplanowane, w sumie to mąż jutro dalej będzie kładł gładzie w naszym gniazdku a w niedzielę pewnie jakieś spontaniczne wyjście czy cuś... :)))
a teraz czas na zabawę:
1. Góry czy morze?
zdecydowanie MORZE:))) kocham!
2. Kawa czy herbata? Ulubione gatunki?
jak zaczęłam pracować w restauracji to zafascynowałam się kawą z ekspresu, latte, macchiatto, capuccino i różne inne pyszności. postanowiłam wtedy zakupić ekspres do domu, kupiłam dość drogi (na raty wtedy go brałam) i robiłam i nadal robię sobie takie pyszności w domu (w restauracji nie pracuję już dwa lata)  także kawka tylko z ekspresu :))) piję dwie dziennie. herbatę piję bardzo rzadko.
3. Kino czy DVD? Uzasadnij odpowiedź.
kiedyś kino, bardzo często chodziłam do kina, ale miałam czas. a teraz nawet nie dvd...czasem jakiś film, też rzadko. nie mam czasu, a nawet i siły. wolę się położyć spać.
4. Którą rolę wybierasz? Matki, żony czy kochanki?
żony
5. Kosmetyki, bez których się nie ruszasz z domu?
krem do rąk.
6. 3 rzeczy, które byś zabrała na bezludną wyspę?
album ze zdjęciami, aparat fotograficzny, strój kąpielowy :))
7.Seks rano czy wieczorem?
kiedyś różnie raz tak, raz siak. teraz tylko wieczorem. no bo o której rano jak syn ostatnio ciągle wstaje między 5 a 6 rano....
8.Gdybyś złowiła złotą rybkę o co byś ją poprosiła?
jeśli rybka to 3 życzenia. po 1 o zdrowie dla rodziny. po 2 o wygraną na loterii, żeby wykończyć mieszkanie, żyć spokojnie. ale oczywiście dalej pracować i się spełniać. po 3 sama nie wiem....mam fajnego męża i super syna, jestem szczęśliwa.
9.Jakiej muzyki słuchasz?
pop, lubię też polską muzykę.
10.Komedie czy Romanse?
romanse.
11. Ulubiona potrawa?
pierogi ruskie i ze szpinakiem, potrawy z makaronów

:)))
to ja nie nominuję nikogo, bo już wszędzie ten łańcuszek jest.

miłego weekendu :)))

poniedziałek, 5 listopada 2012

zimowe buty

listopad już mamy, pierwszy śnieg też. jedne buty zimowe też, takie śniegowce. zaraz przyjdą mrozy i prawdziwa zima. wybraliśmy się z tej okazji po buty dla Syna:)) to jest ciężki wybór. na rynku butów jest mnóstwo. buty dla dziecka mówi się, że nie powinny być używane. dobrze wyprofilowane, z odpowiednią wkładką. nie jest ciężko takich znaleźć, ale ich cena jest mega zabójcza. na dziecku się nie oszczędza, powinno mieć porządny but. dlatego my wybraliśmy się do sklepu Bartek. po pierwsze bo pracuje tam moja bliska koleżanka, a po drugie buty są naprawdę dobre. obecność cioci Natalki w sklepie zaowocowała tym, że dostaliśmy 30% rabat, i za buty zimowe wyszło nam 140zł. ale buty jak ta lala :) brązowe czarne, wysokie, na rzepy, ciepłe, ze specjalną membraną, która nie przemaka i u koleżanka opowiadała, że jedna klientka aby sprawdzić tą membranę na całą noc wsadziła buty do miski z wodą i ... udało się, nie przemokły :)))) 

mam nadzieje, że i my będziemy mogli po zimie powiedzieć, że to był dobry wybór i zdecydować się dalej kupować buty z Bartka.

swoją drogą moje kozaki nie były tak drogie...

dla dziecka wszystko:)

sobota, 3 listopada 2012

Mały Młody Picasso :)

dziś rano sprzątaliśmy z Mateuszkiem szuflady i w jednej z nich znaleźliśmy farby i pędzelki :) no i jazda. włączyliśmy laptopa, podłączyliśmy drukarkę i jaka była radość jak za każdym razem jakaś inna postać wyskakiwała z urządzenia a to Strażak Sam, Świnka Peppa, Strach na wróble, Kotek, Bob Budowniczy, George Brat Świnki Peppy no to tyle. porozbierałam Młodego żeby było mniej prania (mój syn nie akceptuje od maleńkości śliniaków, chusteczek nic pod szyją).

Mati takie miny strzelał, a tak się skupiał :D a tak mocno wbijał pędzelek w farbki, a ja siedziałam z boczku cicho i obserwowałam od czasu do czasu podając kubeczek z wodą :)
Ten Strach jest z bajki Bob Budowniczy, i w którymś odcinku była historia jak Strach mówił ciągle "fi fa fo fam" i teraz jak tylko go widzi to Mati mówi 'fi faaaa' :)))
 
tu malował Strażaka Sama :)) jak go widzi to pokazuje, że on kieruje wozem strażackim. i jedzie 'brummmm'
o Mały Młody Picasso mi rośnie! :)))

poniedziałek, 29 października 2012

dołek + wyjaśnienie

czy jak się pokłócicie z mężem / partnerem wiedząc, że to Jego wina jest większa, ale od słowa do słowa i wszczęła się awantura na słowa... to odzywacie się później do siebie? bo my już 2 dzień nie, mam żal do męża za pewne słowa. On teraz też nie raczy nic powiedzieć. szczerze - omijamy się, traktujemy jakbyśmy nie byli w jednym pokoju...mąż ma 2 zmiany (14-23) także nie rozmawialiśmy. 

nie wiem już co myśleć...nigdy się nie kłócimy, takie poważne kłótnie przez 7 lat były może ze 2. ja jestem z tych osób które załatwiają wszystko rozmową, szczerością, ale teraz jakoś nie mogę się zdobyć na rozmowę...

ajć
smutno mi.

