poniedziałek, 29 października 2012

dołek + wyjaśnienie

czy jak się pokłócicie z mężem / partnerem wiedząc, że to Jego wina jest większa, ale od słowa do słowa i wszczęła się awantura na słowa... to odzywacie się później do siebie? bo my już 2 dzień nie, mam żal do męża za pewne słowa. On teraz też nie raczy nic powiedzieć. szczerze - omijamy się, traktujemy jakbyśmy nie byli w jednym pokoju...mąż ma 2 zmiany (14-23) także nie rozmawialiśmy. 

nie wiem już co myśleć...nigdy się nie kłócimy, takie poważne kłótnie przez 7 lat były może ze 2. ja jestem z tych osób które załatwiają wszystko rozmową, szczerością, ale teraz jakoś nie mogę się zdobyć na rozmowę...

ajć
smutno mi.

***********

już mi nie smutno. mąż wyciągnął rękę. wiecie jak wiem, że to ja zawiniłam bardziej to pierwsza bym się odezwała, ale w tej naszej sobotniej sytuacji tak nie było. dla mnie takie nieodzywanie też jest trudne, z jednej strony chciałabym pogadać, ale coś blokowało. no ale mąż przeprosił, mówiąc, że nie wie co w niego wstąpiło i nie ma nic na swoje usprawiedliwienie. szczerość górą.
no i teraz nasz kontakt ograniczył się do kontaktów przez telefon, ale z tego względu, że ja od 9 w pracy, a jak wracam to męża już nie ma bo idzie do pracy na 15, wraca po 23, a my śpimy. nie mam sił na niego czekać. ale myślę, że dobrze to nam zrobi.
no i złapał katar Mateuszka....eh jak to zwykle bywa przed jakimiś świętami....

jakie macie domowe sposoby na zwalczenie kataru ??

sobota, 27 października 2012

łeeee.... :( + foty na udowodnienie, że ZIMA jest!

odsłaniam rolety w oknie i szok bo śnieg.
niby widziałam wczoraj w pogodzie, że u nas zapowiadają, no ale cóż i tak szok.
Mati bez porządnej zimowej kurtki, a ja bez butów.
koła a aucie nadal letnie.
a mąż po nocnej zmianie w pracy wrócił z gorączką i łamaniem w kościach.
pięknie.
teraz muszę chronić syna aby się mi nie rozłożył. 
w pracy dobrze, nawet bardzo dobrze.
otworzyli u nas market DINO. fajne ceny. teraz widać jak prywaciarz chce zarobić płacąc za kaszę bobovity 9zł u niego, a w dino 7,49.

nie chcę zimy. a śnieg mógłby spaść 24.12.

Mateuszka taczka, która nie została schowana, za to została zasypana!
zima
i zima
i garaż
i drzewko
i nieschowane krzesła ogrodowe
 a w radio Last Christmas....

wtorek, 23 października 2012

o pracy i Mateuszku

zaczęłam już pracę. w piątek był mój pierwszy dzień, wczoraj drugi. jestem zadowolona, mam ciepłe biuro, fajną atmosferę, szef każe do siebie mówić na 'ty', na razie siedział ze mną te dwa dni wszystko mi tłumaczył, wdrażał mnie, a dziś będę sama i muszę napisać już protokół. praca związana jest z pisaniem protokołów z odbiorów czy pomiarów instalacji elektrycznych, oświetlenia, czasem tylko wklepywania jakiś danych - może to strasznie brzmi, ale tak naprawdę jest łatwe bo do wszystkiego są odpowiednie programy, tylko nad nimi trzeba posiedzieć, no rozgryźć je. 
ale chcący człowiek się wszystkiego nauczy :))

posmutniałam bo nasz syn w ogóle za mną nie tęskni. zostaje z nim mąż, a ja od dłuższego czasu zauważyłam, że jak jesteśmy razem to syn zawsze do zabawy wybiera właśnie męża, mnie odsuwa, każe mi siadać...to mąż się z nim więcej wygłupia, ja się z nim bawię, rysuję....wczoraj po 7 godzinach weszłam do pokoju gdzie się bawili to tylko wzrok podniósł, że ktoś wszedł....a jak mąż wraca z pracy to są zazwyczaj piski i zaraz do męża biegnie. tak mi trochę przykro. nawet bardzo niż trochę. Mati ogólnie jest taki, że nie lubi się przytulać, czasem jak sam ma ochotę to podejdzie owszem da buziaka i się przytuli, ale to sporadycznie.
mogłabym pisać o takich sytuacjach jak to że ja mogę wyjść z domu normalnie bez wrzasków syna, a mąż jak wychodzi to muszę go później 15minut uspokajać...bo tak płacze. mąż pracuje na zmiany, często ostatnio było tak, że rano robił coś w naszym mieszkaniu, przyszedł na obiad Mati w tym czasie spał, wychodził do pracy, wracał, a Mateuszek już spał bo już noc. może synowi brakuje tego męskiego towarzystwa (bo ja przez 1,5 roku byłam z nim ciągle), bo np też woli bawić się z dziadkiem niż z babcią....

