poniedziałek, 7 grudnia 2015

marzenie

w niedzielny wieczór 6 grudnia mąż zadał pytanie Mateuszowi 'jakie masz marzenie?'

Mateusz lat 4, 7 miesięcy i 23 dni odpowiedział:

"Marzę o tym żeby nasz Kubuś* urodził się ze zdrowymi nóżkami, żeby nie musiał jeździć na specjalnym wózku, tylko żeby mógł ze mną biegać"

poryczeliśmy się oboje.







*wybraliśmy imię

wtorek, 24 listopada 2015

inaczej.

"wiesz Kochanie, mam wyrzuty sumienia, bo jesteś w ciąży, ale tak jest normalnie, no wiesz, z Mateuszem to jakoś bardziej się cieszyłem, szykowania było, zakupów, jakoś tak inaczej...wiesz o co mi chodzi" - powiedział do mnie mąż.

wiem, dobrze wiem.

bo ja czuję zupełnie tak samo. ta ciąża jest inna w 100% (o samopoczuciu i zdrowotnych aspektach opowiem innym razem) chodzi mi bardziej o psychiczne podejście. bo ciąża 1 to euforia bo właśnie jest pierwsza, człowiek leży, odpoczywa, kupuje jak szalony, myśli ciągle jak to będzie, chce tego dziecka już, teraz...
ciąża dwa, jest inna, bo jest dziecko z ciąży nr 1, już nie poleżysz, mimo że dziecko Starsze ma 4 i pół roku, ale trzeba się nim zająć, ugotować obiad, ogarnąć mieszkanie. ciąża dwa to już nie taka euforia, bo wiem z czym to się je i jak wygląda. o ciąży dwa nie myśli się tak często, po prostu się w niej jest i czeka do wyznaczonego terminu. zakupy phi w styczniu zrobimy zdążymy...mamy dużo po ciąży 1 i dziecku 1 tak że luzik, mąż mówi 'w czarnej dupie jesteśmy' no jesteśmy. do kupienia wózek i wyprawka podstawowa, ciuchów mamy pełno. damy radę.

ale kocham te ciąże tak samo! pierwszą jak i drugą. to moja rodzina. to moi Synowie. ten co jest najlepszy na świecie, ten pod sercem jak kopnie i się wyciągnie, daje znać o sobie sprawia, że się uśmiecham i nie mogę doczekać. mąż takie ma odczucia, ale co dzień smaruje mój brzuch, kładzie rękę aby poczuć kopniaki, wiem że się cieszy, ale inaczej. jak ja.

sobota, 14 listopada 2015

złota myśl

nigdy w piątek 13tego nie mów, że Twoje dziecko dawno nie było chore, nie odwiedziło pani doktor (plując za siebie i odpukując w niemalowane), bo na następny dzień, ba już w nocy zachoruje...

kaszle Mati jak zza światów, ewidentnie krtań. jest sobota 06:24 dzień jak co dzień.

miłego!

czwartek, 5 listopada 2015

o zwolnieniu...

siedzę w pracy przed ostatni dzień. jeszcze jutro. poniedziałek mam wolne, a we wtorek wizyta u gin i idę na zwolnienie. w sumie jeszcze się biję z myślami, z jednej strony chciałabym zostać, jeszcze nie jestem wielka, wyniki mam dobre, raczej dobrze się czuję, a z drugiej strony boję się dłużej siedzieć - szkoła tj. dzieci, chore i różne, schody, przerwy na których staram się nie wychodzić aby mnie nie poturbowali, bo podstawówka to są dzieci petardy :)) mama i mąż się martwią, że już powinnam odpoczywać w domu. nie powiem żeby po 6ciu godzinach siedzenia na wpół wygodnym krześle czuła się super, bo czasem ból pleców doskwiera, kolki łapią i jestem zmęczona, ale to też wstawaniem o 6. 
wiem też, że nie wrócę do pracy w przyszłym roku szkolnym bo po pierwsze umowę mam do czerwca 2016, a nawet jeśli to półrocznego dziecka nie będę miała z kim zostawić. więc moja praca ze szkołą dobiega końca. jednak mam nadzieję zacząć znowu w 2017 :)) a jeśli 6cio latki pójdą do szkoły to właśnie w 2017 mój Mateusz będzie pierwszakiem i razem zaczniemy nową przygodę ze szkołą on jako uczeń ja w pracy. czas pokaże. 
ale co ja będę robić w tym domu hmm ;)

piątek, 30 października 2015

mały 'top model'

ostatnio mój syn mnie zaskakuje. 
ma 4,5 lat, a już mi mówi w co nie chce się ubrać. doznałam szoku gdy założyłam mu bluzę z łapkami myszki miki,a on odpowiedział, że ją ściąga bo brzydka. 
w h&m były fajne bluzy - takie cienkie, nie t-shirt, a jednak grubsze - akurat do pkola bo ani się nie zgrzeje ani nie będzie mu zimno, jedną wzięłam szarą w małe zielone robaczki - pomyślałam, że fajny print na bluzie będzie mu się podobać - ubrałam, a on 'ściągam, bo dzieci nie będą się ze mną bawić, bo będą się bały robaków' tak że wiecie, bluza leży w szafie, a druga granatowa z jednym jakimś żuczkiem, to też nie bo właśnie żuczek...bluzy czy sweterki wg niego muszą być gładkie, bez wzorów, a t-shirty z czymś są ok, spodnie to dresy bo najwygodniejsze, ale jak ja to mówię, od święta jeansy czy typu chino da sobie założyć.
zakupy robię sama, nie mierząc synowi, bo znam rozmiarówkę, a dziecku coś weź w sklepie przymierz.... najczęściej są to też zakupy online, a później sąsiedzi mi paczki przynoszą :)) 
chyba czas to zmienić i pokazywać synowi przed zakupem towar :) heh