***********

już mi nie smutno. mąż wyciągnął rękę. wiecie jak wiem, że to ja zawiniłam bardziej to pierwsza bym się odezwała, ale w tej naszej sobotniej sytuacji tak nie było. dla mnie takie nieodzywanie też jest trudne, z jednej strony chciałabym pogadać, ale coś blokowało. no ale mąż przeprosił, mówiąc, że nie wie co w niego wstąpiło i nie ma nic na swoje usprawiedliwienie. szczerość górą.
no i teraz nasz kontakt ograniczył się do kontaktów przez telefon, ale z tego względu, że ja od 9 w pracy, a jak wracam to męża już nie ma bo idzie do pracy na 15, wraca po 23, a my śpimy. nie mam sił na niego czekać. ale myślę, że dobrze to nam zrobi.
no i złapał katar Mateuszka....eh jak to zwykle bywa przed jakimiś świętami....

jakie macie domowe sposoby na zwalczenie kataru ??

sobota, 27 października 2012

łeeee.... :( + foty na udowodnienie, że ZIMA jest!

odsłaniam rolety w oknie i szok bo śnieg.
niby widziałam wczoraj w pogodzie, że u nas zapowiadają, no ale cóż i tak szok.
Mati bez porządnej zimowej kurtki, a ja bez butów.
koła a aucie nadal letnie.
a mąż po nocnej zmianie w pracy wrócił z gorączką i łamaniem w kościach.
pięknie.
teraz muszę chronić syna aby się mi nie rozłożył. 
w pracy dobrze, nawet bardzo dobrze.
otworzyli u nas market DINO. fajne ceny. teraz widać jak prywaciarz chce zarobić płacąc za kaszę bobovity 9zł u niego, a w dino 7,49.

nie chcę zimy. a śnieg mógłby spaść 24.12.

Mateuszka taczka, która nie została schowana, za to została zasypana!
zima
i zima
i garaż
i drzewko
i nieschowane krzesła ogrodowe
 a w radio Last Christmas....

wtorek, 23 października 2012

o pracy i Mateuszku

zaczęłam już pracę. w piątek był mój pierwszy dzień, wczoraj drugi. jestem zadowolona, mam ciepłe biuro, fajną atmosferę, szef każe do siebie mówić na 'ty', na razie siedział ze mną te dwa dni wszystko mi tłumaczył, wdrażał mnie, a dziś będę sama i muszę napisać już protokół. praca związana jest z pisaniem protokołów z odbiorów czy pomiarów instalacji elektrycznych, oświetlenia, czasem tylko wklepywania jakiś danych - może to strasznie brzmi, ale tak naprawdę jest łatwe bo do wszystkiego są odpowiednie programy, tylko nad nimi trzeba posiedzieć, no rozgryźć je. 
ale chcący człowiek się wszystkiego nauczy :))

posmutniałam bo nasz syn w ogóle za mną nie tęskni. zostaje z nim mąż, a ja od dłuższego czasu zauważyłam, że jak jesteśmy razem to syn zawsze do zabawy wybiera właśnie męża, mnie odsuwa, każe mi siadać...to mąż się z nim więcej wygłupia, ja się z nim bawię, rysuję....wczoraj po 7 godzinach weszłam do pokoju gdzie się bawili to tylko wzrok podniósł, że ktoś wszedł....a jak mąż wraca z pracy to są zazwyczaj piski i zaraz do męża biegnie. tak mi trochę przykro. nawet bardzo niż trochę. Mati ogólnie jest taki, że nie lubi się przytulać, czasem jak sam ma ochotę to podejdzie owszem da buziaka i się przytuli, ale to sporadycznie.
mogłabym pisać o takich sytuacjach jak to że ja mogę wyjść z domu normalnie bez wrzasków syna, a mąż jak wychodzi to muszę go później 15minut uspokajać...bo tak płacze. mąż pracuje na zmiany, często ostatnio było tak, że rano robił coś w naszym mieszkaniu, przyszedł na obiad Mati w tym czasie spał, wychodził do pracy, wracał, a Mateuszek już spał bo już noc. może synowi brakuje tego męskiego towarzystwa (bo ja przez 1,5 roku byłam z nim ciągle), bo np też woli bawić się z dziadkiem niż z babcią....

cóż, chyba ten typ tak ma.

czwartek, 18 października 2012

Olek

ja już kiedyś o tym pisałam jak ludzie którzy pragną dziecka o nie walczą. WALCZĄ. chcą kochać je, dać to co najlepsze. 
a od paru dni w tv znowu  huczy o pewnym wrocławskim żłobku, w którym to Panie (właścicielka i opiekunka) krępowały ruchy dziecka związując roczki czy nóżki, kłady do łóżeczka bez materacu, dzieci od 6 miesięcy do 2 lat. to jakaś MASAKRA. te dwie bestie powinny ponieść surową karę. najsurowszą. współczuję jeśli mają swoje dzieci, albo odpowiednia instytucja powinna się tym zająć. bo co? zwęszyły interes w założeniu żłobka, brak im cierpliwości...? znalazły się niewłaściwe osoby na niewłaściwym miejscu.

piszę o tym, bo dziś są pierwsze urodziny dzieciaczka o którego rodzice WALCZYLI. bo w 10dobie życia dowiedzieli się, że ma poważną wadę serca. operacja, strach, nerwy, stres o życie dziecka. śpiączka farmakologiczna. neurolog. pół roku rehabilitacji. ale dziś chłopiec ten jest można powiedzieć zdrowy:) nie choruje. ma się dobrze. zaczyna chodzić. raczkował i wstawał tak jak każdy zdrowy niemowlak. tak szybko dogonił rówieśników. dziś są pierwsze urodziny Olka :))) o 18 idziemy na mszę, później na kolację rodzinną. 

