sobota, 27 lipca 2013

streszczenie wakacji

19 lipca wyjechaliśmy nad morze. kierunek Dziwnów. udało się. pogoda w ten dzień fatalna. Mati nam się skąpał w morzu i uciekliśmy do pokoju.
20 lipca był upał. plażowaliśmy. spacerowaliśmy i jedliśmy lody...
21 lipca Mateusz gorączkuje 39,4 największa temperatura. Jak mu zbiję za kilka godzin znowu...
22 lipca zjawia się lekarz na wizycie "domowej". zapalenie gardła antybiotyk". uf nie ma gorączki. my szukamy cienia bo jest upał.
23 lipca zaczyna się ostry i okropny kaszel.
24 lipca bardzo gorąco, trochę plaży, trochę spacerów, Mati ewidentnie źle się czuje....
25 lipca idziemy tym razem do przychodni. jest inny lekarz i jest inna diagnoza angina opryszczkowa. zmiana antybiotyku. decyzja. wracamy do domu na 4 dni przed planowanym powrotem.
26 lipca już w domu. podróż nocą ma swoje plusy. nie ma ruchu i wraca się 4 godzinki, a dziecko w drodze śpi. o 16:00 wizyta już u "naszej" lekarki. potwierdziła anginę.

na dzień dzisiejszy Mati kaszle, nie ma gorączki, anginę mamy nadal.
urlop nieudany. szkoda dziecka. kurujemy się już domu.
pogoda nad morzem była rewelacyjna!!!!!!!!!!! ciągle upały i ciągle bezchmurne niebo.

:)

środa, 17 lipca 2013

trajlujemy:))

mój syn mnie zaskakuje co dzień:) zaczyna mówić po prostu.

Ja sobie głośno myślę:
K: Matuś co kupimy temu dziadkowi na urodziny hmmm?
M: (tak po kilku ładnych minutach) tolt!
K: tort?!
M: tak, tolt!

:)

byliśmy u babci i był również Olek i chcieli cukierka, ale babcia miała tylko jedną ich ulubiona krówkę i nie zastanawiając się długo przepołowiła na pół na co Mateusz
M: baba, ja pół nie, pół nie!
wszyscy zbaranieliśmy.

najlepsze jest jak Mateuszowi się coś tłumaczy a on:
M: ahaaaaa, mamo tak. ahaaaaaa

i to 'aha' jest boskie.
też stara się opowiadać z kim się bawił, co robił, pokazuje gdzie się uderzył itp. ja go doskonale rozumiem zawsze wiem o czym mówi, zawsze rozwijam jego myśli i tak sobie gadamy.

już nie mogę doczekać się pełnych dialogów!:)))

ps.
Malw jeśli czytasz zostaw swój adres bloga, plis!

wtorek, 16 lipca 2013

o jak ...

ostatnie noce w wykonaniu mojego Syna były przeokropne - żeby nie powiedzieć dużo gorzej. tak zwana masakra.
żalę się babci i mamie i w czasie rozmowy palnęłam 'kręci się tak jakby miał owsiki w dupie'
no i najstarsza z rodu zaczęła opowiadać co ona miała ze swoją córką jak ta była mała, jak walczyła z pasożytami, jak nie chciała jeść i właśnie nie spała, bo się wierciła, bo brzuch bolał. po pogadance o tym, że gołym okiem w kupie dziecka można znaleźć owsika wzięłam sobie do serca babcine słowa i Mateusz miał zrobiony przegląd kupy przez 3 dni...nawet fotografowałam kupę bo mi już w oczach z wrażenia się popier*****o. i Syna ma owsiki. uwierzycie? istna masakra. ja myślałam, że owsiki to w jakiś patologiach występują, tam gdzie brud, syf, kiła i mogiła. pojechaliśmy do lekarza. dostaliśmy kurację wszyscy w trójkę. leczymy się i dalej obserwujemy kupkę Mata. może w końcu nasze problemy ze snem, a raczej z jego brakiem pójdą w niepamięć...nie wiem skąd te owsiki. masakra. 
teraz słynne powiedzonko "myjcie rączki Kochani" u nas jest nadużywane. ale cóż. leczymy się.

piątek, 12 lipca 2013

lipiec

bosz.... to już połowa LIPCA?!
jutro idziemy na wesele do mojej przyjaciółki :))))) BOSKO!
15 lipca mąż ma urodziny, ale niestety 2 zmiany :((
19 lipca wyjeżdżamy nad MORZE :)))

:)))