poniedziałek, 30 grudnia 2013

newsy ;)

Święta i po...czas leci, a tyle się czeka, a te 3 dni mija w mgnieniu oka eh co dobre szybko się kończy :(
a mój synek był super ekstra grzeczny :) bawił się, był szczęśliwy, było to widać :)) widać, że młody rośnie i się zmienia, chodzi mi głównie o charakter. może to też przedszkole na niego wpływa, ale jestem z niego dumna :))

Sylwestra spędzamy w domu. bo nie ma chętnych do Mateuszka... ale to temat na osobny post.
też będzie fajne, domówki zazwyczaj są fajne :))

także Szczęśliwego Nowego Roku i fajnego Sylwestra ;) a rok 2014 niech będzie lepszy niż poprzedni :)
może jutro jakieś podsumowanko nasmaruję, ale to się zobaczy ;)
bye!

wtorek, 24 grudnia 2013

magiczny czas:)

Kochani to już dziś ta wyczekiwana Wigilia, następne Święta już nadeszły, może aura za oknem klimatu nie doda, ale na pewno atmosfera w domu, przystrojona choinka, czy zapachy z kuchni świadczą o tym, że mamy Święta :))
chciałabym życzyć Wam: spełnienia marzeń, dużo uśmiechu, samych sukcesów, szczęścia w życiu, odpowiednich ludzi w okół siebie, dużo życzliwości i serca, a przede wszystkim zdrowia dla Was i Waszych dzieci :):*




niech zabrzmi kolęda:)

piątek, 20 grudnia 2013

(nie)ospa?

jak pisałam posta 'o prezentach' to jak doczytacie do końca pisała, że Mateuszka szykuję do p-kola, no to wtedy poszedł Synuś, a ja do pracy i o 9 odbieram telefon 'proszę przyjechać po dziecko, ospę ma' 
yyyy co?ospę?już jadę....

no i jak go ubierałam to NIE było żadnej kropki, no przecież ślepa nie jestem, a jak go odbierałam około 9 to miał pół pleców zasypane...babcia moja co na wszystko ma odpowiedź od razu skwitowała, że ciepło go ubrałam, sweter + kurtka i to wystarczyło ospie = poczuła ciepło i wyszła. zapytacie na jakiej podstawie Pani stwierdziła ospę, bo tam teraz co 2 dziecko ma tą chorobę to raz, a dwa to tylko 6cioro dzieci w grupie...no i pojechaliśmy do lekarza, nie było naszej Pani doktor a ta stwierdziła 90% że to ospa bo też jeśli w przedszkolu panuje to prawdopodobnie, ale przekonana nie jest, dała puder płynny coś do kąpieli i fiolet do miejsc intymnych i czekajcie aż go wysypie, także wiecie na drugi dzień myślałam, że obudzimy się i będę miała Mateusza biedroneczkę, ale nie...Mati nie wysypany, to co miał to zostało, ale nic więcej, także dzwonie, pytam o naszą doktor - jest. jedziemy. Ona mówi, to nie ospa, nie ma matki która rozsiewa, no i ta wysypka nie typowa dla ospy, wygląda jak uczuleniowa, szybko w głowie szukam i znalazłam, że Mati w pon wypił dwie szklanki soku ananasowego...możliwe, że go uczulił sok. albo jeśli to ospa to Mati inaczej przechodzi, albo go dosypie przez 14 dni!! :/ nie zdziwiłabym się jakby, że coś jest inaczej jakby był szczepiony, a nie był, nie mieliśmy wtedy kasy, a szczepionka nie tania, a tam coś dwie dawki były potrzebne, wtedy pomyślała, że jak ma przejść tą ospę to i tak przejdzie....
no ale żeby nie było tak ekstra, to Mateusza trochę wysypuje, soku tego nie dostał od pon, może to jednak ospa?

wtorek, 17 grudnia 2013

o prezentach :)

7 dni do Wigilii :)
naprawdę lubię te Święta, bardzo, a jeszcze bardziej jak są białe, ale to się nie zapowiada. 
prezenty zakupione - już wszystkie uff :) a to nie lada wyzwanie. w tym roku postanowiłam dzieci zapytać o czym marzą, to jak dorwali gazetkę to przyszli i pokazali monopol imperium (11 lat chłopiec) oraz my little pony jakiś tam kucyk co chodzi i gada po Polsku (8 lat dziewczynka) i z tym kucykiem mieliśmy przygodę, bo zazwyczaj w sklepie stacjonarnym jest drożej niż na allegro, także ja zakupy robię właśnie na tym portalu i zamówiłam tego konika, a przyszło wprawdzie my little pony ale inne koniki....eh byłam zmuszona zapytać dziewczynki czy to może być,  a nawet pokazać to ucieszyła się i kazała nie wymieniać - i dobrze, w sumie to jest jedyny mankament tego allegro, ze ktoś może się pomylić wysłać coś innego, ty to odsyłaj, dzwoń, pisz emaile, leć na pocztę tego zdecydowanie nie lubię, lecz zdarza się, ale rzadko. bo jaka radość moja i nie tylko jak dziecko - ten chłopiec - dostał od Mikołaja, którego my spotkaliśmy :P grę na xbox kinect o disneylandzie, i usłyszeć 'o tym marzyłem' :))) to było szczęście, a wcześniej na Mikołaja nie gadaliśmy co by chcieli. z tymi prezentami to tak jest różnie, my mamy losowanie i ze strony męża i z mojej, także najpierw zastanawiamy się co, żeby było praktyczne i fajne,a przede wszystkim trafione ;) mam nadzieje, że się udało, okaże się w Wigilię. w tym roku spędzamy kolację z moimi rodzicami z babcia i siostra taty i jej rodziną - jakieś 15 osób :) 
a jeszcze mi się przypomniało, bo w tej kwestii w rodzinie się nie dogadaliśmy heh kupiłam Mateuszowi i Olkowi takie samo autko tzn po 1 na głowę, policję co jeździ, gra, świeci wodą tryska duże ładne. poszliśmy kiedyś do Olka i mówię cioci jakie super auto znalazłam, opowiadam z uśmiechem, a ja widzę jak ona blednie i buzię otwiera coraz szerzej....i słyszę 'my to samo dla nich mamy....' o jacieżpierdzielę. no i wiecie jakby to było jakbyśmy się w porę nie zgadały, dzieci miały by 4 takie same samochody pod choinka haha na szczęście ja zadzwoniłam do firmy i odkręciłam i wybrałam inne autka, żeby tak całkiem nie rezygnować Pan obiecał, że do Świąt przyjdą, a raczej kurier przywiezie :))) jednak trzeba się komunikować, bo u Nas to tak, że takie same zabawki kupuje się dla Olka i Mateusza bo to malutkie dzieci hehe ;P żeby nie płakali i wiecie...spokój żeby był pod choinką, a nie gala boksu czy innych tam sportów :) 

miały być krótki post a wyszło coś długiego. 
lecę, trzeba się szykować do p-kola i pracy :)

sobota, 14 grudnia 2013

ciasteczkowo

dziś w domu unosił się aromat ciasteczek mmmm ale pachniało :)))
narobiliśmy ich tyle, że szok :))
już Święta czuć, tuż tuż, bo to tylko 10 dni.
a dziś Mateo ma 2 lata i 8 miesięcy :)))




czwartek, 12 grudnia 2013

powtórka z 'rozrywki'