zdrówka i sto lat smyku:)

wtorek, 16 października 2012

półtora roku za nami

mój malutki synek ma skończone 1,5 roku. jeszcze niedawno leżał bezbronny, malutki w beciku, jadł i spał taka kruszynka. a dziś to całkiem duży chłopczyk, bardzo mądry - rozumie wszystko co się do niego - i nie tylko mówi. po swojemu mówi i mówi, a sensownie trochę mniej, powtarza 'mama, tata' ale niestety nadal nas nie woła. wie kto jak ma na imię i kto jest kim np. gdzie jest babcia Irenka? itp. gdy oglądamy bajeczni (Mateusz nie lubi jak się czyta, trzeba wymyślać i opowiadać co tam na obrazkach jest) i jak mówię to jest 'tata żyrafka' to pokazuje na męża, 'to synek' to pokazuje na siebie. bardzo lubi muzykę, ogląda 'jaka to melodia' klaska jak śpiewają i podryguje w rytm muzyki:) potrafi się sam zabawić, trwa to zazwyczaj kilka minut, ale zawsze to coś. lubi jak robię mu zdjęcia, po czym zabiera mi aparat i oglądamy. naśladuje nasze ruchy, gesty. oczywiście jest niedobry...próbuje wymuszać płaczem niektóre sytuacje, kładzie się na podłogę i płacze. dalej źle sypia (czekam aż melatonina zacznie działać - ponoć po 1,5 tygodniu). dalej też nie akceptuje zabawy z dziećmi, dzieci są ok do momentu gdy mu nie chcą zabrać zabawki, którą on się w danej chwili bawi eh.
to mój syn. nasz. kochany. uśmiechnięty. wesoły. zabawny Synek.

dziś byliśmy na szczepieniu, płacz był a jakże by inaczej eh. 
była przesłodka, przemała dziewczyneczka, no chyba wcześniak - jej tata to w swoich dłoniach ją chował. Mati chyba taki nie był. nie mogłam się napatrzeć... :)

sobota, 13 października 2012

jesień

szykowaliśmy taczkę :) żeby...
nazbierać kasztanów, w naszym ogrodzie leży wielki kasztan i co dzień mamy świeżą porcję kasztanów. zawsze o tym marzyłam, aby ze swoim dzieckiem zbierać kasztany, a za rok jeszcze będziemy robić ludziki.
tato chciał pograbić liście, ale Mateuszowi tak podobały się kupki z liści, że nici z grabienia.
kot też chciał się bawić.
ale mu się znudziło i popędził na drzewo.
w międzyczasie nazbieraliśmy kasztany i liście do naszej taczki:)

spotkaliśmy motyla, Mateusz uwielbia owady i robaki. masakra, niczego się nie boi, bierze w swoje łapki czy to pająk czy biedronka, lub bierze kija i je szturcha.
Mat dla mamy chciał zerwać różę, no ale dostałam 3 płatki :D
a tu właśnie Mati z kijem na robakach. 

tak wygląda nasza jesień. narazie jest ok. pogoda dobra, słonecznie a dziś to było nawet cieplutko:) spacerowaliśmy, wygłupialiśmy się, rzucaliśmy liście. ale i tak jesień dla Nas jest na 3 miejscu. nawet ta Polska złota jesień.
a Wy jaką porę roku lubicie najbardziej?? :)

czwartek, 11 października 2012

z wizytą u neurologa

dziś była umówiona wizyta u neurologa. 
jak było? hmm...
Pani Doktor jakaś taka rozwlekła. przemiła i w ogóle fajna, ale żadnych rewelacji mi nie powiedziała. no nam.
taki syn ma charakter i już. teraz trzeba go kształtować. bo rodzice mają to do siebie, że kochają dzieci nad życie, a w związku z tym, pozwalają na wszystko, nie stawiają barier i granic i stwierdziła to w naszym przypadku....dziecko żyje w chaosie. no fakt są sytuacje, że naprawdę wolno mu dużo, ale nie że wszystko.
także dostaliśmy melatoninę oraz syrop sedalia (homeopatyczny). za miesiąc znowu się pokazać, a powinno być lepiej. Mateusz powinien się po tych lekach wyciszyć, trochę uspokoić no i my mamy go dobrze zacząć wychowywać....
odruchy ma dobre, nogi krzywe - a niby do 4 lat to norma. to, że nie woła do nas 'mama, tata' to też poczekać do 2 lat, to wtedy powinien zacząć mówić więcej, jeśli nie to wtedy też działać np. z logopedą. 
nie wiem, czy to tak wszystko można zrzucić na charakter...no Mateuszek jest uparty, nerwowy, ale będziemy i nad tym pracować.
aha, wcześniej jakieś 2 tyg temu u pediatry byliśmy i ona kazała podawać tran, teściowa zakupiła jeszcze vibovit bobas i jest w nocy trochę lepiej. brakuje synkowi jednak jakichś witamin. 
a we wtorek szczepienie.

poniedziałek, 8 października 2012

tak przy okazji, zakupy

wzięliśmy syna na zakupy do galerii handlowej, bo zimno się zrobiło, czapki jakieś za małe, koszulki to już 92 rozmiar potrzebujemy eh rośnie mój kurczak, nieco ponad 11kg...

a tak zupełnie przy okazji: nie sprzedaje ktoś ciuszków po swoim synku ?? spodni, koszulek...??

troszkę zakupów zrobiliśmy, kasy się pozbyliśmy - no ale mus, to mus.

znowu tak przy okazji: pracę zaczynam w przyszłym tygodniu, do opanowania będę miała exela...

no i tak w tej galerii zaszliśmy do rossmana, koszyk położyłam sobie przy nodze, no i chyba w tym czasie znalazły się tam niespodzianki, bo przy kasie:

