poniedziałek, 30 grudnia 2013

newsy ;)

Święta i po...czas leci, a tyle się czeka, a te 3 dni mija w mgnieniu oka eh co dobre szybko się kończy :(
a mój synek był super ekstra grzeczny :) bawił się, był szczęśliwy, było to widać :)) widać, że młody rośnie i się zmienia, chodzi mi głównie o charakter. może to też przedszkole na niego wpływa, ale jestem z niego dumna :))

Sylwestra spędzamy w domu. bo nie ma chętnych do Mateuszka... ale to temat na osobny post.
też będzie fajne, domówki zazwyczaj są fajne :))

także Szczęśliwego Nowego Roku i fajnego Sylwestra ;) a rok 2014 niech będzie lepszy niż poprzedni :)
może jutro jakieś podsumowanko nasmaruję, ale to się zobaczy ;)
bye!

wtorek, 24 grudnia 2013

magiczny czas:)

Kochani to już dziś ta wyczekiwana Wigilia, następne Święta już nadeszły, może aura za oknem klimatu nie doda, ale na pewno atmosfera w domu, przystrojona choinka, czy zapachy z kuchni świadczą o tym, że mamy Święta :))
chciałabym życzyć Wam: spełnienia marzeń, dużo uśmiechu, samych sukcesów, szczęścia w życiu, odpowiednich ludzi w okół siebie, dużo życzliwości i serca, a przede wszystkim zdrowia dla Was i Waszych dzieci :):*




niech zabrzmi kolęda:)

piątek, 20 grudnia 2013

(nie)ospa?

jak pisałam posta 'o prezentach' to jak doczytacie do końca pisała, że Mateuszka szykuję do p-kola, no to wtedy poszedł Synuś, a ja do pracy i o 9 odbieram telefon 'proszę przyjechać po dziecko, ospę ma' 
yyyy co?ospę?już jadę....

no i jak go ubierałam to NIE było żadnej kropki, no przecież ślepa nie jestem, a jak go odbierałam około 9 to miał pół pleców zasypane...babcia moja co na wszystko ma odpowiedź od razu skwitowała, że ciepło go ubrałam, sweter + kurtka i to wystarczyło ospie = poczuła ciepło i wyszła. zapytacie na jakiej podstawie Pani stwierdziła ospę, bo tam teraz co 2 dziecko ma tą chorobę to raz, a dwa to tylko 6cioro dzieci w grupie...no i pojechaliśmy do lekarza, nie było naszej Pani doktor a ta stwierdziła 90% że to ospa bo też jeśli w przedszkolu panuje to prawdopodobnie, ale przekonana nie jest, dała puder płynny coś do kąpieli i fiolet do miejsc intymnych i czekajcie aż go wysypie, także wiecie na drugi dzień myślałam, że obudzimy się i będę miała Mateusza biedroneczkę, ale nie...Mati nie wysypany, to co miał to zostało, ale nic więcej, także dzwonie, pytam o naszą doktor - jest. jedziemy. Ona mówi, to nie ospa, nie ma matki która rozsiewa, no i ta wysypka nie typowa dla ospy, wygląda jak uczuleniowa, szybko w głowie szukam i znalazłam, że Mati w pon wypił dwie szklanki soku ananasowego...możliwe, że go uczulił sok. albo jeśli to ospa to Mati inaczej przechodzi, albo go dosypie przez 14 dni!! :/ nie zdziwiłabym się jakby, że coś jest inaczej jakby był szczepiony, a nie był, nie mieliśmy wtedy kasy, a szczepionka nie tania, a tam coś dwie dawki były potrzebne, wtedy pomyślała, że jak ma przejść tą ospę to i tak przejdzie....
no ale żeby nie było tak ekstra, to Mateusza trochę wysypuje, soku tego nie dostał od pon, może to jednak ospa?

wtorek, 17 grudnia 2013

o prezentach :)