z wtorku na środę mieliśmy żyganko - sory za wyrażenie, ale jeszcze siedzą we mnie emocje, Mati oczywiście nas tym widokiem uraczył, ze 3 razy tak z niego poleciało, że mi szkoda dziecko było, ale za każdym razem wypijał z pół butelki picia i spał dalej. w środę dawaj go do p-kola, bo zjadł rano kaszę, nie wymiotował już ani nic. przychodzę po niego, Pani mówi 'wymiotował raz, taką wodą' ok spuściłam głowę. zaszliśmy do domu, Mati poszedł od razu spać, i tak spał, siedział, nie bawił się, zagorączkował, znowu zdrzemną, wymiot może z raz. w nocy spokój, ale mówię mężowi, że trzeba by było do lekarza pojechać.
to dzisiaj pojechaliśmy. z samego rana. niby dzieć żywotny jak nigdy, uśmiechnięty, wyspany, już nie wymiotujący, zjadł śniadanie nawet i później nic. a u lekarza: odwodniony, kroplówka, wenflon, igły........
na szczęście to odwodnienie słabe, podłączyli mi dziecko do kroplówki, ze 2 godziny płakał, bo czuł w poczekalni, że coś się święci, później mu założyli wenflon, a później kazali czekać, to się dziecko szarpało, nareszcie nasza kolej i kroplówki leci, leci, leci, leci, leci, leci....no z godzinę to na pewno. dzieć płacze. 'nie chcę tego, mamo do domu, mamo auto, mamo, mamoo' bidny mój, musiałam na chwilę wyjść bo mnie na płacz się zebrało, a przy nim nie będę. z tego wszystkiego już przed 11 w aucie moje dziecko zasnęło. ale do 18 oczy miał spuchnięte od tego płaczu i strachu i stresu. teraz mamy dietę, nie mamy wymiotów uff.
a pamiętacie, że w tamtym roku z powodu odwodnienia to wylądowaliśmy w szpitalu. eh moje dziecko szczuplutkie no i przy biegunce czy wymiotach zawsze się odwodni :( nie nadążam go poić, a pije naprawdę dużo.
ciężki dzień mieliśmy dziś. oj ciężki.

K: kocham Cie Mati.
M: ja też
K: co?
M: kocham mama.
K: ja mocno.
M: ja też. (tu uścisk taki szczery i mocy dostałam od syna)
...
M: kocham jak bik (byk)

ja też:)

wtorek, 10 grudnia 2013

panna Zielona

za 14 dni Święta, czujecie ? masakra jak ten czas leci - wiem powtarzam się, ale jeszcze niedawno cieszyłam się falą upałów i latem, zielenią i długimi dniami na dworze, a tu znowu Święta i Nowy Rok. ojej. jakby to powiedzieć, daleko w d*pie jestem hiehie. jak co roku od jakiegoś czasu mamy losowanie prezentów, także po prezenty by się przydało pojechać...
a tymczasem, przedstawiam Wam Naszą Osobistą Piękną Choinkę :D





ładnie?

piątek, 6 grudnia 2013

Ksawery i Mikołaj

Ksawery tak szaleje, że szok, wczoraj aż prądu zabrakło, myślałam, że zejdę z tego świata :/ na dodatek ja sama z Mateuszem w domu, bo mąż w pracy, cyk i światła nie ma i nastała ciemność, Mateusz w bek, ja panika, bo: nie ma zapałek, gdzie są świeczki, baterie w latarce padły a w ogóle latarka na drugim końcu domu, dobrze, że mam wspaniałych sąsiadów, jeden telefon i sąsiad był ze swoją latarką, ja poodpalałam wszystkie świeczki (dobrze, że zupę gotowałam to miałam rozpałkę) no i dobrze że kaszę zdążyłam ugotować, dziecko moje zjadło i poszło spać tak wystraszonego to ja go jeszcze nie widziałam, a serduszko tak mu biło, że on z tego strachu jak go położyłam leżał jak kłoda i zasnął w minutkę...ja z tego wszystkiego zasnęłam też a było po 21, jak mąż przyszedł to prąd już był i jest do dzisiaj ;) a teraz przez Ksawerego to mi anteną tak buja, że tv nie oglądać, sygnału brakuje.

no i dziś Mikołajki :))) synu dostał prezentów, babcie i ciocie są hojne każdy myśli o moim syneczku :))) no i pamiętacie jak pisałam, że  Mikołajem który odwiedzi p-kole będzie mąż? no to był :) i ponoć spotkanie się udało :) dzieci zadowolone, no i mąż poobserwował jak Mati się zachowuje:) mówi, że nie płakał, lekko się bał do Mikołaja nie podszedł, a po paczkę tylko na rękach u Pani, ale Mikołaja nie rozpoznał hihi :)))
wytrzymał w hałasie, szumie wśród lekko 100tki dzieci aż 1,5 godziny :))
chciałam się wybrać do pobliskiej galerii bo dziś na pewno będzie Mikołajkowo w takich miejscach, ale to trzeba jechać 14 km a na prawo i lewo lasy także nie będę się narażać na jakąś gałąź lub coś większego na moje auto i nasze życie co by nie było.

udanego weekendu :))

wtorek, 3 grudnia 2013

o pewnej sytuacji

napiszę Wam taką historię. bo mnie trochę bawi.
jak miałam 14-15 lat to miałam chłopaka, ale nikt mnie nie uświadamiał na temat całowania, seksu i tych sprawach, myślałam, że sex trwa całą noc, a całowanie to coś trudnego, rodzice pochłonięci byli w tym czasie przeprowadzką, młodszą siostrą, a ja zawsze byłam dzieckiem nie sprawiającym problemów, spokojnym, dobrze uczącym się, mi nie trzeba było powtarzać 'idź się ucz'...no i każdy uważał, że taka jestem skromna cicha i spokojna to gdzie jaki chłopak. no ale trafił się (hehe) to On właśnie nauczył mnie jak się całować, trzymać za rękę, spacerować, nigdy między nami do sexu nie doszło. chłopak ten był nie fair. życzliwe koleżanki przybiegły do mnie z nowiną, że Łukasz siedzi w parku z Moniką i się przytulają, olałam to, powiedziałam, że są zazdrosne bo są same i niech spadają, ale wiecie dały mi jednak do myślenia i ja wsiadłam na rower siup do parku, ale dróżką taką żeby mnie nie zobaczyli, a jednak! był tam z inną, o Boże wiecie jaka byłam zdradzona, 15 lat, miłość się włączyła a tu taki zonk. no i zerwałam z chłopakiem, ale w zgodzie, powiedzieliśmy sobie  co mieliśmy, nigdy nie wyznaliśmy sobie miłości, to takie wakacyjne zauroczenie. 
czytajcie dalej.
ten chłopak wyprowadził się z tej miejscowości, nie widzieliśmy się od tamtego czasu, no tak wyszło. teraz ten chłopak ma żoną (to nie ta Monika - dziewczyna z parku) i synka - ten chłopczyk chodzi do przedszkola razem z moim synem razem do jednej grupy :) no masz ci los. widziałam nazwisko, coś mi przez myśl przeszło, ale zawsze widziałam mamę chłopca, a nie wiedziałam, jak wygląda żona Łukasza. no do wczoraj :) tak to ich syn i jego żona. no spotkanie po latach w przedszkolu...wiecie jakie śmieszne.
Łukasz nie wiedział gdzie głowę podziać i oczy haha. zachował się tak jakby mnie nie znał, no wiecie ja w sumie też tak się zachowałam, ale co 'cześć Łukasz, witaj po latach' a później co, jakby przed żoną wytłumaczył znajomość ze mną, takie obracanie się, żeby tylko nie patrzeć w moja stronę, co bym może do niego nie zagadała...nie wiem czemu tak. chłopak jest ode mnie starszy - już nawet nie pamiętam ile lat ze 3 to lekko. okazuje się, że oni mieszkają w gminie naszej dlatego ich synek chodzi do przedszkola u nas. 
mam plan.
zakumpluję się z jego żona (ale nie po to żeby jej wyjawić stosunki z przed 12 lat miedzy mną a jej mężem). jutro zebranie w p-kolu. zakumpluje się bo to fajna dziewczyna, uśmiechnięta, zawsze w szatni coś zagada, a Łukasz stoi tyłem i lampi się w okno. a może sama go zaczepie w tym przedszkolu jak gdyby nigdy nic :)))
?

poniedziałek, 2 grudnia 2013

kolejny raz o p-kolu

dziś nastąpił 5ty dzień mojego dziecka w przedszkolu, i to nic, że ten dzień nie był zaraz po 4tym ale po 2óch tygodniach i ...

obyło się bez płaczu, wycia, lamentu itp.
moje dziecko poszło roześmiane, wesołe, mrozek spowodował, że dym z buźki wywoływał uśmiech :))
a jaka ja szczęśliwa. w szatni ekstra, na sali jeszcze lepiej, gromkie 'cześć' do dzieci, Boże ktoś mi dziecko podmienił?