Ja: co to? to nie moje? ja tego nie brałam!
Kasjerka: jak nie Pani, jak w Pani koszyku...
Ja: hmm, to mój syn, przepraszam, proszę odłożyć...
K: ten malutki?
Ja: malutki, ale zwinny byk:)

mój syn myślał, że dobrze zrobi jak wrzuci do koszyka mleko nestle junior z miodem:) a może miał na nie ochotę :P

sobota, 6 października 2012

silne poszucie własności...

na stronie edziecko znalazłam to:

"Ma silne poczucie własności - nie chce pożyczać własnych zabawek. Na placu zabaw może wszcząć prawdziwą awanturę o foremki i grabki"

Boże(!!) jak to idealnie opisuje moje dziecko. a było to w opisie właśnie dziecka 18miesięcznego. a mój syn zbliża się i będzie półtoraroczniakiem:)

no sytuacje:

(1) moja babcia, a prababcia Mateusza i Olka (synek kuzynki) właśnie pilnuje Olka bo jego mama wróciła do pracy, więc my z Matem chodzimy sobie do nich aby babcia trochę odsapnęła, usiadła, napiła się herbaty spokojnie, a ja zawsze dwóch przypilnuję....ale wczoraj syn przeszedł samego siebie. no i zaznaczam, że jesteśmy u Olka, a mój Mateusz na każdą próbę podejścia do Niego Olka reagował płaczem, Mati miał jakąś zabawkę czy książeczkę w rączkach Olek podszedł a On w ryk i to z rzucaniem się na podłogę i wyciem!!!! i tak wczoraj ze wszystkim....Mati nie jest u siebie, a przywłaszcza sobie te jego zdaniem najlepsze zabawki, owszem coś tam podrzuci Olkowi w zastępstwie....wiecie co nawet zrobiłam? widziałam co Mateusz lubi u Olka, kupiłam mu np. bębenek, traktorek ze zwierzątkami, książeczkę z autkami...ale to nic nie daje...

(2) Olek tym razem przyszedł do Nas. mamy jeździki, no tak się zdarzyło, że dwa. także Olek zainteresował się jeździkiem który ma taki sam - bo moja babcia dla maluchów kupuje podwójnie:) no ale nie, Olkowi podobał się ten który ma. więc Mateusz zobaczył, że Olo się złapał za jeździk i wyrwał mu z rąk. to dałam Olkowi drugi, syn zobaczył i wyje!!! olaboga, na nic tłumaczenia, na nic...nic. 

(3) poszliśmy z owym jeździkiem na boisko. w samochodziku mieliśmy autko. na boisku były dwie dziewczynki które miały piłkę - więc Mati chciał i piłkę i autko małe i jeździk!!!!!!!!!!!! chwila nieuwagi i jakiś chłopczyk zabrał jeździk, syn zorientował się i dziki szał. i syn i ten chłopczyk. oboje płakali. 

nie był taki mój grzeczny Mateusz. bawił się, dzielił, a nawet jeśli nie to nie płakał, nie darł się, po prostu nie dał i już. to wycie jest okropne. ja nie wiem, mam nadzieje, że mu to minie. ja wiem, że dzieci w tym wieku nie umieją się bawić ze sobą, tylko obok siebie. mimo wszystko. nie wszystkie zabawki są nasze, a syn chce wszystkimi rządzić....

Wasze dzieci też tak miały....?

środa, 3 października 2012

praca

wiecie co? dostałam pracę. 
a było to tak. u nas w mieszkaniu całą instalację elektryczną i gazową robił chłopak, który ma swoją firmę, jakoś tak wyszło, że zakumplował się z moim mężem. w naszym bloku jest 8 mieszkań i w chyba 5 robi wszystko ten chłopak. trochę go u nas nie było, do tego poniedziałku. zaproponował mężowi mojemu abym to ja mu pomogła w prowadzeniu papierkowej roboty....bo ludzie muszą czekać miesiąc na fakturę, bo on nie ma jak robić zamówień, bo ma bajzel i musi to ogarnąć. a swojej żony nie chce angażować bo jak sam mówi, chyba by się pozabijali. chciałby aby to ja się zajęła jego biurem :))) nawet nie wiecie jaka byłam szczęśliwa, że o mnie pomyślał. oczywiście na razie bez umowy - chociaż na tym mi nie zależy jak na razie. wszystko przyjdzie z czasem. swoje biuro ma 4 km od naszego domu także też luzik. będę musiała jeździć tam bo ma program w którym robi się zamówienia i faktury. bardzo się cieszę z tego, że w końcu się wyrwę z domu, że będę mogła te 4-5 godzin dziennie oderwać się od domowej rzeczywistości i ktoś inny zajmie się synem. w tym wypadku mąż, bo właściciel jest elastyczny czasowo, mąż pracuje na zmiany także np. będzie miał 2 zmiany to ja będę jeździć rano.
oczywiście, że się trochę stresuję. ale uważam, że człowiek wszystkiego nauczy się w praktyce, a dla chcącego nic trudnego :)))) 
od wczoraj mam świetny humor. 
w sumie to nie szukałam pracy bo nie miałabym z kim zostawić syna. wszyscy pracują, a na nianię nas nie stać. a za rok planujemy Mata posłać do przedszkola, bo u nas do wioskowego przedszkola przyjmują 2,5 latki. i właśnie za rok planowałam poszukiwania pracy, ale jak teraz się nadarzyło, to tylko się cieszyć, że ktoś o mnie pomyślał i ktoś chce pomóc.