:))

piątek, 16 października 2015

rodzyneczka

człowiek to głupia istota jednak. psychika człowieka płata figle. człowiek głupio się nastawi, a później rozczaruje....masakra. nie zdawałam sobie z tego sprawy. ubzdurałam sobie, że teraz to będzie córka i koniec, mąż mówił 'czuję, że to córka' sobie tak wmawialiśmy. ciało dawało mi znaki, że to na pewno nie chłopak, bo czuję się zupełnie inaczej, a ja sercem całym pragnęłam tej córki tej dziewczynki, że jak się dowiedziałam, że będzie syn to płakałam....wiem, wstyd. nie zrozumcie mnie źle. nie chcę wyjść na wyrodną matkę. nie umiem tego opisać, to jest ścisk w sercu, gula w gardle i łzy jak grochy, bo psychika działa. no i te komentarze 'teraz musi być dziewczynka', 'ojj nie udało się', 'oby była dziewczynka' itp. oczywiście, że przed zapłodnieniem czytałam o zaplanowaniu płci, mąż się śmiał w głos, ale ja w to wierzyłam. nie udało się. ale kochać będę syna całym sercem. cieszę się, że jest zdrowy i śliczny - usg 4d jest mega :)) już zapomniałam jakie to przyjemne czuć ruchy własnego dziecka :)) będę rodzyneczkiem w rodzince :))) chłopaki moje się cieszę, a najbardziej Mateusz, że będzie miał braciszka. 
Filip a może Kubuś, negocjacje trwają hihi 
a może w naszym wypadku do trzech razy sztuka.

czwartek, 15 października 2015

wtorek, 13 października 2015

reakcja na rodzeństwo.

wraz z pojawiającym się brzuchem i moim większym bezpieczeństwem postanowiliśmy powiedzieć Mateuszowi, że będzie miał rodzeństwo.
tak po prostu wzięliśmy go na kolana i zaczęliśmy tłumaczyć, że mam w brzuchu dzidziusia, że rośnie i nie może mama już nosić, podnosić itp. cieszył się i nie mógł uwierzyć, popatrzył na mój brzuch i mówi 'nie jesteś gruba to gdzie on jest?' heh dziecka wyobraźnia, oczywiście pytania 'jak dzidziusia wyciągną' :))
na parę dni tak jakby zapomniał, nie zwracał uwagi. ale ma też przebłyski typu, że gada do brzucha 'no dzień dobry, pora wstawać', 'nie śpij już', lubi też przykładać ucho, jeszcze nie czuje kopniaków, ale zawsze mówi, że dwa razy go kopnęło dziecko hihi
a w p-kolu był temat o rodzinie i wiadomość poszła w eter :)) wszyscy gratulowali! brzuch rzeczywiście już coraz większy i widoczny, dziecko pływa - już zapomniałam jakie to przyjemne :))) tak że moje chłopaki i mąż i syn cieszą się i głaskają brzuchol :)))
w domu w związku z pojawienie się nowego członka rodziny narazie nie ma żadnych rewolucji tak jak z Matim, że zakupy robiłam dużo wcześniej, więc myślę, że jeszcze inaczej będzie jak zaczniemy kompletować wyprawkę, kupować najważniejsze rzeczy a przede wszystkim jak stanie łóżeczko.... :)))
będzie się działo!

sobota, 10 października 2015

o zmianach

jestem. żyję. wiele się dzieje.
po 1 zmieniłam stanowisko pracy. z intendenta wróciłam do sekretariatu oczywiście na gorszych warunkach, ale to nie jest ważne, a to że w ogóle pracuję. intendenta nie czułam od początku. byłam z tym stanowiskiem, sama, nowa, przyszłam do pracy do pustego biurka dosłownie, sama się zaopatrzyłam w art. biurowe - wiem chore, ale niestety tak było, nikt mnie nie wdrażał, sama dochodziłam do wszystkiego, aż przyszedł wrzesień, zapisy, wszystko trzeba było robić na raz. nie dałam rady. nie umiałam wszystkiego od razu. ale przede wszystkim nie miałam osoby do pomocy. księgową mogłabym podać spokojnie o mobbing...do inspekcji pracy i w ogóle. przeszłam piekło. sama zagryzłabym zęby i pokazał jej, że naprawdę potrafię, ale ona mnie skreśliła od samego początku. mi brakowało doby. siedziałam po pracy wiele, jeszcze w nocy w domu, mąż się denerwował. zdecydowałam, że rezygnuję. poszłam do dyrektora. powiedziałam, że rezygnuję, odchodzę. zaproponował, że mogę wrócić na sekretariat i tak się zgodziłam. jako intendent ogarnęłam, magazyn, magazynówki, karty, dzienniki żywieniowe, zamówienia, dostawców, i wpłaty, brakowało mi czasu na rozliczenie żywności, co nie podobało się pani księgowej. a jak się później okazało zatrudnili na to stanowisko jej koleżankę!! to był szok. już karty się poskładały w jedną całość. ale dobrze jest jak jest. doszłam do siebie.

po 2 ciąża :))) ruchy czuję, brzuszek rośnie, 15 października usg :))) to już 22 tydzień. czas leci. Mateuszkowi powiedzieliśmy o dziecku, ale jakoś nie dowierza hehe 'przecież nie jestem gruba' 'jak go wyjmą' nie rozumie, że nie mogę go dźwigać, ciągle mu tłumaczę o zagrożeniach.

po 3 przedszkole. no chodzi Mati 3 rok do p-kola i płacze...ja nie mam siły, jak w domu jest ok to przed salą się zaprze i zaczyna płakać. w domu czasem cyrk. mówiłam pani, obserwowała go w pkolu wszystko ok. niby się uspokaja jak tylko znikam za drzwiami. więc to chyba jakiś jego bunt, czy siła wymuszenia płaczem zostania w domu, sama nie wiem. nie choruje tfu tfu ;)

to tyle ze zmian.
:)

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

pokonana

jelitówka mnie pokonała.
walczyłam cały weekend. dzień i noc.
dziś gdy miałam iść do pracy, to nie mogłam wstać z łóżka.
poszłam do ośrodka zdrowia, a tam żadnego lekarza :| jeden na urlopie, zastępstwa nie ma, drugi od 14:00, szok.
na szczęście znajoma pielęgniarka załatwiła sprawę z pediatrą tj. zlecenie na kroplówkę i się wzmocniłam eh.
wiadomo o siebie się nie martwię, ale o dziecko. jestem po konsultacji z ginekologiem i tym pediatrą. muszę się nawadniać.
lepiej nie pisać, że jest dobrze, bo za chwilę będzie bardzo pod górkę.

piątek, 21 sierpnia 2015

nowa-stara

dziś mój pierwszy dzień w nowej-starej pracy. nowej bo to inne stanowisko całkiem nowe i mi obce, a starej bo te same mury i ludzie, których naprawdę polubiłam.

wszechogarniająca panika. wygląda to na razie strasznie, wiem, że muszę się sprawdzić i podołać, a może nie być lekko. mam dużo obowiązków. muszę wszystko zacząć od początku, wdrożyć się i swoje pomysły.