Pani wychowawczyni Mateuszka mówiła mi zawsze, że jest on dobrze przygotowany do p-kola, ma świadomość tego co się tam dzieje i co będzie następować. fakt. ja dziecku wpajam do głowy informacje na temat przedszkola. jak teraz choroba przybiła go do 2tygodniowego pobytu w domu obawiałam się, że wszystko zacznie się od nowa, bo co to 4 dni i to 14 dni temu. ja kreatywnie chciałam, żeby nie zapomniał o p-kolu i tak oto mamy zestaw malutkich samochodzików no i garaż, te małe auta to były przedszkolaki ze 3 z nich nazwaliśmy imionami dzieci, jedno większe dziecko to jest Pani B. a inne większe to ja - mama. no i jest zabawa w przedszkole, dzięki temu myślę, moje dziecko rozumie idee przedszkola. dziś jestem w domu, także po 10 dzieciaki wychodzą na dwór, więc zalookam z okna czy idą trzymając się węża, bo dziś u nas bezchmurne niebo, piękne słońce, zero wiatru, lekki mrozek - jednym słowem, piękna pogoda! w końcu można spacerować.
no i mam nadzieje, że tym razem Mateusz więcej pochodzi do p-kola niż 4 czy 5 dni....

niedziela, 1 grudnia 2013

o pracy i nie tylko :)

pytałyście kiedyś gdzie pracuję?
no to piszę: w kadrach;) 
to jest mała firma, zatrudnia 4 pracowników na umowę o pracę i w tym miesiącu to było 13stu na umowę zlecenie, jest tam taka Pani która idzie na emeryturę i po prostu szukają już kogoś za nią, niestety praca nie jest na cały etat. szefów jest 2óch i oni zdają sobie sprawę, że pół etatu to jest max. ja mam teraz umowę zlecenie no i 1/4 etatu - czyli prawie nic...oprócz doświadczenia, bo uczę się programu płatnik oraz firma. oczywiście praca jest łatwa, fajna i przyjemna - to jest to czym bym się chciała zajmować, naliczanie płac, listy pracowników, pisanie umów itp. no typowe kadry jak widzicie. szukam sobie  już podyplomówki z kadr bądź jakiegoś kursu, wciągnęłam się.
po Nowym Roku obiecali mi umowę i pracę i zwiększenie etatu, także mam nadzieje, że tak będzie, że to puste słowa nie były.

to tyle o robocie ;))

z frontu rodzinnego to po 2 tygodniach chorowania Mati wraca jutro do przedszkola ;) przygotowany jest psychicznie jak to będzie jutro się okaże. 
6 grudnia w przedszkolu będzie Święty Mikołaj - a nim będzie mój mąż haha mój małżon to taki społeczniak, prowadzi klub sportowy w naszej miejscowości całkiem społecznie, także na rolę Świętego zgodził się bez problemów, ma 2 zmiany także będzie, będzie zabawa, będzie się działo... :))))

piątek, 22 listopada 2013

AZS matki

mam AZS.
atopowe zapalenie skóry ma się rozumieć :/
nie miało się mnie co czepić.
z miesiąc temu na rękach dokładnie na zgięciach wyszły mi takie suche plamki czerwone i cholernie swędzące, ale ja to nie jestem z tych co ledwo coś strzyknie, wyskoczy czy coś a ja pędzę po lekarzach...ale jak w tym tygodniu mi wyszło na powiecie to już byłam zarejstrowana na dziś właśnie 105zł wizyta no może 10minutowa...ale jak chciałabym na fundusz to może na styczeń dało by radę, a do tego czasu wydrapałabym sobie to oko.
no i dostałam tabletki i maści.
ja ogólnie jestem alergikiem, w dzieciństwie odczulana byłam ze 7 lat, brałam tabletki, ale uczulenie to miałam na zboże, trawy i sierść co niektórych zwierząt, testy miałam robione nie raz. no ale nigdy nie wyskoczyły mi takie paskudztwa jak teraz, nie powiem bo paskudnie to wygląda - ale to się leczy a nie czeka, dobrze w sumie, że jest zima i w krótkim rękawku się nie chodzi - bynajmniej po dworze - to mojego AZS nie widać.
mam na dzieje do lata ba do wiosny to zaleczyć.

no i mój Mateusz też jeszcze chory, ma antybiotyk, ale charpi jak mała hiena. pomaga mu fakt, bo nie kaszle, nie gorączkuje już jest lepiej, ale od poniedziałku go jeszcze nie puszczę do p-kola, teraz tam panuje ospa. mąż ma nocki to sobie poradzimy;)

miłego weekendu:)))

wtorek, 19 listopada 2013

o kwiatkach


ja ich nie lubię.
kwiatów jak się domyślacie ;) 
jak mieszkaliśmy u rodziców to miałam jednego kwiata i jakby moja siostra jego nie podlała to by usechł na amen. ja po prostu nie pamiętam o podlewaniu kwiatów. w ogóle u mnie kwiaty nie rosną. jak to się mówi nie mam ręki do kwiatów. 
teraz jak u siebie mieszkamy to babcia mi jednego przytargała, nawet go nie przesadziłam i zaczął dostawać czarnych plam to go wywiozłam tam skąd przyjechał i babcia postawiła go na 'nogi' i jest już u nas.
później dostałam od cioci kwiatka, tego już przesadziłam, podlewam, i nawet nowe pączki i liście wypuszcza.

dostałam również storczyk, oczywiście całe kwiaty opadły, badylowi się uschło, jak nic mówię idzie na marne, ale coś tam poczytałam w necie, obcięłam co trzeba i tak stała doniczka i nic i nic. mimo podlewania tak z raz na tydzień małą ilością wody. aż kilka dni temu zaglądam do niego bo myślałam, że czas się go pozbyć tylko straszy w tym oknie - a tu widzę nowe DWA pędy :D 
ten widok mnie tak ucieszył, że w planach mam zakup nowego storczyka, zapisywania w kalendarzu podlewania kwiatów i chyba zacznę o nie prawdziwie dbać :))))

bardzo lubię natomiast kwiaty cięte - tulipany i żonkile na stole w ładnym wazoniku to jest coś :)) lub mały bukiecik różyczek z lidla :)))

nie znam nawet nazw kwiatów z doniczek eh ale jedno wam powiem, kiedyś mieliśmy kota i kwiata difembafie (zapamiętam do końca życia) bo on puszcza takie soki i przez liście pieron na podłogę skapuje i biedny kot się nalizał takich kropli co okazało się być trujące i mu nerki siadły - było wtedy to moje pierwsze zwierzątko jakie rodzice pozwolili mieć w domu, niestety nie udało się go uratować, jeździłam do weta nawet na kroplówki, ale niestety zdechł...przez kwiata właśnie.
no i jeszcze taka anegdotka, moja prababcia już Świętej Pamięci, ale jak przyjeżdżała do nas i zachwalała kwiaty mojej mamy to później mama modliła się aby one rosły bo babcia tak je 'oczarowywała' i nikt w rodzinie nie chciał aby babcia wspominała coś na temat kwiatów w domu, ale Ona i tak zawsze miała na ich temat najwięcej do powiedzenia, a kwiaty po jej wizycie ot tak przestały rosnąć.