7 dni do Wigilii :)
naprawdę lubię te Święta, bardzo, a jeszcze bardziej jak są białe, ale to się nie zapowiada. 
prezenty zakupione - już wszystkie uff :) a to nie lada wyzwanie. w tym roku postanowiłam dzieci zapytać o czym marzą, to jak dorwali gazetkę to przyszli i pokazali monopol imperium (11 lat chłopiec) oraz my little pony jakiś tam kucyk co chodzi i gada po Polsku (8 lat dziewczynka) i z tym kucykiem mieliśmy przygodę, bo zazwyczaj w sklepie stacjonarnym jest drożej niż na allegro, także ja zakupy robię właśnie na tym portalu i zamówiłam tego konika, a przyszło wprawdzie my little pony ale inne koniki....eh byłam zmuszona zapytać dziewczynki czy to może być,  a nawet pokazać to ucieszyła się i kazała nie wymieniać - i dobrze, w sumie to jest jedyny mankament tego allegro, ze ktoś może się pomylić wysłać coś innego, ty to odsyłaj, dzwoń, pisz emaile, leć na pocztę tego zdecydowanie nie lubię, lecz zdarza się, ale rzadko. bo jaka radość moja i nie tylko jak dziecko - ten chłopiec - dostał od Mikołaja, którego my spotkaliśmy :P grę na xbox kinect o disneylandzie, i usłyszeć 'o tym marzyłem' :))) to było szczęście, a wcześniej na Mikołaja nie gadaliśmy co by chcieli. z tymi prezentami to tak jest różnie, my mamy losowanie i ze strony męża i z mojej, także najpierw zastanawiamy się co, żeby było praktyczne i fajne,a przede wszystkim trafione ;) mam nadzieje, że się udało, okaże się w Wigilię. w tym roku spędzamy kolację z moimi rodzicami z babcia i siostra taty i jej rodziną - jakieś 15 osób :) 
a jeszcze mi się przypomniało, bo w tej kwestii w rodzinie się nie dogadaliśmy heh kupiłam Mateuszowi i Olkowi takie samo autko tzn po 1 na głowę, policję co jeździ, gra, świeci wodą tryska duże ładne. poszliśmy kiedyś do Olka i mówię cioci jakie super auto znalazłam, opowiadam z uśmiechem, a ja widzę jak ona blednie i buzię otwiera coraz szerzej....i słyszę 'my to samo dla nich mamy....' o jacieżpierdzielę. no i wiecie jakby to było jakbyśmy się w porę nie zgadały, dzieci miały by 4 takie same samochody pod choinka haha na szczęście ja zadzwoniłam do firmy i odkręciłam i wybrałam inne autka, żeby tak całkiem nie rezygnować Pan obiecał, że do Świąt przyjdą, a raczej kurier przywiezie :))) jednak trzeba się komunikować, bo u Nas to tak, że takie same zabawki kupuje się dla Olka i Mateusza bo to malutkie dzieci hehe ;P żeby nie płakali i wiecie...spokój żeby był pod choinką, a nie gala boksu czy innych tam sportów :) 

miały być krótki post a wyszło coś długiego. 
lecę, trzeba się szykować do p-kola i pracy :)

sobota, 14 grudnia 2013

ciasteczkowo

dziś w domu unosił się aromat ciasteczek mmmm ale pachniało :)))
narobiliśmy ich tyle, że szok :))
już Święta czuć, tuż tuż, bo to tylko 10 dni.
a dziś Mateo ma 2 lata i 8 miesięcy :)))




czwartek, 12 grudnia 2013

powtórka z 'rozrywki'