piątek, 28 września 2012

o gotowaniu

mistrzem to ja nie jestem. na pewno. kulinarnym mistrzem - to mam na myśli :). bo do wyczynu jakim jest zupa, ugotowanie ziemniaków phi, usmażenie kotleta/ryby to też nic trudnego. potrafię zrobić spagetti, ale tylko to tradycyjne, risotto z warzywami i kurczakiem - tylko. no i naleśniki usmażę, akurat dziś zrobiłam na słodko z białym serem i ze szpinakiem :) niestety nie umiem piec. jedynie murzynka eh. no jakąś sałatkę też potrfię np grecką czy jarzynową. moją słabą stroną jest doprawianiem potraw. powiem Wam, że ja jestem leniwa. bo jak patrze jak moja mama gotuje to myślę 'jakie to jest łatwe', ale ja po prostu nie mam sił na wymyślanie i stanie w kuchni. wolę na szybko coś ugotować, takie danie wiecie jednogarnkowe. niestety. Syn mój już całkiem duży je praktycznie to co my, zupy, ziemniaki, rybę - także też nie wymyślam i wiele się nie wysilam o co mam do siebie później pretensje.

ale przyjdzie czas kiedy to będzie trzeba zmienić. bo jak pójdziemy do siebie, na swoje to ciągle ziemniaków jeść nie będziemy :P do mistrzostwa nie dążę to tylko taka przenośnia, ale chciałabym umieć więcej ugotować, coś wyczarować. 

a Wy gotujecie ??
:))


wtorek, 25 września 2012

o zdrowiu

moja mama, no młoda kobieta - 46lat - pojechała dziś do szpitala,  na operację usunięcia całych narządów rodnych....przykre. bardzo się boi. od jakiegoś czasu miała złe wyniki cytologii, jechała na specjalistyczne badania, to nie rak - jeszcze! tak usłyszała. dlatego coś trzeba z tym zrobić, pojechała na konsultacje i tam zadecydowali o operacji. niestety jest daleko od domu.

moja Pani ginekolog też dba o to aby miała zrobioną cytologie. przed ciążą miałam nadrzerkę - brzydką. po ciąży myślałam, że zniknie bo i tak się dzieje, ale nic z tego. teraz cytologia wyszła niby ok, ale doktorka zaproponowała zabieg wymrażania tego dziadostwa. i tak jestem już prawie dwa tygodnie po...nie bolało :)

dlatego kobiety, badajcie się. róbcie cytologie. regularnie odwiedzajcie ginekologa. dbajcie o siebie i swoje zdrowie.


ps. w domu mam normalnie małego terminatora! syn wstaje po 5 już od tygodnia! ma-sa-kra. w dzień idzie spać dopiero ok. 12. trochę lepiej śpi w nocy. daję mu tran i wit. D.

pa

sobota, 22 września 2012

...

są ludzie, którzy pragną mieć dziecko, są ludzie którzy starają się latami i mimo wszystko są bez dzieci, są ludzie, którzy z każdym dniem walczą o dziecko, bo ono walczy z ciężką chorobą, ale są też ludzie ze statusem 'rodziny zastępczej' którzy wydawało by się, że chcą pokochać małe istotki dać im dom, ciepło rodzinne, miłość, szczęście - bo są one odebrane biologicznej mamie, są bezbronne i pewnie niczemu winne, jednak nie. serce mi się kraje. bo 'rodzina zastępcza' z Pucka nie miała litości, nie chciała dać ciepła i miłości, chciała się wzbogacić i w brutalny sposób zabiła dwoje niewinnych dzieci. jestem katoliczką, ale żałuję, że w Polsce nie ma kary śmierci....bo ci ludzie na to zasługują.

[*]

piątek, 21 września 2012

o lekarzach

tak jak pisałam, we wcześniejszej notce, byliśmy w dniu wczorajszym u pediatry, zarejstrowałam syna tydzień temu do dzieci zdrowych, a on w środę obudził mi się z katarem, a w czwartek z kaszlem, masz ci los....teraz biedny, nosek zatkany, ale w  oskrzelach czysto, także to tylko przeziębienie. ponad to rozmawiałam z Panią doktor o tych niespokojnych nocach dała skierowania do neurologa i na 11 października jedziemy do naprawdę dobrej neurolog. mój mąż, a raczej jego mama twierdzili, że syn ma krzywe nogi no i zapytaliśmy i o to, okazało się, że ma płaskostopie i coś z kolankami i dostaliśmy skierowanie do ortopedy....krzywe nóżki są też od pampersa. no i obuwie musi być odpowiednie. czeka nas niespokojny październik. 
aha jeśli chodzi o lęk przed Panią doktor. to jest. dużo mniejszy, ale jednak. na koniec Matt nawet zrobił papa i wysłał doktorce buziaczka. ale wcześniej był ryk!


a dziś synek ma imieniny :))) 
!!

poniedziałek, 17 września 2012

koniec lęku przed obcymi! :)

moje dziecko przestało bać się obcych. a ja jestem mega szczęśliwa z tego powodu. nasze życie jest łatwiejsze, gdy syn nie przykleja mi się do nogi, gdy się uśmiecha. na placu zabaw możemy spokojnie siedzieć i jak inna mama się odezwie to on nie ucieka, słucha, a nawet powtarza czynności. dziś na przykład Mati chciał zjeżdżać na ślizgawce - gdy jesteśmy sami to go obracam na brzuszek i tak zjeżdża, a dziś była pewna Pani ze swoją wnuczką i ona ochoczo go na dole łapała, a on aż czekał żeby ona go wzięła, śmiał się i oczywiście jak już zjechał to się popisywał. sytuacja druga z dzisiaj to byliśmy w sklepie i posadziłam syneczka na ladę i stał za nami Pan, który miał czekoladę a syn długo nie myśląc 'cap' za nią i w śmiech :)))) to tłumaczę, że to nie nasze, że przecież synek czekolady nie je - no i wszyscy się uśmiali. a na do widzenia Mateuszek pięknie robi 'papa' i posłał buziaczki ekspedientce :)))) takich sytuacji jest więcej, naprawdę mogę powiedzieć wreszcie :))) 
w związku z tym, że synkowi przeszedł ten lęk, to mam nadzieję, że przekona się też do Pani doktor, a wizyta w ten czwartek. bo w nocy jest dalej gorzej niż źle...