Matiś jeszcze śpi, ale jak pomyślę, że od września będę musiała go zrywać i gnać do p-kola i do pracy na 7 to nie wiem jak to będzie.

tak że teges trzymajcie kciuki w górę! :)))

ps. ja czuję się świetnie!15.

czwartek, 13 sierpnia 2015

o pracy

zadzwonił pracodawca u którego pracowałam do końca czerwca, czy abym nie zechciała od września wrócić, ale na inne stanowisko. od razu powiedziałam 'tak'. bez namysłu. dopiero później analizowałam wszystkie za i przeciw. nie powiedziałam o swoim stanie bo się bałam, że mi podziękuje, a przecież kasa nie śmierdzi, dobrze się czuję planuję pracować do stycznia, po prostu się bałam powiedzieć. później to już bałam się, że mnie czeka dyscyplinarka itp. jak się dowiedzą co to będzie. ale przewertowałam kodeks pracy i zatrudnianie pracownicy w moim stanie - wszystko legal, tak że ulżyło mi. jestem po badaniach wstępnych. lekarz był starszy od mojego 80cio letniego dziadka, ledwo przerzucał kartkami i zapisywał coś i sprawdzał wyniki. o nic nie pytając i na pacjenta nawet nie zerkając.

przez kilka dni miałam wyrzuty, że powinnam powiedzieć. ale później myślę 'przecież trzeba martwić się o swoja dupę, o dupę swojej rodziny'. to są pieniądze. a ja chcę pracować. 

na razie układa się wszystko bardzo dobrze. będziemy oboje pracować. Matiś od września p-kole. drugie dziecko w drodze. 

co byście zrobiły na moim miejscu?

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

porównanie

ciąża nr 1 - z Mateuszkiem

czułam się wyśmienicie do końca. pierwsze trzy miesiące nic mi nie było, żadnych mdłości, nudności, wymiotów, złego samopoczucia. byłam szczęśliwa. chciałam żeby jak najszybciej rósł mi brzuch a tu nic dopiero około 6tego miesiąca się pojawił. nie miałam zgagi, jedynie biegunkę kilka razy ot jedyna dolegliwość w ciągu 9ciu miesięcy.

ciąża nr 2 - z ??

od około 7go tygodnia mdliło mnie, wymiotowałam tylko jeden dzień ale za co cały i miałam serdecznie dość. szczerze przyznam, że zawsze śmiałam się jak kobiety opowiadały 'a odrzuciło mnie od tego ... tamtego' ja tego w ciąży nr 1 nie doświadczyłam, dlatego myślałam, że babeczki wymyślają bo są w ciąży i tak się naczytały, że szukają symptomów, ale teraz w ciąży nr 2 się przekonałam co to naprawdę znaczy, na zapach mojej ulubionej kawy z ekspresu myślałam, że zwymiotuję, na szczęścia tylko z tydzień trwało to odrzucenie. czasami mnie muli w ciągu dnia i muszę zjeść i jest lepiej. brzuch rośnie w zastraszającym tempie, albo mi się wydaje......więcej chce mi się jeść, niestety jestem uczulona na czekoladę i jej pochodne i nie mogę tego jeść bo mam wielką wysypkę.... ogólnie też doskwierają mi upały, męczę się szybko.

ciąża 2 jest zupełnie inna. dlatego mam cichą nadzieję, że może to córka?

ps. po usg dobrze. dziecko rośnie i ma się dobrze. wszystkie pomiary prawidłowe. dziecko 7 centymetrowe:) a taaaakie uparte, nic nie chciało buzi pokazać, tylko tył, plecy, kręgosłup. lekarka się mocno namęczyła, że je zbadać, ale udało się;) rodzę w połowie lutego.

sobota, 8 sierpnia 2015

uffff

uff jak gorąco, pufff jak gorąco...
za oknem 38*C, a w domu 27,5*C :|
niby lato, fajnie jest gorąco, ale to już za wiele, nawet nie da rady na dworze wysiedzieć :/
trochę rano idziemy z Matim, a później dopiero po 17....
chcieliśmy nad morze jechać, na voucher który dostaliśmy gdy w czerwcu wróciliśmy wcześniej, ale w hotelu miejsca brak :( obdzwoniłam nie wiem ile kwater i nic :(
w sumie ja na plaży nie usiedzę, a myślałam o chłopakach, wiec morze odpuściliśmy - pojedziemy do Świeradowa Zdrój na jeden dzień ;) może jeziorko!

w poniedziałek usg, napiszę więcej o ciąży nr 2. a raczej różnicach między 1 a 2 ciążą.


bye!:))

sobota, 1 sierpnia 2015

szaleństwo

zaszalałam z tym 'niebyciem' tutaj ;)
wybaczcie.
jestem w ciąży.
12 tydzień wyskoczy w środę!

haa! :)))

piątek, 3 lipca 2015

o wakacjach

wróciliśmy z najgorszych naszych wakacji w życiu! już Wam mówię dlaczego: pogoda! ot powód. ale nie oszukujmy się jak nad Bałtykiem nie ma pogody to i klimatu - wieje nudą, zimno, wieje, temp. 17 i mniej, Mateusz do morza wchodził w kaloszach :/ żadna przyjemność chodzić w kurtkach i szalach....szok trafiliśmy na takie fronty, że człowiek siedział i miał ochotę wyć, mimo tego, że w tą niepogodę jest więcej jodu, trochę zwiedziliśmy zachodniopomorskie bo coś trzeba było robić. wróciliśmy do domu tydzień szybciej. dostaliśmy voucher za to, że nie wykorzystaliśmy całego pobytu i możemy przyjechać na 5 dni....ale mąż mój to nie wiem czy się zdecyduje.

poza tym to teraz mamy afrykańskie upały :) no i mamy wakacje :) basen na ogrodzie i jakoś to będzie:))

piątek, 12 czerwca 2015

coś się kończy...

z dniem 30 czerwca br. kończę pracę w szkole. eh szkoda, bo podoba mi się. ale po co mają działać dwa sekretariaty w wakacje jak może jeden i już. umowa wygasa i mam czekać na telefon w sierpniu, bo rzekomo od września wrócę, ale na co komu ten przestój? tylko minusy dla mnie, że ciąglości nie będę miała.
ale włosów z głowy sobie rwać nie będę.
bo jutro wyjerzdzamy nad morze :D
hurrrrra
na dwa tygodnie. trochę dziwów, trochę miedzywodzie.
będzie fajnie! w końcu spędzimy czas razem we troje. a może kogoś czwartego przywieziemy ze sobą po zmianie klimatu;))


pozdrawiam!