ale ja postanawiam, że się będę starać aby choć te trzy kwiatki które w domu posiadam sobie spokojnie z nami żyły :)))
takiego mam z jednym kwiatem tym czerwonym, ale już drugi puszcza widać :)))) - właśnie tego babcia odratowała

i takiego mam :)))  



ta difembafia nieszczęsna. tylko my mieliśmy taka wielką do sufitu. chyba nie muszę mówić, że po incydencie z kotem kwiata też już  nie było.

zdjęcia oraz kwiaty przedstawione na nich nie są moje, ani mojego autorstwa. zaporzyczone i znalezione w necie.

sobota, 16 listopada 2013

pomocy

"mam dość na dzisiaj. masakra.
nie lubię jak moje dziecko jęczy, stęka, marudzi i samo nie wie czego chce.
buczy i ani jeść ani nic. położyłam go już spać może wstanie prawą nogą. bardzo nie chciałabym aby to zachowanie to był zwiastun choroby, ale węszę, że może... eh oby nie.
odkąd jest Mateusz to nie ma leniwego weekednu. każdy dzień taki sam. nie ma soboty i niedziel dla niego, zawsze 6:30 bądź 7:05 z dokładnością jakby miał budzik nastawiony"
to wyżej właśnie napisałam ok. godziny 13!!

teraz po 22 i
wykrakałaś kobieto...

młodego dosłownie łamano dzisiaj w kościach, słuchajcie wył z bólu mówi 'mamo ała oga i tu i tu'
(oga - noga) plecy i ręce go bolały, a jak ok 17 powiedział 'mamo spać' to już wiedziałam, że coś nie tak, gorączka parę kresek po 37. dałam mu nurofen, pospał godzinkę, wstał, zjadł mleko, i jak nowo narodzony. bawiliśmy się, już nie narzekał, że go coś boli czy coś.
ale powiem Wam, że do teraz czuję strach. bo sama nie wiem co robić tzn. jak myśleć. czy iść do jakiegoś specjalisty, czy czekać, czy te bóle były jednorazowe, wiecie jak dziecko nie może stanąć na nogę, płacze...to człowiek musi być silny, ja patrząc na niego płakałam prawie z nim. męża nie ma, bo w pracy. przez telefon dużo mi nie pomoże, jutro będziemy rozmawiać. chyba zrobię dziecku badania. z jednej strony jedni mówią 'nie szukaj na siłę' a drugi 'idź sprawdź', aha jeszcze 2 razy wymiotował, ale jechaliśmy dziś do dziadka na imieniny i raz jak wysiedliśmy z auta, a drugi w drodze powrotnej w samochodzie...

pomocy

edit:
angina, antybiotyk.

środa, 13 listopada 2013

2 dzień

dziś 2 dzień w p-kolu.
wczoraj dziecko moje było na TAK. a dziś rano jak usłyszał, że ubieramy się bo idziemy do przedszkola to było 'ja nie chceeeeeeeeeeeeee tam'.
już wiedziałam, że będzie dym.
no ale dał się przekonać, że tatuś go autem odwiezie i tym, że farbę i pędzel trzeba oddać. w szatni jeszcze ok, weszliśmy na salę i już się darł. powiedziałam, co miałam powiedzieć Pani i poszła a on tak biedny płakał, serce mi chciało pęknąć. było mi naprawdę ciężko.
ale pojechałam do pracy (tak tak, nie chwaliłam się jeszcze, pracuje 1/4 etatu, księgowo-kadrowa, z czego kadrowej więcej, tylko 10h tygodniowo także daję radę, godziny mogę rozłożyć sobie jak chcę)
dziś po Mata poszedł mąż bo ja do 12 pracowałam, od razu zadzwonił, że Mati dziś; SUPER, płakał tylko rano. później się rozkręcił i bawił z dziećmi (hurra), był grzeczny i współpracował, nie zjadł znowu nic, za to w domu zupa mu bardzo smakuje ;))

arcydzieło nr 1 :)))

wtorek, 12 listopada 2013

już po...

...pierwszym dniu w przedszkolu.
uff
ale stresa miałam. serce mi waliło jak oszalałe.
Mati był tylko 3 godziny i 20 minut, bo tak go na razie zapisałam.
On niby rozumiał, że idzie, że są dzieci, Pani, a mamy nie ma...ale właśnie niby.
w szatni ok, kapcie są super, puk puk do sali, mama wchodzi jest ok, Pani bierze go ze sobą, on już czuje się niepewnie, ja wychodzę i słyszę "mamaaaaaaaa" i wielkie wycie. ale poszłam.
jest trochę po 11 idę po niego. no i oczywiście wywiad z Panią.
Mati dzisiaj jest: wycofany, smutny, nie chciał się z nikim bawić, siedział i patrzył, obserwował, trochę chlipał, nic nie zjadł, za to na spacerze był dzielny, nie płakał, szedł z Panią za rękę bo nie chciał trzymać węża z innymi dziećmi, przechodzili koło domu to Pani wołał 'dom' ale Pani powiedziała, że kluczy zapomnieli z przedszkola....
eh
musiał dobrze płakać, bo oczy miał czerwone i podpuchnięte do 17 :((
ale każde dziecko płace, no może z 80% to na pewno!
mam nadzieje, że się przyzwyczai. w domu jak pytam czy idziemy jutro, śmiało mówi 'tak'
:))
a w przedszkolu dziś nauczył się mówić: farba, pędzel, Bartuś, jutro!
a to dlatego, że Bartuś to jego kumpel, ponoć chłopczyk który się nim opiekuje i go zabawia. pędzel i farba bo mieli zajęcia - farbami malowali kroplę wody - Mateusz nie uczestniczył w zajęciach bo nie chciał....to dostał do domu, niebieską farbę pędzel i kroplę do pomalowania :) do oddania jutro. tylko przekroczyliśmy próg domu i już malowaliśmy.

będzie dobrze, co nie?
musi być.

poniedziałek, 4 listopada 2013

pech

no i klaps.
zamiast pierwszego dnia w przedszkolu mojego Syna - mieliśmy wizytę u lekarza.

cholera jasna.

clemasine. neosine. wapno. inhalację. dexapico. i katar do pasa.
bez antybiotyku.

i tak zastanawiam się czy to efekt naszego chodzenia w tamtym tygodniu przez 3 dni w każdym po 1 godzince właśnie do przedszkola na tak zwaną integrację, aby dziś Mateusz wiedział o co w tym całym przedszkolu chodzi, czy to po prostu ta pogoda wiosenna jesienią.

czekaliśmy na ten dzień 2 lata 6 miesięcy i 18 dni - to poczekamy jeszcze tydzień.

niedziela, 3 listopada 2013

nowy członek rodziny :)

taaa daaaaaaaa
:))
znajda, przyszła na wycieraczkę.
nazywa się Basia.
i od wczoraj jest nowym członkiem Naszej rodziny!

te chusteczki z foto to kołderka, żeby było Basi ciepło. pomysł Mateuszka.

sobota, 26 października 2013

jaki?jak?gdzie?

tak jak w tytule mój Syn zasypuje mnie takimi oto pytaniami :)
spacerujemy, idziemy sobie wyłania się jakiś Pan...
M: Mamo, kto to?
J: Pan
M: Jaki?
J: no...sąsiad
M: aaaa, gdzie?
J: gdzie idzie? hmm do sklepu
M: jaki?
no i tak odpowiedz, akceptacja i znowu ... czasami są naprawdę śmieszne sytuacje, nieraz ktoś słyszy i włącz się w odpowiedzi :)))

ogólnie to coraz więcej mówi, powtarza.

