piątek, 30 marca 2012

z jak zęby!

mój mężul siedzi w domu z nami 2 tygodnie - wykorzystuje urlop tacierzyński, już mu się kończy bo od poniedziałku do pracy, ale pomoc 2 osoby jest nieoceniona bo to co teraz przechodzimy z synem to można nazwać gehenną! ząbkuje, idą mu 3. wydawało mi się że najpierw wychodzą 4, ale cóż u nas na opak, jednego kła już ma. czyli w komplecie mamy 9 zębów. ale okropny jest, chce się nosić, marudzi, popłakuje, nie chce się bawić, nie śpi, w nocy ostatnio siedział i rzucał się po łóżku na zmianę przez ok 4 godziny :/ oczywiście aplikujemy mu syrop typu ibufen czy paracetamol w czopku ale wszystko pomaga na chwilę. wychodzące zęby to MASAKRA! 
pomocy!

sobota, 24 marca 2012

pogodnie

ale piękna pogoda! słońce świeci i grzeje! mąż studiuje dzisiaj, rodzice pojechali na zawody w kręgle, a my z Mattem zostaliśmy w domu. teraz korzystam z faktu, że syn zrobił sobie popołudniową drzemkę. w taką pogodę to aż żal w domu siedzieć, dlatego wczoraj zaczęliśmy sezon grillowania :D ale się już chciało - pierwszy w tym roku. zrobiłam szaszłyczki mniami. Matt dostał piaskownicę i aż nie mogłam wyjść z podziwu jak on pięknie bawi się w piasku, przerzuca, sypie, klepie w foremki, ładnie trzyma łopatkę, naprawdę zajęcie chłopak ma :))) nasz dzień wygląda tak śniadanie, dwór ok 10, drzemka ok 12, obiadek ok 14, dwór, po 16 drzemka, i tu zależy ile pośpi bo jak mało to jeszcze raz idziemy na dwór, a jak więcej to już zostajemy w domu, jednak wieczory są bardzo chłodne! słońce tylko zajdzie i zimno. ale Mateuszek jest bardzo dużo na dworze, jak idziemy gdzieś z wózeczkiem to młody nie chce siedzieć, coś mi świruje, chodzić też nie bardzo, mam go nieść, dlatego wracamy do domu i lata koło domu w ogrodzie. ale bynajmniej dziecko mi się dotlenia a nawet ja mam lepsze samopoczucie.
to miłego weekendu!

czwartek, 22 marca 2012

nasza mowa

pewnie każda z Was mamusiek ma swój sposób na porozumiewanie się ze swoim dzieciaczkiem, no i my też, metodą zastępowania słów np karmienie na mniam - mniam więc:
- Mateuszek idziemy mniam-mniam -> tzn idziemy jeść.
- Mateuszek idziemy hajciu -> oznacza, że idziemy na spacerek.
- Mateuszek idziemy aciu lub aaaaa -> oczywiście spać.
- Mateuszek ziazia -> czyli coś gorące np gdy z ochotą idzie w stronę palącego się kominka czy kuchenki gazowej, bo ostatnio upodobał sobie kręcenie kurkami eh
- Mateuszek zobacz kici kici idzie -> no wiadomo, że kotek idzie w pobliżu

od samego początku staram się nie pieścić do Mateusza, żeby później mówił normalnie, wiadomo jak ktoś przyjdzie i się komuś zdarzy popieścić nad synem to nie ganię za to, ważne, że ja tego nie robię, a to przecież ze mną jest większość czasu. Mateuszek dużo też rozumie co się do niego mówi, że tak powiem normalnymi słowami bez zastępowania.
wiosennie! :)