środa, 3 czerwca 2015

być może ostatni!

taaa zniknęłam sobie i już.
inaczej wyobrażałam sobie pisanie bloga, chciałam bynajmniej aby było inaczej, chciałam poruszać jakieś sprawy, zadawać pytania, rozwiązaywać problemy, podpowiadać - a wyszło pisanie o tym co robię, gdzie idę itp. nie tak chciałam i teraz się zastanawiam co z tym fantem zrobić. narazie pisać nie będę, chybaże coś mi się skleci, a z tym też mam coś problem. czytam posty wstecz i myślę sobie 'co za masakra'...

Was czytam, zaglądam i komentuję! ;))

pozdrawiam!

piątek, 8 maja 2015

aaaaaaalergia(?)

wczoraj alarm z przedszkola 'proszę odebrać mateusza bo ma rączki i nóżki wysypane'. cholera jasna pomyślałam, zwolniłam się u dyrekcji po czym pobiegłam po syna. rzeczywiście coś tam ma na rączkach i łydkach, ale że aż jakoś strasznie to nie, po 16 pojechaliśmy do doktorki, mówię, że wysypka to do izolatki, tam Mati wpadł w panikę połączoną z histerią ... bo gabinetu nie zna co to będzie...ale lekarka powiedziała, że to laergie, wieje dziecko jest na dworze i takie oto objawy, migiem do alergologa - tak że na środę na wizytę z testami eh już się boję jak to moje dziecko panikuje, ale już mu obiecałam jakąś nagrodę :))
ja alergik od urodzenia, kilka lat odczulana, to nie dziwota że dziecko coś objęło, tylko na co to się okaże.
mamy piękną pogodę więc dworujemy się ile wlezie:))
 
miłego i ciepłego weekendu!:)

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

logopedia

padł nam laptop...szok. tydzień jak bez ręki...
w tym samym czasie ja padłam na grypę. szok. tak mnie wzięło, że 3 dni leżałam plackiem...musiałam iść na l4, dziś wróciłam już do pracy.

Mateuszek na wpół zdrowy, siedzi w domu bo kicha jak szalony, na szczęście mąż ma 2 zmiany także do południa siedzą sobie:)

ostatnio pani z p-kola zasugerowała mi, żeby Mateuszek poszedł do logopedy. zastanawiam się nad tym. Mateusz powie wszystko. ja go rozumiem 100% wiadomo jestem z nim i już jestem osłuchana, dziadkowie mają lekki problem ze zrozumieniem. a Pani stwierdziła żeby ktoś go zobaczył... ja myślałam, że dzieci mówią z roku na rok coraz lepiej, Mati ma dopiero 4 latka - to nie jest mowa ekstra wyraźna, ale nie jest też tragiczna. w p-kolu mają raz w tygodniu logopedię przez 30 minut ale w grupie zajęcia nie indywidualne...tak się nad tym głowię, czy warto iść do takiego specjalisty?

czwartek, 16 kwietnia 2015

obserwator co naprawia kible*

'mamo w przedszkolu był obserwator'
a co robił?
'kible naprawiał, światło, zlew'
?wtf....yyyyy chyba konserwator?
no konserwator.

taaa, dobrze, że umie wytłumaczyć :))) często tak ma - bo jak czegoś nierozumiem to mi to tak opowie, że już wiem o co chodzi.

jesteśmy po urodzinach przedszkolnych na Sali zabaw, była mega zabawa, szaleństwo przez 2h, Pani się dziećmi zajęła a było ich sztuk 8, wymyślała zabawy, malowała buźki, z balonów robiła miecze zazwyczaj, ogólnie szybko minęło a dzieciaki zadowolone - fajny pomysł na urodziny, dzieci szczęśliwe, mam nadzieję, że będą pamiętać o tym pobycie!

mój 4latek wczoraj mnie wyprowadzał z równowagi. albo to ja miałam gorszy dzień. Wasze dzieci też Was czasem drażnią/denerwują/wnerwiają ? czy to tylko ja mam takie odczucia....



* taaa wiem słownictwo. poprawiam go, że to łazienka, ale cóż czasem synowi się wymsknie.

wtorek, 14 kwietnia 2015

4!

14.04.2011 godz. 15:35 Twoje oczy świat ujrzały. Świat, a raczej jego malutką część bo była to przecież sala szpitalna, a po chwili poznałeś swoją mamę, swoim krzykiem oznajmiłeś, że jesteś, później tatę, który obfotografował pierwsze mierzenie, kąpanie. z dnia na dzień poznawaliśmy siebie. nie powiem pierwszy rok Twojego życia najłatwiejszy nie był, czarł prysł i wszystko to co wyczytałam i się naoglądałam w telewizji mijało się z rzeczywistością, nijak się miało do tego co było. późnieju już z góry, z dnia na dzień, miesiąca na miesiąc zrobiłeś się fajnym bobasem, a teraz chłopcem z którym można normalnie porozmawiać, wygłupiać się, pobawić, można prosić o pomoc, brykasz, łobuzujesz, ale jeden Twój uśmiech i wszystko staje się łatwiejsze.
zdrówka Synu Ci życzę, spełnienia marzeń i samych słonecznych dni, wypełnionych uśmiechem i radością - byś zawsze był szczęśliw i by otaczali Cię życzliwi, otwarci ludzie, KOCHAM CIĘ!
4 latka!
 