wtorek, 11 września 2012

Mateusz plus zwierzęta

Mateusz + pies

mamy psa już 6 lat. rasy golden retriever. zawsze marzyłam o takim psie i zakupiłam go za pierwsze zarobione pieniądze. po 5ciu latach pojawił się syn. wiadomo pies do narodzin dziecka był najważniejszy, wypieszczony, co dzień długie spacery. bardzo się baliśmy, że będzie zazdrosny, no ale nie on. teraz Ares to przyjaciel Mateusza, Młody za nim biega, kładzie się koło niego, głaska, pokazuje gdzie ma uszy, nawet na niego siada, a Ares go chwilę przewiezie. trzeba zawsze być blisko jak oni są razem, bo pies ma nieskoordynowane ruchy, wielkie łapy i sam waży 40kg także o jakąś katastrofę łatwo, a psu mimo rasy i że nasz to się do końca nie ufa.
  
to rzucę ci Aresku zabawkę:)
Mateusz + kot

w posiadaniu mamy też kota. to już 4 w przeciągu 10lat. ale nie pytajcie co się stało z tamtymi, po porstu nie miały u nas szczęścia. eh no i Mateusz wcale nie jest delikatny, łapie go za ogon, szarpie, szturcha, naprawdę kot i tak jest wyrozumiały, bo nic małemu nie robi. macha nerwowo ogonem fakt, ale go nie drapie. Mateusz ma wózek taką spacerówkę dziecięcą hihi (dostał po chrześnicy męża) ja mu wkładam kota, a syn go wozi, a kotek leży jak lord nawet zasypiam w tym wózku i nic mu nie przeszkadza.
Pusio
u sąsiadów oszczeniła się suczka. jest 5 wspaniałych piesków. mają już 5 tygodni. chodzimy do nich codziennie. są naprawdę super. wiadomo malutkie, troszkę podgryzają, kwilą. a jak do nich idziemy to Mateuszek z daleka woła tak jakby 'jejkujejku'. nie przeszkadza mu, że gryzą jego spodenki czy sandałki. biega a one w koło niego.
ja bardzo kocham zwięrzęta. i mam nadzieję, że tą miłość zaszczepię u synka:))))

sobota, 1 września 2012

wrzesień

to już wrzesień?? naprawdę wrzesień !!! olaboga!! ten czas pędzi jak szalony. ja jestem przerażona bo nie lubię czasu od października do marca. już za oknem aura niesprzyjająca. wrzesień to też jesienna ramówka telewizyjna ;D ja to jestem maniakiem serialowym hihi :))) naprawdę jak mam czas, albo nawet jak młody się bawi to ja ciągle coś oglądam. teraz po wakacyjnej przerwie w telewizji wraca M jak miłość, Na wspólnej, Julia, Na dobre i na złe, Rodzinka.pl, Prawo Agaty no i oczywiście nowości, serial Lekarze pierwszy odcinek mam już obejrzany :) zastanawiacie się skąd ja mam czas hehe tvn-owskie seriale często oglądam tvnplayer. są też powtórki. szok. zwariowałam. kiedyś byłam maniaczką kina. teraz zostaje mi oglądanie seriali :)) no to wrzesień rozpoczęty. a dziś idziemy na 30stą rocznicę ślubu do mojego chrzestego i Jego żony.

środa, 29 sierpnia 2012

o wspólnej zabawie

mój Synek potrafi się sam zabawić, wystarczy konewka, woda, kamyczki, piasek, taczka, kosiarka (oczywiście zabawkowe), autko jeździk - no zabawa na dworze udaje nam się. w domu trochę gorzej, potrzebuje aby ktoś z nim był na wysokości dywanu, nie można siedzieć na fotelu czy krześle - tylko z Nim na dywanie. wtedy budujemy klocki, robimy garaże z książeczek, oglądamy owe książeczki, turlamy piłkę, puszczamy samochodziki, turlamy się i takie tam. jak był dużo mniejszy (jakby teraz co najmniej miał 5 lat phi!) miałam manię kupowania mu zabawek, ma ich mnóstwo ale mam wrażenie, że wszystkie mu się znudziły...bo większość to tylko obejrzy 5 minut i rzuca. chyba czas na jakieś nowe? bądź pochowam trochę starszych i wyjmę za miesiąc? 
sama nie wiem....no ale do rzeczy bo chciałam nawiązać z tą zabawą do zabawy z drugą osobą, a mianowicie z Olkiem (kuzyn Matta). Syn już przestał się Go bać, chętnie tam do Niego idziemy, słyszy 'Olek' i się raduje. gorzej jest w domu. Olek ma inne zabawki, dla Mata wszystkie są arcy interesujące eh każdą zabawkę jaką mój syn sobie weźmie do zabawy zaraz do Niego raczkuje właściciel zabawki - Olek. i zaczyna się. wycie. darcie. tak jakby jeden chciał powiedzieć 'to moje' a drugi 'ja się tylko pobawię' mój Syn siłę ma. trzyma tak mocno zabawkę, że Olkowi trudno jest cokolwiek zabrać. mama Olka w takich sytuacjach próbuje zabawić Jego czymś innym, ale nie...zawsze to co ma jeden jest interesujące dla obojga. takim dzieciom się nie wytłumaczy.
mam nadzieję, że i do wspólnej zabawy dzieci dojrzeją.