cóż, chyba ten typ tak ma.

czwartek, 18 października 2012

Olek

ja już kiedyś o tym pisałam jak ludzie którzy pragną dziecka o nie walczą. WALCZĄ. chcą kochać je, dać to co najlepsze. 
a od paru dni w tv znowu  huczy o pewnym wrocławskim żłobku, w którym to Panie (właścicielka i opiekunka) krępowały ruchy dziecka związując roczki czy nóżki, kłady do łóżeczka bez materacu, dzieci od 6 miesięcy do 2 lat. to jakaś MASAKRA. te dwie bestie powinny ponieść surową karę. najsurowszą. współczuję jeśli mają swoje dzieci, albo odpowiednia instytucja powinna się tym zająć. bo co? zwęszyły interes w założeniu żłobka, brak im cierpliwości...? znalazły się niewłaściwe osoby na niewłaściwym miejscu.

piszę o tym, bo dziś są pierwsze urodziny dzieciaczka o którego rodzice WALCZYLI. bo w 10dobie życia dowiedzieli się, że ma poważną wadę serca. operacja, strach, nerwy, stres o życie dziecka. śpiączka farmakologiczna. neurolog. pół roku rehabilitacji. ale dziś chłopiec ten jest można powiedzieć zdrowy:) nie choruje. ma się dobrze. zaczyna chodzić. raczkował i wstawał tak jak każdy zdrowy niemowlak. tak szybko dogonił rówieśników. dziś są pierwsze urodziny Olka :))) o 18 idziemy na mszę, później na kolację rodzinną. 

zdrówka i sto lat smyku:)

wtorek, 16 października 2012

półtora roku za nami

mój malutki synek ma skończone 1,5 roku. jeszcze niedawno leżał bezbronny, malutki w beciku, jadł i spał taka kruszynka. a dziś to całkiem duży chłopczyk, bardzo mądry - rozumie wszystko co się do niego - i nie tylko mówi. po swojemu mówi i mówi, a sensownie trochę mniej, powtarza 'mama, tata' ale niestety nadal nas nie woła. wie kto jak ma na imię i kto jest kim np. gdzie jest babcia Irenka? itp. gdy oglądamy bajeczni (Mateusz nie lubi jak się czyta, trzeba wymyślać i opowiadać co tam na obrazkach jest) i jak mówię to jest 'tata żyrafka' to pokazuje na męża, 'to synek' to pokazuje na siebie. bardzo lubi muzykę, ogląda 'jaka to melodia' klaska jak śpiewają i podryguje w rytm muzyki:) potrafi się sam zabawić, trwa to zazwyczaj kilka minut, ale zawsze to coś. lubi jak robię mu zdjęcia, po czym zabiera mi aparat i oglądamy. naśladuje nasze ruchy, gesty. oczywiście jest niedobry...próbuje wymuszać płaczem niektóre sytuacje, kładzie się na podłogę i płacze. dalej źle sypia (czekam aż melatonina zacznie działać - ponoć po 1,5 tygodniu). dalej też nie akceptuje zabawy z dziećmi, dzieci są ok do momentu gdy mu nie chcą zabrać zabawki, którą on się w danej chwili bawi eh.
to mój syn. nasz. kochany. uśmiechnięty. wesoły. zabawny Synek.