 

piątek, 10 kwietnia 2015

dzieciaki w sklepie

jutro organizuję przyjęcie urodzinowe Mateuszkowi dla rodziny - babć i dziadków i chrzestnych :) ok  13 osób, więc wczoraj wybraliśmy się na zakupy spożywcze do hipermarketów oddalonych od nas 15km, nie braliśmy Mata bo po pierwsze ładna pogoda, to niech w końcu na dworze pobiega, po drugie 15 km to kilkanaście minut - minut na zaśnięcie w aucie a tego nikt nie chce po 17 godzinie, bo co będzie robić w nocy etc.
 
zacznę od tego, że jak Mateusz z nami jedzie to zasiada w takim dużym sklepie w koszyku wózka i jedzie grzecznie, nie marudzi, nie wyje, nie wymusza, ładuje rzeczy do koszyke te co mu podaje, pyta co nam trzeba itp.jedynie w galerii handolwej ma nerwy i nie ma ochoty chodzić po sklepach, a jak mu coś kupuję to i tak nie mierzę - ewentualnie czapkę czy kurtkę, wtedy fakt coś tam jęczy, ale tylko jak ma słabszy dzień.  
a wczoraj ja na około w tym sklepie słyszałam wycie, jęczenie, płacz, skowyt, tupanie etc. masakra tak z boku popatrzeć jak zachowują się inne dzieci na zakupach, wloką się za rodzicami i jęczą, a mamuśka idzie na przód z zakupami pod pachami , bo po co koszyk? nie zainteresuje dziecka niczym, a jeszcze do niego zawarczy....któreś tam bardzo coś chciało, prawieże kładało się na podłodę, inne siedziało w wózku - spacerówce i smoczek mu spadł a mamuśka grzebała dalej w koszu z jakimiś rzeczami nie zauważając potrzeby dziecka, idą z tymi dziećmi, a tak jakby im dzieci przeszkadzały.
 
naprawdę wiem i wierzę, że są sytuacje w których rodzić musi iść na zakupy, a nie ma z kim zostawić dziecka, ale jak już ma to dziecko - a tak się zachowuje jakby go nie było.
 
Mateusz wie i umie zachować się sklepie. jedynie kiedy mnie denerwuje to to jak chce wykładać zakupy na taśme nieważne czy szklane, cieżkie chce wykładać i koniec eh...

środa, 1 kwietnia 2015

:) + edit

mega wieje, leje, świeci słońce, pada śnieg i grad....
anomalie jak cholera!
wczoraj myślałam, że nam szyby powybija, aż strach w auto wsiadać.
zostaliśmy wczoraj również bez tv. przez wiatr oczywiście bo anteną zabujało tak, że jakość mamy na 0% ...dobrze, że parę bajek mam nagranych.
ogólnie u nas ok. przedszkole, praca, dom obowiązki.
no i bocian przyleciał.
:))

dziewczyny oj dziewczyny :))
wiedziałam, normalnie czułam że tak zareagujecie ;)))
bocian przyleciał taki prawdziwy do gniazda :D siedzi biedny, wieje nim i huśta na wszystkie strony a na dodatek dzisiaj śniegiem sypało jak w zimie ba nawet gorzej :))) widzimy go codziennie przez okno :)) a przyleciał w sobotę. tzn chyba bo w sobotę go zauważyliśmy. a od ostatniego czasu co dzień Mateusz zaglądał czy jest.  'chyba w afryce pogody nie widział ten bocian,zimo mu' hehe tekst mojego dziecka!

a 'ten' bocian narazie się czai.

środa, 11 marca 2015

rozmowy o ...

... aż mi przez gardło nie chce przejść.
o śmierci.

Mateusz mnie zaskakuje swoimi pytaniami. o czym on myśli.
męża siostrzenica nie ma taty - tzn. ma ale który jej nie odwiedza, a rozwiedli się jak mała miała 3 miesiące, a teraz ma 10 lat, więc Mateusz ciągle żyje w przeświadczeniu, że tego taty nie ma, bo facet u boku cioci to tak jak dla Mata i Oliwki to wujek. więc ostatnio 'mamo a Oliwki tato to umarł?bo go nie ma to jest w niebie' no szoku doznałam, ale wytłumaczyłam, że jest ale z nimi nie mieszka i pracuje daleko...więcej nie pytam.

'mamo a sto lat to dużo?' zapytał kiedyś syn. ja mówię, że to bardzo długo, nikt nie żyje sto lat, i wtedy zaczął się lament 'jak to, ja chcę z wami być na zawsze, nie umieraj, kiedy to będzie....' płakać mi się chciało.

'mamo ale jak to się idzie do tego nieba?' no pytanie ot takie z cięższych na tapecie pogrzeb wujka - babci brat umarł na raka, ja dziecka nie okłamuję, dowiedział się, że poszedł do niebo bo był chory...tylko jak poszedł? ręce wtedy Mateusz unosi do góry i pokazuje/mówi 'o tak poleciał'.

'a mamo ares to ile będzie żył' nie wiem odpowiadam, mówię już ma 9 lat to tak z 4 na pewno jeszcze, 'tylko 4, co ja go kocham, nie chce żeby poszedł do nieba dla psów' ...

ostatnio moja mama coś źle się czuła i mierzyła sobie ciśnienie, Mati się dopytywał 'co ile masz, jak tam' a mama odpaliła 'chyba już umrę , bo ledwo żyję' a młody w panikę.

powiem Wam , że ostatnio Mateusz dużo dowiaduje się, dopytuje nt śmierci.
jak Wy sobie radzicie z trudnymi pytania od dzieci ??

poniedziałek, 9 marca 2015

wiosna

wiosna, czuć wiosnę:)
 
nawet w portfelu. bo jak podali, że już ma być ponad 10 st stwierdziłam, że czas na zmianę butów z kozaków na wiosenne, i okazało się, że wszystko syna mojego ciśnie, to wsiedliśmy w auto i do galerii.... butów takich wiosennych w sieciówkach brak, mam na myśli zakostkę, już królują adidasy i baleriny, no i kupiłam w ostateczności jedne adidaski krótkie, a jedne za kostę ale takie adidasowe...eh kurtka też lżejsza, czapka cieńsza, bo we wczorajszym słońcu to można było się zakochać :)))
 
na dzień kobiet dostałam pyszne śniadanko, kawkę jak lubię no i bukier kwiatów :) moi mężczyźni się postarali, Mati obdarował w niedzielę babcie i ciocie tulipanem czerwonym, a dziś w przedszkolu jako jedyny miał dla swoich Pań po tulipanku :))) cieszył się, że może wręczyć kwiatki, uściskał panią i był zadowolony!
 
w poniedziałek w pracy jak zwykle młyn i kocioł...każdy coś chce, każdy o coś pyta, a telefon ciągle dzwoni ;) ale bynajmniej mi się nie nudzi.
 
 
pozdrawiam ciepło i słonecznie!

wtorek, 24 lutego 2015

znowu o tym samym ...