z wtorku na środę mieliśmy żyganko - sory za wyrażenie, ale jeszcze siedzą we mnie emocje, Mati oczywiście nas tym widokiem uraczył, ze 3 razy tak z niego poleciało, że mi szkoda dziecko było, ale za każdym razem wypijał z pół butelki picia i spał dalej. w środę dawaj go do p-kola, bo zjadł rano kaszę, nie wymiotował już ani nic. przychodzę po niego, Pani mówi 'wymiotował raz, taką wodą' ok spuściłam głowę. zaszliśmy do domu, Mati poszedł od razu spać, i tak spał, siedział, nie bawił się, zagorączkował, znowu zdrzemną, wymiot może z raz. w nocy spokój, ale mówię mężowi, że trzeba by było do lekarza pojechać.
to dzisiaj pojechaliśmy. z samego rana. niby dzieć żywotny jak nigdy, uśmiechnięty, wyspany, już nie wymiotujący, zjadł śniadanie nawet i później nic. a u lekarza: odwodniony, kroplówka, wenflon, igły........
na szczęście to odwodnienie słabe, podłączyli mi dziecko do kroplówki, ze 2 godziny płakał, bo czuł w poczekalni, że coś się święci, później mu założyli wenflon, a później kazali czekać, to się dziecko szarpało, nareszcie nasza kolej i kroplówki leci, leci, leci, leci, leci, leci....no z godzinę to na pewno. dzieć płacze. 'nie chcę tego, mamo do domu, mamo auto, mamo, mamoo' bidny mój, musiałam na chwilę wyjść bo mnie na płacz się zebrało, a przy nim nie będę. z tego wszystkiego już przed 11 w aucie moje dziecko zasnęło. ale do 18 oczy miał spuchnięte od tego płaczu i strachu i stresu. teraz mamy dietę, nie mamy wymiotów uff.
a pamiętacie, że w tamtym roku z powodu odwodnienia to wylądowaliśmy w szpitalu. eh moje dziecko szczuplutkie no i przy biegunce czy wymiotach zawsze się odwodni :( nie nadążam go poić, a pije naprawdę dużo.
ciężki dzień mieliśmy dziś. oj ciężki.

K: kocham Cie Mati.
M: ja też
K: co?
M: kocham mama.
K: ja mocno.
M: ja też. (tu uścisk taki szczery i mocy dostałam od syna)
...
M: kocham jak bik (byk)

ja też:)

wtorek, 10 grudnia 2013

panna Zielona

za 14 dni Święta, czujecie ? masakra jak ten czas leci - wiem powtarzam się, ale jeszcze niedawno cieszyłam się falą upałów i latem, zielenią i długimi dniami na dworze, a tu znowu Święta i Nowy Rok. ojej. jakby to powiedzieć, daleko w d*pie jestem hiehie. jak co roku od jakiegoś czasu mamy losowanie prezentów, także po prezenty by się przydało pojechać...
a tymczasem, przedstawiam Wam Naszą Osobistą Piękną Choinkę :D





ładnie?

piątek, 6 grudnia 2013

Ksawery i Mikołaj

Ksawery tak szaleje, że szok, wczoraj aż prądu zabrakło, myślałam, że zejdę z tego świata :/ na dodatek ja sama z Mateuszem w domu, bo mąż w pracy, cyk i światła nie ma i nastała ciemność, Mateusz w bek, ja panika, bo: nie ma zapałek, gdzie są świeczki, baterie w latarce padły a w ogóle latarka na drugim końcu domu, dobrze, że mam wspaniałych sąsiadów, jeden telefon i sąsiad był ze swoją latarką, ja poodpalałam wszystkie świeczki (dobrze, że zupę gotowałam to miałam rozpałkę) no i dobrze że kaszę zdążyłam ugotować, dziecko moje zjadło i poszło spać tak wystraszonego to ja go jeszcze nie widziałam, a serduszko tak mu biło, że on z tego strachu jak go położyłam leżał jak kłoda i zasnął w minutkę...ja z tego wszystkiego zasnęłam też a było po 21, jak mąż przyszedł to prąd już był i jest do dzisiaj ;) a teraz przez Ksawerego to mi anteną tak buja, że tv nie oglądać, sygnału brakuje.