wtorek, 20 marca 2012

teściowa - mama i babcia

na wstępie powiem, że nie chciałam nigdy tego tematu poruszać bo to rodzina, a blog ma być poświęcony w większej mierze Matiemu. ale napiszę. bo wiele jest mitów na temat teściowej, że dopiero po ślubie naprawde można zobaczyć jaka jest. u nas było tak: ślub wzięliśmy z mężem po 5 latach znajomości, po ok 3,5 były zaręczyny wtedy jeszcze przyszła teściowa, na każdym kroku starała mi się obrzydzić męża tekstami: on nic sam nie załatwi, ty się zastanów, a po co ci problem itp. no brak słów. prze te 5 lat miałyśmy ze sobą kontakt normalny, chociaż większość czasu spędzaliśmy u mnie bo mieszkam w domu, wiadomo drzwi otwarte, ogród, siedzenie w altance, a mąż w typowym blokowisku, także wolał siedzieć na dworze a nie w bloku. przez swoją mamę mazueż był wykorzystywany w tym sensie, że musiał wszędzie z nią jechać począwszy od zawiezienia i przywiezienia z pracy po zakupy do babć czy no gdziekolwiek (zaznaczę, że teściowa ma prawo jazdy ma też męża który ma prawo jazdy) zawsze starała się podporządkować sobie syna, nie liczyło się moje zdanie, czy to, że mamy coś zaplanowane, ja rozumiem, że można gdzieś jechać razem od czasu do czasu ale w granicach rozsądku, a ona chciała kontrolować nasz każdy ruch. po ślubie już prawie 2 lata, teściowa do auta się przekonała jak mąż się postawił, że nie będzie niczyim taksówkarzem, można? można. choć nawet sytuacja z dziś: dzwoni, żeby mąż z nią pojechał do miasta bo ona się boi :/ ręce mi opadły a mąż odmówił bo robi remont w naszym mieszkaniu nie będzie tego rzucał po telefonie, nadal nie rozumie żeby zadzwonić jeden czy dwa dni wcześniej i zapytać czy coś się ma zaplanowane. bo ona musi jechać i koniec. jeszcze nie powiedziałam do niej MAMO tak jak do swojej, nie chce mi przejść przez gardło! mówię tak nie bezpośrednio np 'a czy mama widziała', a nie 'mamo widziałaś', no nie umiem. nasze relacje są chłodne. teściowa do mnie nie dzwoni, zawsze wykonuje telefon do męża i najczęściej wtedy kiedy on jest w pracy - tak jakbym miała nie słyszeć o czym gadają. śmieszne to jest bo mąż mi mówi. znam swojego męża i odrazu bez najmniejszego problemu wiem kiedy mówi jej słowa, wiem, że to ona np coś wymyśliła a nie on eh. mój mąż był podatny na jej zagrywki i wierzył we wszystko, ale już ma oczy otwarte i łatwo się nie daje. jaka jest teściowa jako babcia? nasz syn ma 11 miesięcy ona była u nas parę razy, nie wiem czemu nie przychodzi, myślę, że z tej racji, że w domu są moi rodzice, a to jest bardzo dziwne bo oni się znają, a rodzice nie gryzą, a zresztą my mamy własne dwa pokoje w których możemy siedzieć, nie musimy z rodzicami. no ale lepiej kisić się w bloku niż przyjść do wnuka. dziś ma pretensje, że my rzadko przychodzimy, ale przepraszam bardzo co mam być u niej co 2 dzień, oj nie. mąż pracuje na zmiany to raz, a dwa my też mamy własne życie, studia jeszcze ma mąż, mecze i my też możemy mieć gości. pretensje ma, że dziecko nie chce iść do niej na ręce, że się wstydzi, czai i boi, że nie można go dotknąć tylko patrzeć i gadać z daleka to ok. dziecku można mówić, że to baba, ale on jest na tyle mały, że boi się większości ludzi których mało widuje (pomału z tego wychodzi). już nie mówię o jakiś prezentach bo to nie o to chodzi, ale jak są to nie nowe, używane często po dziewczynce, nieważne, że różowe buty - 'będą do piasku' :/ ja się nie przejmuję, szkoda mi tylko męża, bo widzi jacy są moi rodzice a jacy jego. aaa jeszcze  bym zapomniała, że teściowa wspomaga nas finansowo, od czasu do czasu rzuci jakąś kwotą - ale mnie tym nie przekupi, pieniądze rzecz nabyta, pieniądze to nie wszystko. aaaa przypomniało mi się, że jeszcze ma pretensję, że za lekko ubieram Mateuszka, że go zawieje i będzie chory. sorry ale ja go nie przegrzewam jak ona swoją wnuczkę (męża siostry córka) która wiecznie jest chora, ma 7 lat a oni jej podgrzewają picie i danonki. a mój smyk je takie w temperaturze pokojowej. już to powiedziałam na forum głośno: że przez najbliższe lata nie rozstawię Matiego z teściową, która go nigdy nie przewijała i nie karmiła. bawić się umie fakt. ma fajne pomysły - ale z jej strony to by było na tyle.
musiałam to z siebie wylać, bo często mimo wszystko mam nerwy.
proszę  nie piszcie jaka to ja zła synowa jestem, nie mam serca, że to rodzina, powinnam wyluzować itp. chciałam to po prostu wylać, bo nie mam komu powiedzieć.....

piątek, 16 marca 2012

wiosennie i spacerowo!