dziś byliśmy na szczepieniu, płacz był a jakże by inaczej eh. 
była przesłodka, przemała dziewczyneczka, no chyba wcześniak - jej tata to w swoich dłoniach ją chował. Mati chyba taki nie był. nie mogłam się napatrzeć... :)

sobota, 13 października 2012

jesień

szykowaliśmy taczkę :) żeby...
nazbierać kasztanów, w naszym ogrodzie leży wielki kasztan i co dzień mamy świeżą porcję kasztanów. zawsze o tym marzyłam, aby ze swoim dzieckiem zbierać kasztany, a za rok jeszcze będziemy robić ludziki.
tato chciał pograbić liście, ale Mateuszowi tak podobały się kupki z liści, że nici z grabienia.
kot też chciał się bawić.
ale mu się znudziło i popędził na drzewo.
w międzyczasie nazbieraliśmy kasztany i liście do naszej taczki:)

spotkaliśmy motyla, Mateusz uwielbia owady i robaki. masakra, niczego się nie boi, bierze w swoje łapki czy to pająk czy biedronka, lub bierze kija i je szturcha.
Mat dla mamy chciał zerwać różę, no ale dostałam 3 płatki :D
a tu właśnie Mati z kijem na robakach. 

tak wygląda nasza jesień. narazie jest ok. pogoda dobra, słonecznie a dziś to było nawet cieplutko:) spacerowaliśmy, wygłupialiśmy się, rzucaliśmy liście. ale i tak jesień dla Nas jest na 3 miejscu. nawet ta Polska złota jesień.
a Wy jaką porę roku lubicie najbardziej?? :)

czwartek, 11 października 2012

z wizytą u neurologa

dziś była umówiona wizyta u neurologa. 
jak było? hmm...
Pani Doktor jakaś taka rozwlekła. przemiła i w ogóle fajna, ale żadnych rewelacji mi nie powiedziała. no nam.
taki syn ma charakter i już. teraz trzeba go kształtować. bo rodzice mają to do siebie, że kochają dzieci nad życie, a w związku z tym, pozwalają na wszystko, nie stawiają barier i granic i stwierdziła to w naszym przypadku....dziecko żyje w chaosie. no fakt są sytuacje, że naprawdę wolno mu dużo, ale nie że wszystko.
także dostaliśmy melatoninę oraz syrop sedalia (homeopatyczny). za miesiąc znowu się pokazać, a powinno być lepiej. Mateusz powinien się po tych lekach wyciszyć, trochę uspokoić no i my mamy go dobrze zacząć wychowywać....
odruchy ma dobre, nogi krzywe - a niby do 4 lat to norma. to, że nie woła do nas 'mama, tata' to też poczekać do 2 lat, to wtedy powinien zacząć mówić więcej, jeśli nie to wtedy też działać np. z logopedą. 
nie wiem, czy to tak wszystko można zrzucić na charakter...no Mateuszek jest uparty, nerwowy, ale będziemy i nad tym pracować.
aha, wcześniej jakieś 2 tyg temu u pediatry byliśmy i ona kazała podawać tran, teściowa zakupiła jeszcze vibovit bobas i jest w nocy trochę lepiej. brakuje synkowi jednak jakichś witamin. 
a we wtorek szczepienie.

poniedziałek, 8 października 2012

tak przy okazji, zakupy

wzięliśmy syna na zakupy do galerii handlowej, bo zimno się zrobiło, czapki jakieś za małe, koszulki to już 92 rozmiar potrzebujemy eh rośnie mój kurczak, nieco ponad 11kg...

a tak zupełnie przy okazji: nie sprzedaje ktoś ciuszków po swoim synku ?? spodni, koszulek...??

troszkę zakupów zrobiliśmy, kasy się pozbyliśmy - no ale mus, to mus.

znowu tak przy okazji: pracę zaczynam w przyszłym tygodniu, do opanowania będę miała exela...

no i tak w tej galerii zaszliśmy do rossmana, koszyk położyłam sobie przy nodze, no i chyba w tym czasie znalazły się tam niespodzianki, bo przy kasie:

Ja: co to? to nie moje? ja tego nie brałam!
Kasjerka: jak nie Pani, jak w Pani koszyku...
Ja: hmm, to mój syn, przepraszam, proszę odłożyć...
K: ten malutki?
Ja: malutki, ale zwinny byk:)

mój syn myślał, że dobrze zrobi jak wrzuci do koszyka mleko nestle junior z miodem:) a może miał na nie ochotę :P

sobota, 6 października 2012

silne poszucie własności...

na stronie edziecko znalazłam to:

"Ma silne poczucie własności - nie chce pożyczać własnych zabawek. Na placu zabaw może wszcząć prawdziwą awanturę o foremki i grabki"

Boże(!!) jak to idealnie opisuje moje dziecko. a było to w opisie właśnie dziecka 18miesięcznego. a mój syn zbliża się i będzie półtoraroczniakiem:)

no sytuacje:

(1) moja babcia, a prababcia Mateusza i Olka (synek kuzynki) właśnie pilnuje Olka bo jego mama wróciła do pracy, więc my z Matem chodzimy sobie do nich aby babcia trochę odsapnęła, usiadła, napiła się herbaty spokojnie, a ja zawsze dwóch przypilnuję....ale wczoraj syn przeszedł samego siebie. no i zaznaczam, że jesteśmy u Olka, a mój Mateusz na każdą próbę podejścia do Niego Olka reagował płaczem, Mati miał jakąś zabawkę czy książeczkę w rączkach Olek podszedł a On w ryk i to z rzucaniem się na podłogę i wyciem!!!! i tak wczoraj ze wszystkim....Mati nie jest u siebie, a przywłaszcza sobie te jego zdaniem najlepsze zabawki, owszem coś tam podrzuci Olkowi w zastępstwie....wiecie co nawet zrobiłam? widziałam co Mateusz lubi u Olka, kupiłam mu np. bębenek, traktorek ze zwierzątkami, książeczkę z autkami...ale to nic nie daje...

(2) Olek tym razem przyszedł do Nas. mamy jeździki, no tak się zdarzyło, że dwa. także Olek zainteresował się jeździkiem który ma taki sam - bo moja babcia dla maluchów kupuje podwójnie:) no ale nie, Olkowi podobał się ten który ma. więc Mateusz zobaczył, że Olo się złapał za jeździk i wyrwał mu z rąk. to dałam Olkowi drugi, syn zobaczył i wyje!!! olaboga, na nic tłumaczenia, na nic...nic. 

(3) poszliśmy z owym jeździkiem na boisko. w samochodziku mieliśmy autko. na boisku były dwie dziewczynki które miały piłkę - więc Mati chciał i piłkę i autko małe i jeździk!!!!!!!!!!!! chwila nieuwagi i jakiś chłopczyk zabrał jeździk, syn zorientował się i dziki szał. i syn i ten chłopczyk. oboje płakali. 

nie był taki mój grzeczny Mateusz. bawił się, dzielił, a nawet jeśli nie to nie płakał, nie darł się, po prostu nie dał i już. to wycie jest okropne. ja nie wiem, mam nadzieje, że mu to minie. ja wiem, że dzieci w tym wieku nie umieją się bawić ze sobą, tylko obok siebie. mimo wszystko. nie wszystkie zabawki są nasze, a syn chce wszystkimi rządzić....

Wasze dzieci też tak miały....?

środa, 3 października 2012

praca

wiecie co? dostałam pracę. 
a było to tak. u nas w mieszkaniu całą instalację elektryczną i gazową robił chłopak, który ma swoją firmę, jakoś tak wyszło, że zakumplował się z moim mężem. w naszym bloku jest 8 mieszkań i w chyba 5 robi wszystko ten chłopak. trochę go u nas nie było, do tego poniedziałku. zaproponował mężowi mojemu abym to ja mu pomogła w prowadzeniu papierkowej roboty....bo ludzie muszą czekać miesiąc na fakturę, bo on nie ma jak robić zamówień, bo ma bajzel i musi to ogarnąć. a swojej żony nie chce angażować bo jak sam mówi, chyba by się pozabijali. chciałby aby to ja się zajęła jego biurem :))) nawet nie wiecie jaka byłam szczęśliwa, że o mnie pomyślał. oczywiście na razie bez umowy - chociaż na tym mi nie zależy jak na razie. wszystko przyjdzie z czasem. swoje biuro ma 4 km od naszego domu także też luzik. będę musiała jeździć tam bo ma program w którym robi się zamówienia i faktury. bardzo się cieszę z tego, że w końcu się wyrwę z domu, że będę mogła te 4-5 godzin dziennie oderwać się od domowej rzeczywistości i ktoś inny zajmie się synem. w tym wypadku mąż, bo właściciel jest elastyczny czasowo, mąż pracuje na zmiany także np. będzie miał 2 zmiany to ja będę jeździć rano.
oczywiście, że się trochę stresuję. ale uważam, że człowiek wszystkiego nauczy się w praktyce, a dla chcącego nic trudnego :)))) 
od wczoraj mam świetny humor. 
w sumie to nie szukałam pracy bo nie miałabym z kim zostawić syna. wszyscy pracują, a na nianię nas nie stać. a za rok planujemy Mata posłać do przedszkola, bo u nas do wioskowego przedszkola przyjmują 2,5 latki. i właśnie za rok planowałam poszukiwania pracy, ale jak teraz się nadarzyło, to tylko się cieszyć, że ktoś o mnie pomyślał i ktoś chce pomóc.