znowu u nas nie jest dobrze.
zapalenie krtani Mati. mnie zaczyna boleć gardło i czuję się rozbita. mąż pytał rano o fervex - tak że nieciekawie.
a w szkole gdzie pracuję frekwencja bardzo mała, w klasach jest po 10-12 dzieci, grypa i jej pochodne na dolnym śląsku panują, w p-kolu to samo - u maluszków 5 na 25 to możecie sobie u mojego Mateuszka 13 na 25. wyobrazić co się dzieje, w aptekach - to na seroio - brakuje leków, antybiotyków i zastrzyków czy syropów, trzeba zjeździć z 5 aptek żeby znaleźć wszystko z recepty. Mati z mężem siedzą w domu, a ja pracuję. popijając herbatkę za herbatką.

w niedziele która minęła byliśmy na chrzcie świętym. zostałam Matką chrzestną ;)) mój pierwszy chrześniak. radość wielka. a żal bo Mateuszek musiał z teściową zostać, nie chciałam go kaszlącego, smarkającego i kichającego brać do dziecka, bo byłoby na nas...wróciłam i kuchnię miała zrobioną na błysk od lodówki po mikrofalę i zakątki - w których szczerze dawno nie sprzątałam, nie prosiłam, ale musiała zadziałać eh teściowa.

trzymajcie się ciepło :)

wtorek, 17 lutego 2015

dialog miłości

-tato ożenię się z tobą
-no dobra. ale czy ty wiesz, co to znaczy?
- no tak to miłość, znaczy że Cię bardzo kocham.
- <wow>
mąż wtedy krzyczy z pokoju, słyszałaś????
pytam Mateuszka skąd o tym wie, 'no jak to Ola K. mi powiedziała, bo ona wszystkich kocha, nawet mnie'

no ten teges edukacja od p-kola :))

tyle czekałam, żeby Syn zaczął mówić. teraz co dzień nas zaskakuje swoją wyobraźnią i zasobem słów, swoim rozumowaniem i bystrością. no w końcu za 2 miesiące będzie miał 4 latka :))


wtorek, 10 lutego 2015

kim będę?

'mamo ja chciałbym być panią z przedszkola'

yyy no super synku, lubisz dzieci?

'tak, robił bym fajne zadania, pozwalał się bawić i śpiewać piosenki'

no to fanie, cieszę się.

'no będę tu pracował w przedszkolu gdzie chodzę z panią Beatką'

takie mój syn ma marzenia. chce być 'panią z przedszkola' hihi już chciał być fotografem - robi co raz lepsze zdjęcia, aparat ma co dzień w łapkach, już robi fajne ujęcia - tak że kto wie.

chciał być policjantem bo ma fajny samochód ze światłami.

chciał być pływakiem - bo kocha wodę, basen, kąpiele itp.

jednak piłkarzem być nie chce, nad czym tata ubolewa, ale ciągle tłumaczę, że swoich ambicji na dziecku żeby nie odkrywał, to co jakiś czas słyszę, 'a wiesz jaki mocy ma wyrzut zza główki' albo 'no z lewej ma pociągnięcie' ... kto wie co będzie.

kim zechce być jutro? nie wiem. za rok dwa pięć dziesięć czy piętnaście? nie wiem. ale wiem na pewno, że do niczego go nie będę zmuszać, wybierze sam.




niedziela, 8 lutego 2015

sen

poszłam do lekarza, a ona mówi, że płci nie może znaleźć, że po prostu nie widzi, dziecko się zasłania. poszłam więc do innego lekarza, który zaproponował, że przetnie mój brzuch od góry tak wiecie pod piersiami wyciągnie dziecko sprawdzimy włoży znowu, zaszyje. sprawdził - córka. moja radość ogromna. dziecko piękne, czarnulka malusia, piękna. znowu się cieszę jak wariat. i wtedy się wybudzam....to tylko SEN. uff...

...to był tylko sen.
córka już mi się śni.
masakra. tym ciśnieniem jestem przerażona, bo jak będzie drugi syn? pyta mój mąż, co zrobisz?
cholera, nie wiem!
dziewczynka.


Mateuszek zapytał dzisiaj czy ja go urodziłam. wytłumaczyłam, że tak, że zawsze będę jego mamą. zapytał czy urodzę mu też dzidziusia, mówię kiedyś tak, a ona na to, że pojedzie ze mną do szpitala bo musi zobaczyć jak lekarz wyciąga dzidziusia z brzusia. tak mówi, bo tak wie. widział w tv. nie przełączałam jak leciała scena z cesarskiego cięcia. w ogóle na ten temat dużo wie. na przykład już rodzina zaczęła się mnie pytać, czy w ciąży jestem, bo Mati opowiada, że mama ma w brzuszku fasolkę...no ten teges. no nie jestem, ale Mateusz zna historię, że dzidziuś rośnie z fasolki która jest w mamy brzuszku, a tata ją podlewa i z tego rośnie i rodzi się dzidziuś - innego pomysłu nie miałam, a dziecko myśli, że fasolka jest i czeka.

już mamy luty i u nas w końcu piękną zimę :)



czwartek, 29 stycznia 2015

Biblioteka

gdy Mateuszek był mały kupowałam mu takie książeczki w twardej okładce, nie chciał jednak aby mu czytać tylko opowiadać co jest na stronach, dobrze wiedział jak zaczynałam czytać. kupowałam mu różności, mamy kolekcję Wesołej Farmy, Przyjaciele z Lasu teraz Mój Globus - są to rzeczy które będą na później, mam nadzieje, że zaowocują. 
a teraz Mateuszowi pokazała Bibliotekę. nie trzeba kupować, a można brać do domu - wow dla Syna. jest tyle różnistych bajek, tylko oczy mu się coraz większe robią, ma szał na kolekcję Bolka i Lolka, tak co drugi dzień chodzimy oddajemy co mamy, bierzemy zawsze trzy nowe bajki. teraz Matik chce żeby mu czytać i chętnie słucha. on jest zachwycony, tyle książek w jednym miejscu, jest to biblioteka szkolna, otwarta do 19stej jednak nie ma fajnej czytelni, w której można by tam miło spędzić czas, ale sam fakt, że wie co to jest biblioteka już mnie napawa optymizmem :))
ja jestem słaba w czytaniu, niestety. musi mnie naprawdę coś mega wciągnąć jak Paulo Coelho, lubię Grocholi książki, próbowałam czytać Grey'a ale stanęłam na 2 tomie. 
ale mam nadzieję, że Mati będzie czytał książki :)) po babci.




wtorek, 27 stycznia 2015

R jak Rodzina

Rodzina. dla mnie to w tej chwili na pierwszym miejscu mąż i syn. zaraz po nich rodzice. rodzinę ma się jedną dużą czy małą, ale czy znamy się, odwiedzamy, w ogóle wiemy coś o sobie... ?