ale dziś super sytuacja, mianowicie.
chodzimy do sklepu chemicznego, ale tam jest wszystko nawet zabawki, także Mateusz zawsze wybiera sobie jakieś autko i tak było tym razem. idziemy do drugiego sklepu tym razem spożywczaka, wszyscy nas znają, wchodzimy:
S: cześć Mati
M: cześć!
S: przyszedłeś dzisiaj z autkiem?
M: nie, z mamą :))
(S - sprzedawczyni)
LOL
cały sklep w śmiech.
niech żyje inteligencja!!

edit.
Syn wstał dziś o 6 nowego czasu eh eh a wczoraj z Naszymi sąsiadami posiedzieliśmy sobie do grubo po 24 także rano nie miałam mocy, włączyłam dziecku bajki, sama zawinęłam się w koc i tak jednym uchem słuchałam co się dzieje, a drugim w poduszkę i zamkniętymi oczami odpoczywałam :)) i leci taka bajka: jak jedzie ciuchcia i na stacjach zabiera zwierzęta do swojego pociągu, nagle słyszę Mateuszka

'bik*, nie dupą'
 bo ten bik chciał wejść do pociągu tyłem no rzecz jasna. a mój syn zareagował.
oczy zrobiłam jak 5zł, mówię kto go tego nauczył.

'ja sam mamo, sam'

zaczęłam się śmiać, poszłam do męża pytam czy to on jego nauczył, mówi, że nie.

miłej niedzieli!

poniedziałek, 14 października 2013

nowinki

dziś Dzień Nauczyciela i w szkole wolne, także 'na służbie' mamy chrześnicę męża - która normalnie chodzi do szkoły 8 lat ma w końcu :) no i mojego Syna nie ma hehe :)) bawią się w pokoju, Ona świetnie się nim zajmuje, dużo do niego mówi, opowiada, wymyśla zabawy, z byle jakiej zabawki potrafi urządzić fascynującą zabawę, właśnie z pokoju słyszę Sto Lat hmm ciekawe kto ma urodziny :))) Mateusz uwielbia swoją Nianię - bo tak ją nazwał, nie umie powiedzieć Oliwka, ani nawet Ola hehe Niania i już :)))

dziś mój Synalek kończy dwa i pół roku :)) Mądry mój Synek. co dzień mówi więcej, sam z siebie, ja go nie uczę. naprawdę mnie zaskakuje.

chodzimy z sąsiadką na fitness :) dwa razy w tygodniu. Chodakowską trochę odpuściłam eh ale znowu zacznę ćwiczyć. na pewno! 

no to już nie wiem co pisać, słyszę, że zupa mi bulgocze także lecę do kuchni:)

pa

sobota, 5 października 2013

sobotnio

siedzę samotnie w sobotę, bo mąż w pracy na 2 zmianie.
głowa mnie naiwania, wyczytałam przed chwileczką u Meg o martini ze spritem i tak naszła mnie ochotka, ale sprita brak ;( ale taki zestaw uwielbiam :))))))
a no i nie pisałam jakoś, że Matt chory... grrrrrr zapalenie krtani, ale bez gorączki tfu tfu także obeszło się bez antybiotyku, ale kaszle jakby pies szczekał :/ ale jestem z Niego taka dumna bo już nie płacze i nie urządza scen u lekarki :D sam trzyma koszulkę w górze, wchodzi bez płaczu, w poczekalni czeka ile trzeba nie marudzi, da się normalnie badać, uśmiecha się no i odpowiada lekarce :))) czyli kolejny dowód na to, że na każde dziecko przychodzi Ten czas....
no i druga rzecz z której jestem dumna to to, że naprawdę zaczyna mówić, gadać, paplać...


J: Mateusz, myszko choć dam coś.
M: mamooo ja nie, nie, ja Mati :))

J: Proszę Pana  zapraszam.
M: ja nie pan, ja Mati.

Mateuszek się bawi narzędziami.
wołam
J: Mateusz!!! szybko....
M: mamo ja nie Mati, ja Bob :))

budowniczy ma się rozumieć:)

J: Mati a jak się Twoja mama nazywa?
M: Kasia!!!

wiem, że to są błahostki może dla kogoś, ale dla mnie wielkie słowa, wielkie kroki do przodu. mój synek.


wtorek, 1 października 2013

ćwiczę! nie poddam się! :)

no to co 'cała Polska ćwiczy z Chodakowska' :))) no i ja też:)))
zaczęłam od książki "Zmień swoje życie z Ewą Chodakowską" ;)))
no i są tam jadłospis na 30 dni, codzienny trening, rzetelnie opisane ćwiczenia...
jestem na 5 dniu ... ufff
nie ukrywam jest ciężko....ja ktoś długo nie ćwiczył, nie miał wf'u, a gimnastyką jest tylko zginanie się przy dziecku czy sprzątnie, czy spacer, to jest w błędzie, że to wystarczy. ja np nie daje ćwiczyć tak jak tam jest napisane, nie robię tyle powtórzeń ile nakazane, po prostu opadam z sił. jestem na 5 dniu jak już mówiłam,ale po pierwszych trzech to nie wiedziałam gdzie nogi włożyć, nie mogłam chodzić, nóg od kolan w górę nie czułam, nadal odczuwam ból ale od kolan w dół...no proste: Zakwasy!!
ale nie poddaje się. ćwiczę! jem zdrowo! :)))
czas na zmiany!
robię to dla siebie. dawno tak źle się nie czułam w swoim własnym ciele.
także motywację mam.
a dodatkowo ta Ewa i różne metamorfozy kobiet na jej profilu na fb. 

polecam każdemu.

no ale chyba powinnam najpierw zacząć od kupienia wagi :))))

niedziela, 22 września 2013

kocham!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

mój Synek słyszy często słowo kocham, to odemnie to od męża czy babci, a ostatnio to ON postanowił, żebyśmy my usłyszeli na własne uszy od Niego, także jestem najszczęśliwsza na świecie, dziecko podeszło do mnie przytulił się i powiedział magiczne

KOCHAM

a brzmi tak 'kochiam'


:))))
cudownie.

poniedziałek, 16 września 2013

mini dialogi

mój Syna mnie zadziwia z dnia na dzień.
zacznę naprawdę spisywać co potrafi powiedzieć :))
fajne są też nasze mini dialogi ;)))

J - ja, M - Mati , S- moja siostra

J: Mati, Mateuszu szybko do mnie!
M: tak mamo, taaaak, juuuuż

 no i jest :))

S: Mati powiedz pies
M: hał hał
S: kot.
M: jał (hihi miał to znaczy)
S: krowa
M: muuuuu
S: Mati ale nie jak robią zwierzątka tylko powiedz jak się nazywają, to jeszcze raz. Szop.
M: Siop
S: Szerszeń (tu się zaczynamy obie śmiać)
M: SZEŃSZEŃ

to jak się postara to potrafi :)))) to był hicior wczorajszy ten szeńszeń :))

ogólnie to mi się wydaje, że już dużo mówi, bynajmniej z dnia na dzień stara się coś nowego wyłapać i sam z siebie nagle coś powie. ja go rozumiem zawsze, co chce i co do mnie mówi.