no i dziś Mikołajki :))) synu dostał prezentów, babcie i ciocie są hojne każdy myśli o moim syneczku :))) no i pamiętacie jak pisałam, że  Mikołajem który odwiedzi p-kole będzie mąż? no to był :) i ponoć spotkanie się udało :) dzieci zadowolone, no i mąż poobserwował jak Mati się zachowuje:) mówi, że nie płakał, lekko się bał do Mikołaja nie podszedł, a po paczkę tylko na rękach u Pani, ale Mikołaja nie rozpoznał hihi :)))
wytrzymał w hałasie, szumie wśród lekko 100tki dzieci aż 1,5 godziny :))
chciałam się wybrać do pobliskiej galerii bo dziś na pewno będzie Mikołajkowo w takich miejscach, ale to trzeba jechać 14 km a na prawo i lewo lasy także nie będę się narażać na jakąś gałąź lub coś większego na moje auto i nasze życie co by nie było.

udanego weekendu :))

wtorek, 3 grudnia 2013

o pewnej sytuacji

napiszę Wam taką historię. bo mnie trochę bawi.
jak miałam 14-15 lat to miałam chłopaka, ale nikt mnie nie uświadamiał na temat całowania, seksu i tych sprawach, myślałam, że sex trwa całą noc, a całowanie to coś trudnego, rodzice pochłonięci byli w tym czasie przeprowadzką, młodszą siostrą, a ja zawsze byłam dzieckiem nie sprawiającym problemów, spokojnym, dobrze uczącym się, mi nie trzeba było powtarzać 'idź się ucz'...no i każdy uważał, że taka jestem skromna cicha i spokojna to gdzie jaki chłopak. no ale trafił się (hehe) to On właśnie nauczył mnie jak się całować, trzymać za rękę, spacerować, nigdy między nami do sexu nie doszło. chłopak ten był nie fair. życzliwe koleżanki przybiegły do mnie z nowiną, że Łukasz siedzi w parku z Moniką i się przytulają, olałam to, powiedziałam, że są zazdrosne bo są same i niech spadają, ale wiecie dały mi jednak do myślenia i ja wsiadłam na rower siup do parku, ale dróżką taką żeby mnie nie zobaczyli, a jednak! był tam z inną, o Boże wiecie jaka byłam zdradzona, 15 lat, miłość się włączyła a tu taki zonk. no i zerwałam z chłopakiem, ale w zgodzie, powiedzieliśmy sobie  co mieliśmy, nigdy nie wyznaliśmy sobie miłości, to takie wakacyjne zauroczenie. 
czytajcie dalej.
ten chłopak wyprowadził się z tej miejscowości, nie widzieliśmy się od tamtego czasu, no tak wyszło. teraz ten chłopak ma żoną (to nie ta Monika - dziewczyna z parku) i synka - ten chłopczyk chodzi do przedszkola razem z moim synem razem do jednej grupy :) no masz ci los. widziałam nazwisko, coś mi przez myśl przeszło, ale zawsze widziałam mamę chłopca, a nie wiedziałam, jak wygląda żona Łukasza. no do wczoraj :) tak to ich syn i jego żona. no spotkanie po latach w przedszkolu...wiecie jakie śmieszne.
Łukasz nie wiedział gdzie głowę podziać i oczy haha. zachował się tak jakby mnie nie znał, no wiecie ja w sumie też tak się zachowałam, ale co 'cześć Łukasz, witaj po latach' a później co, jakby przed żoną wytłumaczył znajomość ze mną, takie obracanie się, żeby tylko nie patrzeć w moja stronę, co bym może do niego nie zagadała...nie wiem czemu tak. chłopak jest ode mnie starszy - już nawet nie pamiętam ile lat ze 3 to lekko. okazuje się, że oni mieszkają w gminie naszej dlatego ich synek chodzi do przedszkola u nas. 
mam plan.
zakumpluję się z jego żona (ale nie po to żeby jej wyjawić stosunki z przed 12 lat miedzy mną a jej mężem). jutro zebranie w p-kolu. zakumpluje się bo to fajna dziewczyna, uśmiechnięta, zawsze w szatni coś zagada, a Łukasz stoi tyłem i lampi się w okno. a może sama go zaczepie w tym przedszkolu jak gdyby nigdy nic :)))
?