mój tato ma 1 siostrę która ma 2 dzieci, mama ma 3 siostry i każda z nich ma po 1 synu i to by było na tyle z mojej strony, ah ja mam siostrę jeszcze, ale są dziadkowie (rodzice taty mojego) oni utrzymują kontakt z dalszą częścią rodziny z rodzeństwem dziadka, z jakąś tam kuzynką, babcia ze swoim rodzeństwem - znam ich z opowieści, może kiedyś dziadkowie zabrali mnie koło Konina w strony rodzinne dziadka, ale pamiętam jak przez mgłę.

od dziadków ze strony mojej mamy, to już nie znam nikogo. babcia jest mniej zrzytą kobietą z nami, bardziej opowiada swoje czasy, jak ona była mała, a teraz to ona sama nie utrzymuje tych kontaktów.

teraz 40km od nas umiera 90cio letni brat dziadka. pojechali do niego się 'pożegnać' mimo, że nie widzieli się 'wieki' temu. bo córka tego brata dziadka zadzwoniła w takim i takiem stanie, to raczej na zasadzie 'wypadałoby' pojechać.... pojechali. okazało się, że mój dziadek miał 6tkę rodzeństwa dziadek mój 7, każdy z tego rodzeństwa miał średnio 3-4 dzieci, ci co są najbliżej nas jest ich 6cioro w wieku 50+, okazało się, że mój tata ma 23 osoby z kuzynostwa, kontakt utrzymuje tylko z dwójką....w porównaniu ja mam 5 kuzynostwa, wszyscy jesteśmy w odległości do 20km i spotykamy się od święta....

babcia się martwi, że jak jej zabranie już z nikim nie będziemy trzymać kontaktów, być może. nie zaprzeczam. choć dało mi to do myślenia. kiedyś rodziło się więcej dzieci, rodzina była duża nawet ta najbliższa, jakie to były czasy: wojna, po wojnie a w rodzinie 3-4 czy 5cioro dzieci, a my dziś zastanawaimy się nad drugim, jak to będzie. ja też mam tylko siostrę, mąż też. eh

jak są Wasze rodziny ?

niedziela, 25 stycznia 2015

znowu o ch.....

byłaby zima nie byłoby chorób. no tak myślę. nie ma zimy to bakteria latają w powietrzu, a u nas istny pomór jeśli można tak powiedzieć...różyczka, szkarlatyna, grypa i angina to weszło do przedszkola. Mati ze swojej grypo-anginy wyszedł cało, troszkę jeszcze kaszle, ale od wczoraj wychodzimy już na spacery, w końcu :) jest mrozik, bezwietrznie nawet przyjemnie się spaceruje, a Mati po tygodniowym siedzeniu w domu na dworze zachowywał się jak w buszu, biegał, skakał - po prostu się mega cieszył!
a wracając do przedszkola to w tym tygodniu mijającym na 7 grup na 165 dzieci, było tylko 2 grupy ok. 40 dzieci, to sobie wyobraźcie co się dzieje.... dzień babci i dziadka który miał być 20 stycznia został odwołany no i dobrze, bo po feriach raczej większość wróci i będzie fajnie. Matik jeszcze sobie w tym tygodniu tak myślę do środy zostanie w domu, mąż ma 2 zmiany także luzik, a ja zbadam teren co tam w p-kolu i może pod koniec tygodnia Mateuszka wyślę.
nie pisałam o tym, że mąż chory, to piszę - chory jak byk. dwa dni wolne wziął w tygodniu bo miał 39 ponad i nie mogliśmy zbić...ale na L4 nie pójdzie...więc teraz dorobił się kichania i smarkania, mam nadzieję, że Mateusza nie zarazi. 


oby do wiosny. ostatnio naoglądałam się zdjęć naszych wiosenno-letnich i już mi się marzy ciepełko:)

paskudy-precz!!!
 

piątek, 23 stycznia 2015

wyniki ;D

no znacie mnie jednak, mimo, że mało piszę o sobie - kłamstwo to nr 2 :)))

1. Tak tak, prawda. Moja mama była w szoku, że taaaka niby byłam zakochana w A. a rzuciłam go z dnia na dzień bez ani jednej łzy, tak szczerze to wkurzał mnie, i szukałam tylko pretekstu od dłuższego czasu żeby go zostawić....no i zakochałam się!

2. To kłamstwo! Fakt, że siostra jest młodsza - 8 lat, ale nie przez to, że rodzice starali się i nic - ot tak wyszło, żadnej inseminacji nie było ;P (jestem w trakcie oglądania programu 'in vitro. czekając na dziecko'.

3. M jak miłość, Urodzeni do adopcji, Na dobre i na złe, Niebo istnieje naprawdę, Gwiazd naszych wina, Bez mojej zgody - to tylko kilka tytułów na których uroniłam łzę lub wyłam jak bóbr...

4. Prawda. od kwietnia działamy. czas na rodzeństwo dla Mateusza, czas na powiększenie rodziny, już czas....tylko żałuję, że tak późno to zrozumiałam. no i już w dupie mam, czy mi przedłużą umowę, czy zwolnią (umowa za następstwo) czy co zrobią jak zajdę w ciążę...


Dziewczyny nie będę nominować komu się zabawa spodobała piszcie :)))

czwartek, 22 stycznia 2015

krótkie nogi ;))

ale mnie zainteresowała zabawa w kłamstewko :))
napiszę 4 fakty z życia, z czego 3 będą prawdziwe a 1 kłamstewko właśnie :))
a Waszym zadaniem będzie odgadnięcie tego kłamstewka :)))

1. 10 lat temu zostawiłam chłopaka dla mojego obecnego męża. Męża poznałam i zakochałam się od pierwszego wejrzenia, a tamtego zostawiłam z dnia na dzień, ot tak, wiem jędza jestem/byłam, ale serce wybrało inaczej. Lepiej.

2. Mam siostrę. Młodszą. Rodzice długo się starali o siostrę, a dopiero niedawno w szczerej rozmowie z rodzicami wyszło, że siostra jest ze wspomagacza jakim jest inseminacja....

3. Jestem mega wrażliwcem, płaczę na filmach, ba serialach no i czasem na bajkach. Czasami to jest silniejsze ode mnie. Mati jest taki sam, wzrusza się, ogląda, pyta.