J: dziecko a jak Ty masz na imię, bo w przedszkolu dzieci się zapytają a Ty co.
M: no Ja mamo, Ja.
J: postaraj się no M-A-T-I
M: syjwa
J: sylwia?
M: tak mamo

Sylwia będzie miał na trzecie chyba :P

ostatnio usilnie mi tłumaczył siedząc w wannie co chce, i ciągle wołał am am, i mniam, ale na pytania czy jest głodny to nie i nie, mówię to idź i mi pokaż, wychodzi z wanny do salonu to nic, że mokry i boso i pełno małych stópek a na stole leżały jego warzywa plastikowe w koszyczku pokazuje zdenerwowany palcem na nie i mówi to. ja się uśmiałam, a Mati 'oj mamo no' powiem Wam, że słowa tego nie odnoszą jak on to potrafi powiedzieć z takim przejęciem.

także dialogi z synem to pełen czad :))

sobota, 14 września 2013

całkiem jesień

lało całą noc.
leje teraz jeszcze w dzień.
kałuże są już gigantycznych rozmiarów.
a ja nie mam kaloszy! a chciałabym iść z synem poskakać w wodzie.
na całe szczęście, Matiemu założe gumowce i jak cudem przestanie padać to wyjdziemy :))
porobiłam już jesiennie zakupy dla syna, zostały jeszcze buty i czapka.
:)
marzy mi się piękna ciepła złota jesień.
:)

czwartek, 12 września 2013

klops

dni lecą. szybko.
trochę się zadziało.
pamiętacie jak wychwalałam swojego szefa 'kolegę'? eh
skończyłam pracę.

tak po prostu nie przedłużył mi umowy.
także z dniem 9 września znowu zostałam osobą bezrobotną.
przepłakałam dwa dni.

ale co ma być to będzie...

poniedziałek, 2 września 2013

o przedszkolu

dziś wszędzie na tapecie szkoła i przedszkola :) ale się nie dziwię, czas leci. wakacje zleciały. koniec laby.

ku mojemu zdziwieniu zadzwoniła Pani przedszkolanka abym przyszła po dokumenty które są w szatni w szafce Mateuszka. no poleciałam jak na skrzydłach. a tam czekała umowa, oraz słodki identyfikator :)))
zielony. a na nim motylek a to znaczy, ze grupa to będzie Motylki, oraz niebieski uroczy konik - znaczek Syna.
mam (prawie) przedszkolaka.

:)))))))))

sobota, 31 sierpnia 2013

ehhhh

wiecie co? eh pod kocem leże... łamie mnie w kościach :( bolą mnie ręce, mam katar i ogólnie czuję się fatalnie. leżę i muszę słyszeć muzę którą sąsiad puszcza...jakaś masakra, nie może słuchać normalnie, tylko tak żeby wszyscy słyszeli i to taką techniawą zajeżdża, że Wam mówię...uwagi mu nie zwrócę bo to przecież dzień, a Mateusz śpi więc chętnie bym posłuchała, ale CISZY.
na poniedziałek mam zaplanowane jesienne zakupy dla Syna. bo już chłodne wieczory,  my za wiele nie mamy, nie mówiąc nic hihi, a Mati rośnie, oj rośnie :)))
no a to moje niedomaganie to właśnie przez Synalka, który w piątek obudził się z przeokropnym katarem!
także leczymy się oboje, tylko czekać, aż mąż do nas dołączy.

niech już nadejdzie ten wrzesień i w końcu będzie można coś oglądać :))

czwartek, 22 sierpnia 2013

P jak PRZEDSZKOLE

w Naszym miasteczku przedszkole na okres wakacji udostępnia plac zabaw dla wszystkich dzieci:) tak sobie chodzimy z Mateuszkiem, On się ładnie bawi. Przedszkole jakiś czas było zamknięte w tym okresie. Natomiast dziś tadam otwarte drzwi, leżaczki na zewnątrz, pomyte, suszą się, Panie się krzątają. No długo nie musiałam myśleć, pościągałam Nam buty i poszliśmy na obchód do przedszkola. Jaki Mateusz był szczęśliwy mówię Wam :) z bananem na ustach oglądał sale i było wielkie 'łaaaaaał' jakby dzieciak w domu zabawek nie miał haha, ale wiadomo tam inne, no i taka Pani nas zapytała co tam jak tam, to rozmawiamy i okazało się, że to właśnie będzie Wychowawczyni synka mojego. sala nr 2. ładna, pachnąca, świeża. Mateusz usiadł do zabawek, później poszedł z Panią z łazienki, umył rączki, Pani pokazała mu gdzie się siusia, szafeczki i naklejki, latał od sali do sali, cieszył się, uśmiech mu nie schodził z twarzy, bardzo się cieszyłam.
niestety nie ma u Nas dni otwartych. nie wiem jak Mati będzie się zachowywał wśród dzieci na dodatek bez nas. co dzień tłumaczę mu, że On będzie w przedszkolu się bawił z Panią i dziećmi, a ja i tatuś będziemy w pracy a jak zje obiadek z dziećmi to my przyjedziemy do Niego. to na razie jest pozytywne 'tak mamo' :))

a ostatnio nawet słodkie 'mamuś' :)

także troszkę kamień spadł mi z serca, oby do listopada bo od 4 Mati będzie przedszkolakiem :):)

środa, 21 sierpnia 2013

sala zabaw

jako że Mateusz ma iść od listopada do przedszkola to będziemy zaglądać do Kubusiowego Zakątka. a co to jest? zwyczajna sala zabaw dla dzieci. ale jest świetna. Pani która tam pracuje ma świetne podejście do dzieci, jak ja to mówię "rzuca" się z nimi na podłogę i bawi, wymyśla różne zabawy, pokazuje, chodzi krok w krok i pilnuje, pyta o siusiu, puszcza muzyczkę i tańczą, zachęca przede wszystkim. 
pojechaliśmy tam rano byliśmy pierwsi :) za chwilę przyszło dwoje dzieci. Mati na początku był wycofany, bawił się z boku. ale za chwilę Pani coś wymyśliła i zachęciła całą trójkę do zabawy. rodzice 'podrzucają' dzieci do tego zakątka po czym mówią, że wrócą za godzinkę czy dwie i idą. ja narazie Mateusza tak nie zostawię. bo mimo, że się bawił z dziećmi to co chwilę podbiegał sprawdzić czy jestem i siedzę. dlatego małymi kroczkami będziemy Mateuszka uczyć. 
Mati to bardzo żywe dziecko, skacze, biega jest szybki, gibki i sprytny dlatego nie trudny dla niego jest taki plac w sali zabaw, ślizgawki, kuleczki czy wspinaczka.

zostawiam Was z króciutką relacją foto:)




poniedziałek, 19 sierpnia 2013

syn niejadek

by niejadek zjadł obiadek? co robić? pooooomooooocyyyyyyyyyyyyyyyyy!
mój Mateusz to prawdziwy niejadek.
ma ponad 2 lata a je naprawdę mało:( i niewiele rzeczy.
je zupy ok, tam przemycam mu warzywa, bo jak widzi brokuła czy kalafiora jako różyczkę to mówi 'bleee' ziemniakami też gardzi.

ryż.kasza.makaron.sos.mielone.pomidorowa.jajka.parówki.serki.sucha bułka.chrupki.naleśniki.omlet.

dużo pije i to może też błąd bo zapycha sobie żołądek piciem. ma ewidentnie na coś ochotę bo klepie się po brzuszku i mówi 'am' 'mamuś am' to ja omlety, naleśniki. zje owszem, ale trzy kęsy:(

no i jeszcze kwestia niesamodzielnego jedzenia. trzeba go karmić. no za nic w świecie go nie mogę przekonać do samodzielnego jedzenia :(

Matt waży 14kg.

kupiłam apetizer. nie działa. no może trzeba czasu.

piątek, 9 sierpnia 2013

nasze wakacje z ...