TEGO MI BRAKOWAŁO!! BRA-KO-WA-ŁO!! tej energii, tego słońca, tego ciepła - u nas dziś było MEGA!! mega ciepło, zero wiatru. ale się podniecam hihi no tak bo to dopiero marzec, a może i już, a taka pogoda, a jak jeszcze w pogodzie powiedzieli ze sobota ma być cieplejsza  to aż krzyczeć się chce juuupiiii :))) no i dziś to wykorzystaliśmy, byliśmy na spacerze, później Matt pięknie sam chodził, zachwycony był jak stopięćdziesiąt!  nie chciał chodzić chodnikiem, frajdę sprawiało mu chodzenie po trawie i ganianie psa i kota. nawet na swój rowerek nie chciał wsiadać. ciężko było dopasować ubiór, bo taka pogoda potrafi być zdradliwa, troszkę nas też zaskoczyła bo nie mieliśmy odpowiedniej czapki, no ale jakąś wynalazłam - a to świadczy o tym, że czas na wiosenne zakupy! w naszych spacerkach zahaczamy o szkołę, bo odwiedzamy babcię Matiego to raz, a dwa to że jest tam mnóstwo dzieci, one biegają, szaleją, grają piłką a syn to uwielbia, sam nie wie za kim patrzeć. ciesze się bo Mateusz przestał płakać na obcych. parę znajomych mnie zaczepiało a Mateusz się nawet uśmiechał, rośnie nam syn. rośnie.

środa, 14 marca 2012

mamy 11 miesięcy

11 miesięcy za nami. dokładnie o 15:35. jak to leci. już za miesiąc będziemy obchodzić pierwsze urodziny! łał. troszkę się pozachwycam nam swoim synkiem, bo chodzi bez problemów, już nie raczkuje, za każdym razem wstaje na nóżki.potrafi się zabawić zabawką - ale przy tym pilnuje czy jestem. jest bardzo do mnie przywiązany - ale co się dziwić jak dziecko jest ze mną 24h na dobę. umie robić brawo i przybijać piątkę, układa wierzę z kółeczek. są dni, że robi sobie jedną drzemkę, ale zazwyczaj są jeszcze dwie. ma poczucie rytmu tylko słyszy piosenki z minimini i dupka mu tańcuje. sam zaczepia kogoś kto mu odpowiada. umie pokazać kilka zwierzątek w książeczce. już sama nie wiem co wymieniać, trochę tego nie lubię, bo każde dziecko rozwija się w swoim tempie i nie chcę nikogo wprawiać w zakłopotanie, nasz Mateusz jest szczupłym chłopcem i myślę, że jemu niektóre czynności sprawniej mu wychodzą. jednak są też minusy naszego Mateuszka - nie umie jeść, krztusi się, dławi, wymiotuje :(( nad tym strasznie ubolewam. radzi sobie z ziemniakami, chlebem, wędlinkom - a resztę musi mieć zmiksowane na papkę. nie umie sam się napić tzn złapie buteleczkę ale nie przechyli sobie jej. no i jest strasznie uparty! aż czasem śmieszny bo tupie nogami jak jest nie po jego myśli hihi np uwielbia siedzieć w łazience i jak ktoś idzie do łazienki, a on to wyczai to nie ma zmiłuj, no wiadomo, że nie każdy chce aby dziecko siedziało przy jakiejś czynności, ale dziecko wyje po drzwiami. Mateusz doskonale wie, że płaczem - to jest płacz bez łez, wymuszany - może coś zdziałać, ale oduczam go tego. a najzabawniejszy jest jak dorwie pilota od tv i próbuje przełączyć hihi w prawą rączkę pilot i kieruje w stronę tv czasem uda mu się przełączyć wtedy jest szczęśliwy. uwielbiam jak się śmieje. jak przytula się do mnie. jak na mnie patrzy. lubię jak zasypia i później na niego patrze. uwielbiam jak mąż go kąpie wtedy obydwoje się śmieją. ma 11 miesięcy a ja nadal nie wiem co to jest przespana noc.......
ale kocham go nad życie.