poniedziałek, 2 grudnia 2013

kolejny raz o p-kolu

dziś nastąpił 5ty dzień mojego dziecka w przedszkolu, i to nic, że ten dzień nie był zaraz po 4tym ale po 2óch tygodniach i ...

obyło się bez płaczu, wycia, lamentu itp.
moje dziecko poszło roześmiane, wesołe, mrozek spowodował, że dym z buźki wywoływał uśmiech :))
a jaka ja szczęśliwa. w szatni ekstra, na sali jeszcze lepiej, gromkie 'cześć' do dzieci, Boże ktoś mi dziecko podmienił?

Pani wychowawczyni Mateuszka mówiła mi zawsze, że jest on dobrze przygotowany do p-kola, ma świadomość tego co się tam dzieje i co będzie następować. fakt. ja dziecku wpajam do głowy informacje na temat przedszkola. jak teraz choroba przybiła go do 2tygodniowego pobytu w domu obawiałam się, że wszystko zacznie się od nowa, bo co to 4 dni i to 14 dni temu. ja kreatywnie chciałam, żeby nie zapomniał o p-kolu i tak oto mamy zestaw malutkich samochodzików no i garaż, te małe auta to były przedszkolaki ze 3 z nich nazwaliśmy imionami dzieci, jedno większe dziecko to jest Pani B. a inne większe to ja - mama. no i jest zabawa w przedszkole, dzięki temu myślę, moje dziecko rozumie idee przedszkola. dziś jestem w domu, także po 10 dzieciaki wychodzą na dwór, więc zalookam z okna czy idą trzymając się węża, bo dziś u nas bezchmurne niebo, piękne słońce, zero wiatru, lekki mrozek - jednym słowem, piękna pogoda! w końcu można spacerować.
no i mam nadzieje, że tym razem Mateusz więcej pochodzi do p-kola niż 4 czy 5 dni....

niedziela, 1 grudnia 2013

o pracy i nie tylko :)

pytałyście kiedyś gdzie pracuję?
no to piszę: w kadrach;) 
to jest mała firma, zatrudnia 4 pracowników na umowę o pracę i w tym miesiącu to było 13stu na umowę zlecenie, jest tam taka Pani która idzie na emeryturę i po prostu szukają już kogoś za nią, niestety praca nie jest na cały etat. szefów jest 2óch i oni zdają sobie sprawę, że pół etatu to jest max. ja mam teraz umowę zlecenie no i 1/4 etatu - czyli prawie nic...oprócz doświadczenia, bo uczę się programu płatnik oraz firma. oczywiście praca jest łatwa, fajna i przyjemna - to jest to czym bym się chciała zajmować, naliczanie płac, listy pracowników, pisanie umów itp. no typowe kadry jak widzicie. szukam sobie  już podyplomówki z kadr bądź jakiegoś kursu, wciągnęłam się.
po Nowym Roku obiecali mi umowę i pracę i zwiększenie etatu, także mam nadzieje, że tak będzie, że to puste słowa nie były.

to tyle o robocie ;))

z frontu rodzinnego to po 2 tygodniach chorowania Mati wraca jutro do przedszkola ;) przygotowany jest psychicznie jak to będzie jutro się okaże. 
6 grudnia w przedszkolu będzie Święty Mikołaj - a nim będzie mój mąż haha mój małżon to taki społeczniak, prowadzi klub sportowy w naszej miejscowości całkiem społecznie, także na rolę Świętego zgodził się bez problemów, ma 2 zmiany także będzie, będzie zabawa, będzie się działo... :))))