...ze znajomymi. 
w styczniu tego roku stwierdzieliśmy, że może zaproponujemy naszym znajomym wspólne wakacje. widzieliśmy wtedy same plusy, mamy dzieci w tym samym wieku no z przewagą dla Mateusza bo 3 miesiące starszy, no i my jak dzieci pójdą spać będziemy mieli wieczory aby pogadać, lub grillować, piwkować. 
no to pojechaliśmy.
Boże.
to było coś strasznego. jak ludzie są inny jak jesteś z nimi kilka godzin dziennie a ciągle przez 24h. masakra.
ja miałam dość Ich dziecka. głośnego. wrzeszczącego. wybuchowego. zadziornego. 

w trakcje wakacji to myślała, że to może my jesteśmy nienormalni. że żyje i chowa się dzieci inaczej. bo ja klapsów nie uznaję, nie uderzyłam dziecka nigdy. a tamci swojemu dziecku nie przesadzam ale z 5 razy dziennie. 
jak pojechaliśmy razem to Oni myśleli, że wszędzie RAZEM będziemy chodzić...my tak sobie tego nie wyobrażaliśmy. chcieliśmy pobyć sami. mamy dzieci, ale mamy też inny tryb życia. Nasz Mati spał różnie, było upalnie, a on nie chciał przesiadywać na plaży. dzieci jak to dzieci wyrywały sobie zabawki....
albo jak jestem głodna to idę i jem, kupuję, robię czy coś. a nie patrze i czekam co oni będą robić. każdy ma swoje życie. jedziemy razem OK, jesteśmy razem na plaży czy jak dzieci śpią, ale nie ciągle.
wiecie co Oni nie mieli imion, Oni ciągle byli "dziubkiem' albo "kotkiem". ja rozumiem kochają się. są małżeństwem, mają syna. można i nawet trzeba okazywać sobie uczucia, ale to już było aż śmieszne...
to może i są głupie niuanse. i możecie się śmiać, że miałam dość, po takim czymś.
ja przede wszystkim patrzyłam na dobro własnego dziecka, które ewidentnie nie polubił Ich syna. ale z tego względu, że tamten nie mówi, tylko się drze, a jak się bawiL to odgłosy jakie On z siebie wydawał dla mnie były przerażające...
znajomi powiecie, powinniśmy znać i się dobrać.
naprawdę żałuję, że pojechaliśmy razem. 
Mati zachorował to raz, a dwa właśnie Oni.
stąd mówię, że wakacje były do d**y.
następnym razem naprawdę głęboko się zastanowię zanim z kimkolwiek pojedziemy na wakacje. bo już tyle razy byliśmy sami i było bosko. teraz podkusiło...
ech...

wtorek, 6 sierpnia 2013

uff jak gorąco!

tak dzisiaj stwierdziłam, że tą piękną pogodę zawdzięczamy paskudnie długiej zimie. no po prostu pogoda teraz i już od jakiegoś czasu jest wymarzona! 
:)))
w tym roku jak ktoś wyjechał nad morze czy w góry to pogodę miał i nadal ma.
choć nasze wakacje nie były zbyt udane, najważniejsze, że Mateusz wyzdrowiał i teraz wczasujemy się u moich rodziców hihi gdzie mają basen i właśnie tam się chłodzimy :)) 
Mati szaleje:) ja łapię promyki słońca! 
chłopaki karmią kaczki:)
Mati i zabawa w morzu:)
...i w piasku :)))
:)))
PS.
Aniu z bloga kobieta-ma-szpilkach, proszę o jeszcze jedno zaproszenie bo ostatnio jak chciałam zmienić i weszłam w zaproszenie od Ciebie to niby wygasło :/ mój email: 19kdw87@gmail.com
PS.2
wiecie co dziewczyny, mam jednego posta pod którym mam z 80 komentarzy od Anonimowych po angielsku, to chyba jacyś sponsorzy bo to np nike czy inne znane. wiecie o co chodzi? też miałyście taką sytuację?

sobota, 27 lipca 2013

streszczenie wakacji

19 lipca wyjechaliśmy nad morze. kierunek Dziwnów. udało się. pogoda w ten dzień fatalna. Mati nam się skąpał w morzu i uciekliśmy do pokoju.
20 lipca był upał. plażowaliśmy. spacerowaliśmy i jedliśmy lody...
21 lipca Mateusz gorączkuje 39,4 największa temperatura. Jak mu zbiję za kilka godzin znowu...
22 lipca zjawia się lekarz na wizycie "domowej". zapalenie gardła antybiotyk". uf nie ma gorączki. my szukamy cienia bo jest upał.
23 lipca zaczyna się ostry i okropny kaszel.
24 lipca bardzo gorąco, trochę plaży, trochę spacerów, Mati ewidentnie źle się czuje....
25 lipca idziemy tym razem do przychodni. jest inny lekarz i jest inna diagnoza angina opryszczkowa. zmiana antybiotyku. decyzja. wracamy do domu na 4 dni przed planowanym powrotem.
26 lipca już w domu. podróż nocą ma swoje plusy. nie ma ruchu i wraca się 4 godzinki, a dziecko w drodze śpi. o 16:00 wizyta już u "naszej" lekarki. potwierdziła anginę.

na dzień dzisiejszy Mati kaszle, nie ma gorączki, anginę mamy nadal.
urlop nieudany. szkoda dziecka. kurujemy się już domu.
pogoda nad morzem była rewelacyjna!!!!!!!!!!! ciągle upały i ciągle bezchmurne niebo.

:)

środa, 17 lipca 2013

trajlujemy:))

mój syn mnie zaskakuje co dzień:) zaczyna mówić po prostu.

Ja sobie głośno myślę:
K: Matuś co kupimy temu dziadkowi na urodziny hmmm?
M: (tak po kilku ładnych minutach) tolt!
K: tort?!
M: tak, tolt!

:)

byliśmy u babci i był również Olek i chcieli cukierka, ale babcia miała tylko jedną ich ulubiona krówkę i nie zastanawiając się długo przepołowiła na pół na co Mateusz
M: baba, ja pół nie, pół nie!
wszyscy zbaranieliśmy.

najlepsze jest jak Mateuszowi się coś tłumaczy a on:
M: ahaaaaa, mamo tak. ahaaaaaa

i to 'aha' jest boskie.
też stara się opowiadać z kim się bawił, co robił, pokazuje gdzie się uderzył itp. ja go doskonale rozumiem zawsze wiem o czym mówi, zawsze rozwijam jego myśli i tak sobie gadamy.

już nie mogę doczekać się pełnych dialogów!:)))

ps.
Malw jeśli czytasz zostaw swój adres bloga, plis!

wtorek, 16 lipca 2013

o jak ...

ostatnie noce w wykonaniu mojego Syna były przeokropne - żeby nie powiedzieć dużo gorzej. tak zwana masakra.
żalę się babci i mamie i w czasie rozmowy palnęłam 'kręci się tak jakby miał owsiki w dupie'
no i najstarsza z rodu zaczęła opowiadać co ona miała ze swoją córką jak ta była mała, jak walczyła z pasożytami, jak nie chciała jeść i właśnie nie spała, bo się wierciła, bo brzuch bolał. po pogadance o tym, że gołym okiem w kupie dziecka można znaleźć owsika wzięłam sobie do serca babcine słowa i Mateusz miał zrobiony przegląd kupy przez 3 dni...nawet fotografowałam kupę bo mi już w oczach z wrażenia się popier*****o. i Syna ma owsiki. uwierzycie? istna masakra. ja myślałam, że owsiki to w jakiś patologiach występują, tam gdzie brud, syf, kiła i mogiła. pojechaliśmy do lekarza. dostaliśmy kurację wszyscy w trójkę. leczymy się i dalej obserwujemy kupkę Mata. może w końcu nasze problemy ze snem, a raczej z jego brakiem pójdą w niepamięć...nie wiem skąd te owsiki. masakra. 
teraz słynne powiedzonko "myjcie rączki Kochani" u nas jest nadużywane. ale cóż. leczymy się.

piątek, 12 lipca 2013

lipiec

bosz.... to już połowa LIPCA?!
jutro idziemy na wesele do mojej przyjaciółki :))))) BOSKO!
15 lipca mąż ma urodziny, ale niestety 2 zmiany :((
19 lipca wyjeżdżamy nad MORZE :)))

:)))

piątek, 28 czerwca 2013

nocnik(owanie)