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Dożynki 2012

wczoraj w naszej miejscowości odbyły się Dożynki. Święto rolników ich plonów, żniw. coroczne piękne Święto. każda wioska z naszej gminy robi wieńce ze zboża, w różnych kształtach. również każda wiosna robi swoje stoisko, na których można poczęstować się naleweczką, bimbrem, różnymi owocami, ciastem. są konkursy na najpiękniejszy wieniec i stoisko oraz nagrody pieniężne. obecny wczoraj był Karol Okrasa który ogłosił konkurs kulinarny, panie się zgłosiły, jury oceniało, sam Karol też gotował, przechadzał się między stoiskami - no atrakcją był. wysoki jest. następnie był kabaret - ale słabizna. adhd - tak się zowie. później atrakcje dla dzieci - jakieś piosenki, występy. i na koniec gwiazda wieczoru Stachurski. oł jeee! :P zapraszają takie gwiazdy już mało błyszczące, tak aby sobie można było przypomnieć. ludzie mówili 'łeee Stachurski' a gdzie się człowiek obejrzał tam każdy śpiewał razem z nim pod nosem hehe. koncert naprawdę świetny. porwał publiczność. było ekstra. no i syn nam cały czas towarzyszył :) byłam zdumiona jak on się fajnie bawił. biegał za bańkami, dostał balona z helem, poszalał, i o dziwo jak myślałam, że po dwóch piosenkach Stachurskiego będziemy się zwijać tak poszliśmy dopiero po koncercie :))) Matt nie marudził, był grzeczny także jego rytm chociaż raz można było zaburzyć. fakt jest taki, że nawet nie zdąrzyłam go wykąpać, bo zasypiał na siedząco jak weszliśmy do domu, także przebrałam go w piżamkę i spał :)) 
co roku czekam na Dożynki. bardzi lubie to Święto.

sobota, 25 sierpnia 2012

prezent niespodzianka :)

no więc tak: dostałam od męża pół roczny karnet do Pure. bez okazji. i tak zastanawiałam się o co chodzi? czy coś z moją figurą nie tak? czy coś naskrobał, aż się bałam cooo? no i spytałam. a mój mąż powiedział, że całymi dniami siedzę w domu, ciągle jestem z dzieckiem, nic dla siebie nie robię, a powinnam pomyśleć o sobie, i tak aby mi umilić życie i aby oderwać się od domowej rzeczywistości i iść móc wyżyć się na bieżni czy na zajęciach. 
bardzo się cieszę i bardzo jestem zadowolona :))) w końcu pojawił się uśmiech.


moje życie właśnie tak wyglądało przed ciążą. basen. rower. długie spacery. pracowałam i także chodziłam już kiedyś do Pure. czułam się wtedy naprawdę świetnie. zajęcia step czy aerobiku ach.

:))))

środa, 22 sierpnia 2012

co u nas....

Mateusz daje w kość...

4 noc nieprzespana....ledwo widzę na oczy. MASAKRA. postanowiłam iść z tym - z nim - do lekarza.

wszyscy jak jeden mąż mieliśmy trzydniówkę :/ tzn. ja i małżonek jednodniówkę, syn dwudniówkę :/ za przeproszeniem sraliśmy i rzygaliśmy jak koty! (sorry, za tą brutalność) plus gorączka u syna 39,2....

zmarła siostra mojej babci. wczoraj. nagle i niespodziewanie. nie lubię pogrzebów.

w ogóle...

...do dupy!

piątek, 17 sierpnia 2012

relacja 4 - podróż

już w domu :(  a w związku z tym, mamy za sobą podróż w jedną i drugą stronę. w obydwie zajęła nam po 5,5 godziny :) jestem dumna a nawet DUMNA ze swojego syna, który dzielnie znosił jazdę autem przypięty do fotelika - wiadomo marudził, ale moja głowa pełna pomysłów nie dała mu się nudzić - hihi. no ale o podróży miało być. stwierdzam iż ludzie za kierownicą są bezmyślni, nieodpowiedzialni i nierozsądni - oczywiście nie wszyscy, ale ci którzy wyprzedzając na trzeciego nie myślą o tym, że mogą zrobić krzywdę sobie, komuś z przeciwka, oraz np. nam jeśli by się nie zmieścił przed nami. bo mieliśmy dwa razy taką sytuacje. w ogóle jedzie kolumna aut, tirów, a ktoś wyprzedza a później się wciska, po czym szybciej nie będzie bo i tak spotykamy się na światłach bo czy my jedziemy 90 a on 100 km/h to nie ma znaczenia. powiem szczerze, że już nie dziwię się, że tyle ludzi ginie na drogach, serio. podróż jest stresująca przez takich piratów drogowych. trzeba mieć oczy do okoła głowy. ale najważniejsze, że jesteśmy cali w domu.

wtorek, 14 sierpnia 2012

relacja 3 - pogoda nas rozpieszcza

muszę powiedzieć Wam dziewczyny, że pogoda nas rozpieszcza :) jest mega ciepło. a za parawanem jest jeszcze cieplej. po 9 maszerujemy już na plażę, ok 13 wracamy synuś zje i śpi, później my idziemy na obiad i na miasto, znowu trochę na plażę, do figlo raju gdzie za 20zł można siedzieć cały dzień a atrakcji dla dzieciaka jest mnóstwo: dmuchane różności na których się skacze czy zjeżdża, trampoliny, zabawki dla najmłodszych, autka, domki, coś fajnego naprawdę ktoś wiedział jak zainwestować pieniądze - dzieciaków jest zawsze dużo, a rodzice mają miejsce gdzie posiedzieć, można wypić kawę, a tak jak my musimy z młodym iść wszędzie i możemy z nim normalnie zjeżdzać i na wszystko wchodzić, płaci się tylko za dziecko :)))) na naszych kwaterach brakowało nam jakiegoś dzieciaczka do zabawy dla syna. i tak w poniedziałek zjawiła się dziewczynka - 4letnia Julka! wspaniale się bawią. weszła w rolę starszej siostry, a do mnie mówi ciocia :))) wiadomo są zgrzyty na raz chcą się bawić tym samym autkiem, albo czytać/oglądać raczej tą samą bajkę i Matt nie rozumie i płacze, tamta też zawzięta, też jej można tłumaczyć ale chce i nie da. trudno dzieci są różne. na szczęście tych fajnych sytuacji związanych z nimi jest więcej. grają w piłkę, Julka się wygłupia, coś tam śpiewa Mateuszowi po swojemu - wymyśla na poczekaniu przeróżne historie a ten się śmieje w głos. Matt przy niej ładnie zjada. no same plusy. 
Mateo teraz śpi. mąż poszedł się opalać ;D a ja odpoczywam. 
pa!