poniedziałek, 12 marca 2012

odłączeni od świata

w czwartek odłączyli nam prąd od 8 do 14, wszyscy z domowników akurat mieli pierwsze zmiany, także ja i syn zostaliśmy sam na sam w ciszy domowej. prowadziłam sobie monolog, czasem syn się włączał i dodawał swoje zdawkowe 'mamaaaaaamamaaa', 'gadabalalalalałaaaa' i się dogadaliśmy, zawsze gdzieś słychać radio czy telewizor. dobrze, że telefon miałam naładowany to mąż w wolnej chwili do nas dzwonił, bo na laptopa liczyć nie można - działa tylko z kablem eh. a jakby tego było mało to w sobotę od rana do 16 nie było wody! to dopiero katastrofa. umycie siebie, dziecka, sprzątanie, gotowanie już nie mówiąc o skorzystaniu z wc, dobrze, że są te hipermarkety i wody 5L, daliśmy radę. no i jakby tego było mało to w niedziele znowu wody nie ma, tym razem na sam wieczór, ale zorientowaliśmy się tym razem i nałapaliśmy na garnków i misek uf, ale wody od wczoraj jak nie ma tak do teraz nie ma i nie będzie ponoć cały dzień :/ spaliła się pompa i nie wiedzą w której części. aż chce się wyć. 
jakby przyszło żyć człowiekowi w czasach gdzie siedziało się przy świeczkach i nie było kontaktu ze światem poprzez internet, telefon czy telewizję to ja nie wiem. tak człowiek siedzi teraz i zastanawia się jak to się żyło! co ci ludzie robili. wiadomo to kwestia przyzwyczajenia. ale taka moja babcia która ma porównanie kiedyś jak to przy braku prądu opowiadała jak przy świeczkach siedziała ze swoją mamą i wyszywała, a dziś ta sama babcia która ma komórkę, wypasiony telewizor stwierdziła że tamte czasy były fajne, bo nie było tak drogo, bo ludzie nie chorowali na takie choroby jak teraz, ale jeśli chodzi o elektryczność to woli te nasze czasy. no ale lepiej niech wszystko wróci do normy, a przede wszystkim niech nam woda w kranie powróci. 

ps. dziś podpisaliśmy akt notarialny na nasze mieszkanko. jutro odbieramy klucze. ale fajnie.

środa, 7 marca 2012

przeziębienie. wiosna.

no czuć wiosnę, czuć. chodzimy na spacery. Mateuszek zaliczył pobyt na placu zabaw - bardzo lubi patrzeć na dzieci jak się huśtają, biegają, kręcą... jemu spodobała się zjeżdżalnia - tata pokazał do czego służy i dziecko uradowane! wiosna, wiosną a u nas mąż się przeziębił (katar, osłabienie) no długo nie trzeba było czekać, po 3 dniach przeziębienie przejęłam ja eh też kicham i prycham ale z dala od syna, narazie mały się trzyma i niech tak zostanie. bo jutro w najbardziej kobiecy dzień w roku jedziemy na bilans. no i może moje chłopaki mnie gdzieś zabiorą :))))

niedziela, 4 marca 2012

zabawa

no to zostałam nominowana do zabawy to to wykorzystam :)))
po pierwsze logo:




po drugie: nominowała mnie Mama Kini
po trzecie: proszę o zwierzenia Mamę Wiktora, Anię mamę Darka, Mamę Kacperka, Anię z Zosią Samosią oraz Bombelkowatą rodzinkę.

oto moje momenty, które sprawiają, że jestem szczęśliwa:
 gdy patrzę na mojego syna. każdego dnia, jak śpi czy się bawi, jak zdobywa nowe umiejętności, jak jest radosny, jak patrzy na mnie i się uśmiecha. wtedy jestem najszczęśliwsza.
małe syrki jeszcze w szpitalu.

najszczęśliwsza również byłam w dniu Naszego ślubu. 19 czerwca 2010 r. był to dzień ciepły ale zachmurzony, bardzo szybko mijał. założyliśmy rodzinę.


szczęśliwa byłam 16 marca 2010 gdy obroniłam pracę inż, oraz 2 grudnia 2011 gdy obroniłam pracę mgr - uważam to za swój sukces. wielki sukces. w tych dniach bardzo stresujących, ale wspólnie ze znajomymi trzymaliśmy się i cel został osiągnięty. już po człowiek jest naprawdę szczęśliwy! :) zdj z obrony nie mam.

jeszcze w życiu chwil naprawdę szczęśliwych jest i na pewno będzie.
szczęścia w życiu życzę Wam wszystkim :*