4. W tamtym roku próbowaliśmy przez 3 miesiące starać o dzidziusia, nie udawało się, później dostałam pracę i wróciłam do tabletek, teraz znowu rzuciłam tabletki, łykam kwas foliowy no i za 3-4 miesiące zaczniemy starania.


i jak?

wyniki jutro:)

niedziela, 18 stycznia 2015

CH jak... ?

wczoraj tak strasznie jęczałam i narzekałam że co ja będę robić w pracy? wszyscy mają wolne a administracja pracuje bla bla dla sprostowania, nasze województwo zaczęło ferie zimowe, a szkoła rzecz jasna ma wolne no i powtórzę się - administracja pracuje. no i w tym marudzeniu chlapnęłam sobie, że mogłabym wziąć jakieś l4 i posiedzieć w domu. głupia ja. głupia.
bo....
dziecko moje biedne, dzisiaj rano obudziło się z gorączką, był gorący jak piecyk, do tego kaszel, i kicha co chwilę...fuck
od razu pojechaliśmy na dyżur do przychodni no i antybiotyk, inhalacja itp. oskrzela i płuca czyste, znowu to gardło i fest zatkany nos. no więc teraz ja pluję sobie w brodę i odszczekuje wszystko co powiedziałam.......

taki zapowiada nam się tydzień.
a dzień babci za pasem....

piątek, 9 stycznia 2015

wszystko i nic :)

dziś już piątek i znowu wolne haha 
Syn mój po przerwie świątecznej poszedł do przedszkola bez zająknięcia, ale z upewnieniem, że przyjdę po niego po obiadku;) także w środę był poniedziałek, tydzień trwał 3 dni i tak by mogło być zawsze :)) jutro tylko do pracy nr 2. później mąż wymyślił aquapark - na co ja się trzęsę, że Matt zachoruje (odpukać w niemalowane) bo grafik napięty 15 stycznia bal karnawałowy - mamy strój ekstra pirata, a 20 stycznia dzień babci :) Matt ma do nauczenia pierwszą rolę w życiu :)) wiecie jaki cwaniak z niego jest, raz mu przeczytam, on później ze mną powie i to koniec bo 'pani beatka powedziała że tylko jaz (raz) mam ćwiczyć, jeden jaz' także teges nie da rady go nawet oszukać za jakieś 3 godziny jak próbuję bo 'jaz już było' nosz. 
wieje u nas jakiś halny cholera. anteną buja, że nie da rady nic oglądać bo ciągle przerywa i szlak. więc obejrzałam w necie film 'bez mojej zgody' i uryczałam się jak - no nie wiem do czego to porównać, że aż oddychać nie mogłam, od 17minuty filmu do 104.

środa, 7 stycznia 2015

pierwsze koty za płoty...

pierwszy raz z życiu miałam stresa w pracy. chodziło o SIO. tak po krótce jest to program do wysyłania informacji oświatowych czyli info. z naszej szkoły o np. uczniach, dane pesel, daty zakończenia rozpoczęcia szkoły, przypisanie uczniów do danej klasy, no raczej błędu popełnić nie da rady, powinna to robić pewna Pani, ale zrzuciła to na mnie, ja się ucieszyłam bo nowe zadanie, nauczę się czegoś itd. zrobiłam wpisałam cały zespół szkół tj. ponad 700 dzieci łącznie z przedszkolem, każdego z osobna. trochę żmudna praca, ciągłe gapienie się w monitor...no i Pani ta zabrała mi w Sylwestra (mnie nie było w pracy) laptopa z tym programem, chciała bodajże posprawdzać czy robię, ponoć wyłapała błędy....2 stycznia pojawiłam się w pracy, zaszłam do niej, a ona do mnie z mordą - także moje zdziwienie możecie sobie tylko wyobrazić. wezwała sobie informatyka - sprawa ucichła, 5 stycznia ponoć ponaprawiał, Pani zaczęła ze mną normalnie rozmawiać tzn. bez jakiś wyrzutów. okazało się, że błędy były fakt, ale systemowe! nie z mojej winy. laptop dno. internet raz działa raz nie, więc parę rzeczy które ona uważała za błędy wisiały w powietrzu i nie wiadomo czy one doszły do sio czy nie, ot cały ambaras. ale od 2 stycznia się przejęłam i ciągle myślałam co może być nie tak. wyjaśniło się. no a na koniec dzisiaj przyszedł pan dyrektor i powiedział - zaproponował, że to JA pojadę na szkolenie z SIO. i żeby nie przejmować się Panią bo ona panikuje jak zwykle hahaha
:)))

a dziś u nas sypnęło sporo śniegiem Matiś zadowolony, śnieżkami porzucał, poliki miał jak u ruskiej lalki :))))

sobota, 3 stycznia 2015

nowy 2015 :)

oj przepadłam jak kamień w wodę....
ale całe Święta 'gdzieś' byliśmy.
nie ma się co tłumaczyć w tym Nowym 2015 Roku :)

Sylwestra spędzaliśmy na ekstra zabawie na 140 osób, w sali na której my mieliśmy nasze wesele, także wiecie wspomnienia czar, nie powiem było ciasno bo jak to w Sylwestra raczej każdy idzie potańczyć, ale nie ma co narzekać, wybawiliśmy się ze znajomymi i przywitaliśmy ten Rok. Mateuszkiem zajęli się moi rodzice, którzy spędzali Sylwestra w domu z siostrą i mężem mojej mamy. Mama zdeklarowała, że Mati im w żaden sposób nie będzie przeszkadzał, a jak go zaprowadziliśmy i zobaczył serpentyny i balony to aż mu się spać odechciało :)) wiedział, że idzie na imprezkę do dziadków i kazał sobie w domu założyć elegancką koszulę i kjawat mi poszukaj :))




nie wiem jaki będzie ten Nowy Rok, ale chciałabym żeby:
- Mati nie chorował jak dotąd czyli ciągle....
- przedłużyli mi umowę (bo mam do końca czerwca) ... a to zależy od dziewczyny, która rodzi w styczniu i pewnie zdecyduje na ile urlopu idzie , jak na rok macierzyńskiego który jej przysługuje to dla mnie miejsce będzie nadal.
- może udało by nam się powiększyć rodzinę tzn. zacząć starania w tym roku, ale urodzić bym chciała 2016... czas na rodzeństwo dla Mateuszka.
- chciałabym również spędzić fajne rodzinne wakacje :))

a wszystko inne przyjdzie samo;) przecież nie zaplanuję sobie każdego dnia...

a Wam życzę spełnienia marzeń :))