środa, 8 sierpnia 2012

pomysł na zabawę - relacja 2


otwieramy lodówkę
pakujemy co znajdziemy
tadam! oto zawartość lodówki
jeszcze coś poprawimy!
naprawdę ten mój syn jest szalony. nie możemy go odciągnąć od tej lodówki. ona jest mała i bez problemu sto razy dziennie jest otwierana eh na nic tłumaczenia czy interesowanie innymi rzeczami jak i tak powraca do tego miejsca, a radocha ma niezłą. pogoda jest w kratę, pada 10 minut, po czym wychodzi słońce, znowu popada i tak ciągle, ale z przewagą słońca lub pochmurnego nieba. tragedii nie ma. ciągle spacerujemy. od niedzieli ma się poprawić to będziemy się plażować.

wtorek, 7 sierpnia 2012

relacja 1

hihi zaraz pomyślicie, że zamiast odpoczywać ja tu w internecie siedzę, ale co mam robić? jak młody śpi, mąż majstruje przy wędkach, a pogoda jest pochmurna, jest ciepło, nie pada, ale opalać się nie da, ani chodzić chociażby w krotkich spodniach bo wieje. ale od początku, jak minęła nam podróż. wyjechaliśmy o 4.30 syn zjadł, smacznie spał jak wkładałam go to fotelika, uraczył nas swoim uśmiechem o 5.40 i był nieznośny eh ale to dlatego bo po 1 było mu niewygodnie, a po 2 nie wstaje aż tak wcześnie(!) tak usnął o 7.00 i po 8.00 się obudził, wtedy się zatrzymaliśmy na śniadanko, i o 9 ruszyliśmy dalej. po 10 byliśmy już w Międzyzdrojach bo to po drodze, a nasz pokój był gotowy dopiero na 13 także fajowo. po 13 byliśmy już w Dziwnowie rozpakowaliśmy się, pogoda taka sobie, ale przed 16 zaczęło tak grzać, że popędziliśmy na plażę:))) Mati w wodzie by siedział, ciągle zawracał z koca do wody, nie chciał się bawić żadnymi akcesoriami do piasku eh aż mu zsiniały usta, nóżki zimne więc go na zmianę nosiliśmy wzdłuż plaży. myślałam, że będzie gorzej z zaklimatyzowaniem, ze spaniem, jedzeniem - ale na całe szczęście jest naprawdę super! :))

moje chłopaki :))
moje nózie :))
piękne co? ktoś ma talent:)
moja skromna osoba i szalejący syn!
skoro mam laptopa i mamy internet to relację będę pisać. a następnym razem: o ulubionej zabawie syna w nietypowym miejscu.

niedziela, 5 sierpnia 2012

WYJEŻDŻAMY! :))))

w końcu nadszedł ten dzień :) jutro wyjeżdżamy. kierunek morze, Dziwnów. nasz upragniony urlop. jeśli będzie można go tak nazwać będąc we dwójkę z dzieckiem szogunem :)) najważniejsze to aby jodu powdychać i dużo spacerować! także życzcie nam pogody chociaż słonecznej nie koniecznie upałów, abyśmy szczęśliwie dojechali w obie strony i aby nasz syn jakoś zniósł podróż...tego się boję najbardziej. powrót 16 sierpnia :) 
hip hip huuura!

wtorek, 31 lipca 2012

język obcy

moja mama ma 3 siostry. najmłodsza z nich jest o osiem lat starsza ode mnie i ma 12letniego syna. nie mieszkają w Polsce. ich życie toczy się w Egipcie, a nawet samej stolicy - Kairze. ma męża Araba - ale nie typowego co ma cztery żony, ten jest 'normalny'. żeby wziąć ślub przeszła na Jego wiarę. urodził się syn więc szukała imienia polsko-arabskiego i znalazła Adam! i właśnie są w Polsce po sześciu latach nieobecności. chciałam napisać właśnie o Adasiu, bo chłopak włada 5 językami - a przypominam 12 lat! w domu, szkole, klubie rozmawia po Arabsku, ze swoją mamą po Polsku aby znał nasz język, w szkole ma angielski u niego perfect, oraz niemiecki i francuski i z tego co mówi - dogada się też. teraz są u nas, czasem Adasiowi brakuje polskiego słowa do opisania czegoś to zastępuję to słowo angielskim. już nie odmienia polskich wyrazów, śmiesznie ten polski brzmi ale wszyscy są dumni, bo on w Polsce się urodził i zaraz wyjechał, był w wieku 6ciu lat, a teraz w wieku 12stu. cieszymy się, że ciotka podtrzymuje u Niego nasz język, bo w sumie nie wiadomo co będzie w przyszłości - jaki kraj wybierze. chciałabym syna mojego też uczyć języka obcego, bez przesady oczywiście. w przedszkolu u nas jest angielski poprzez zabawę. Matt bardzo lubi Baby Beatles - taka bajeczka ok 5minutowa i śpiewają po angielsku. wiadomo młody jeszcze po polsku nie mówi a co dopiero angielski. sama trochę znam ten język także też na pewno będziemy się uczyć :)) narazie językiem obcym dla mnie jest język syn, który mówi po swojemu a ja nic nie rozumiem :))) gaduła!

smutny dopisek:
wiecie co?? życie naprawde jest okrutne:( znajoma była w ciąży z bliźniętami (chłopcy) urodziła w 7miesiącu i 2dniu, jeden z Nich po 14 dniach zmarł....był słabszy, miał niewykształcone narządy :( dlaczego Bóg zabiera do siebie dzieci których rodzice pragną :(