Mati ma 2 lata i prawie 3 miesiące, zakładałam, że przez wakacje nauczę Go siusiać samodzielnie, a bynajmniej aby wołał :) i udaje się!
ale od początku, ja mówiłam już po 2 urodzinach żeby Go uczyć bo On kumaty jest, także ja mu ściągałam pampersa, a z kolei mąż zakładał....bo wygodniej! albo słyszałam również 'niech się cieplej zrobi' no i się zrobiło dupa w pampersie to masakra, także zdecydowałam BASTA.
pewnego wieczoru wystawiłam na środek nocnik grający z naklejką kaczuszki, powiedziała, że owa chce pić i i i i ... syn zaczął siadać i sikać, a jaka radość była! cały rytuał: razem wchodzimy do łazienki, wylewami siuśki, Mati wodę spuszcza, ja myję nocnik i powiem Wam to działa, to NAPRAWDĘ DZIAŁA!
owszem w domu było OK, woła cały czas. gorzej na dworze, bo zapomina o bożym świecie, ale ja mu tyle gadam i przypominam, że też woła, ale nie wiem jak go wysadzać...na razie to szybko wybieramy drzewko i że tak powiem sikamy 'na dziewczynkę' bo jak inaczej?

to dopiero kolejny dzień z sukcesami siusiowymi:) ale jakie to wspaniałe uczucie gdy z małego dziecka, robi się naprawdę fajny chłopczyk :))))

poniedziałek, 24 czerwca 2013

bunt

w moje dziecko wlazł diabełek. istny szał. masakra. jakie dziecko ma humory i swoje chimery. czasami nerwy mi puszczają, aż zdarzy mi się wrzasnąć na Niego, po czym oczywiście serce mi pęka i w duchu myślę sobie 'ty głupia', ale innej metody nie mam, klapsów nie uznaję. czasem wyjdę i liczę do 10.
jest tak uparty, że to aż strach jak on sobie w przedszkolu poradzi. wszystko musi być jego, a coś nie po jego myśli i bek, wyje jak opętany, ale na mnie to już nie działa, bo płaczem nic nie zdziała, tłumaczymy mu miliony razy, czasem skutkuje, a czasem nie...
teraz jeszcze nauczył się mówić 'ja sam' przede wszystkim "SAM", afrykańskie upały, które gościły ostatnio spowodowały, że Młody nauczył się odpinać sandały i ściąga je teraz za każdym razem.
mam nadzieje, że bunt dwulatka szybko minie.

bo mam nadzieje, że to 'tylko' bunt....
?

poniedziałek, 17 czerwca 2013

a w czerwcu

mało mnie w sieci. wiem.
ja jestem. ale niewidoczna.
wolę Was czytać. uśmiechać się. i czytam. po cichutku.
straciłam wenę do pisania czegokolwiek.

już połowa czerwca za Nami. po urodzinach, ale przed 3 rocznicą ślubu.

kocham czerwiec.


piątek, 31 maja 2013

CH jak CHolerna CHoroba

jutro Dzień Dziecka, festyn z tej okazji dograny od miesiąca, uciecha jak ta lala, a tu dziś zonk. mój syn się pochorował. ja nie wiem. ma gorączkę 37,5 aktualnie, już mu dałam na noc syropy, chcę go odratować żeby się nie rozwinęło....On mało je, ale dziś nie zjadł nic... koszmar.
i tak się zastanawiam czy to wirus?
a może ostatni ząb?

że choroba zawsze na wieczór atakuje. a w dzień pełen werwy chłopak.


tfu, tfu tfu
oby to był ząb.

poniedziałek, 27 maja 2013

Dzień Mamy:)

wczoraj Dzień Mamy :)))
dostałam piękne tulipany oraz przywieszkę takie serduszko w środku z literką 'M'
M jak Mama, Miłość oraz Mateuszek :))
tak usłyszałam.

odwiedziliśmy też Nasze mamy :) z kwiatami i bombonierkami :)

:))

mieszka nam się super.
jak się śmieje, że jak na wczasach ;)))
ale o tym w innej notce.

sobota, 25 maja 2013

na swoim:))

siedzę we własnej kuchni. na pięknym czerwony hokerze. Mąż gapi się na mecz, oczywiście kibicuje na "naszych" w Borussi :) a Syn śpi we własnym pokoju:) we własnym nowym "dorosłym" łóżeczku.
jest pięknie.
w swoim m4.
w swoich czterech ścianach. w trzech pokojach.
:)
sami. w końcu.
sam na sam.
w końcu tak rodzinnie - trzyosobowo.
tak jak lubię.

jestem szczęśliwa!
ciekawe jak mnie jutro chłopcy zaskoczą:)

środa, 22 maja 2013

Chustka

przeczytałam prawie że jednym tchem.
przeczytałam.
przepłakałam.
wypłakałam.
chlipałam.

zaczęłam się zastanawiać nad życiem. mamy je jedno. a my narzekamy, marudzimy, a ktoś, gdzieś, blisko nas może dalej -  umiera.
umiera na
raka.
pozostawiając rodzinę, najbliższych, pozostawiając męża i syna.
niewyobrażalne.

w takich chwilach, naprawdę trzeba zastanowić się jak żyć?

mowa tu o książce pt. "Chustka" Joanny Sałyga

[*]

wtorek, 14 maja 2013

25 miesięczy Mateuszek

tak sobie patrzę na kalendarz, a dziś 14 maja, a to znaczy, że Synu ma 25 miesięcy <wow> duży - mały - chłopczyk.
serio. śmieszny jest. mądry. uparty.
wczoraj zaczął mówić Doda. serio. wiecie jak fajnie, wyraźnie. tak więc Jego babcia ma na imię Dorota - także została wczoraj Dodą - co Jej się średnio podoba, ale jak Matt mówi "baba Doda" to jest śmiech.
baaardzo dużo czasu spędzamy na dworze, Mateuszek opalony :) bawimy się, spacerujemy, gramy w piłę, chodzimy na boisko do dzieci na plac zabaw.
Mati już wie do czego służy nocnik, wysiedzi dłużej niż 30 sekund haha. w domu mniej więcej woła, radoche miał jak wysikał się do nocnika i mu zagrał, później chciał ciągle siedzieć, nawet raz wybraliśmy się na dwór (nie koło domu) ale naprawdę w dali spacer bez pampersa tzn. pampers był ale w torebce. Mati nie zawołał przez 3 godziny ani się nie wysikał. ale wtedy się zamartwiłam, że nie sika bo nie czuje pampersa i wstrzymuje...ale zaszliśmy do domu, a on tam czuje się najlepiej, na dworze koło domu zapomina o Bożym świecie i nie zawołał, tzn. zawołał jak spodnie były caaałe mokre. no. ale uczymy się.
Mati idealnie mówi "chrum chrum" zawsze dwa razy, ale każda literka w tym wyrazie jest taka wyraźna. bystrzak. sąsiad ma świnki, więc czasem tam zachodzimy je oglądać. tryliard razy mówiłam 'chrum' i widocznie podłapał.
jak mąż go usypia, to później w elektronicznej niani słyszę
"tato. tato. tatooooo" - Mateo woła.
ja wchodzę. Mati już siedzi w łóżku.
"o mama. ćeś" :)
słodko. najsłodszo.
jak go usypiam to mu śpiewam, a on ostatnio mi wturuje typu "mamo, mamo, tato, dziadzia, baba, babo i ja ja ja" normalnie śmiać mi się chcę, bo to śpiewanie jest takie melodyjne :))))

w ogóle jest dużo takich sytuacji o których jak człowiek sobie pomyśli to gęba się cieszy.
ale wiadomo, dla każdego rodzica jego dziecko jest idealne.


sobota, 4 maja 2013

maj

jest maj i zamiast majówki jest harówka.
sprzątanie, malowanie, dokańczanie prac w mieszkaniu. mąż zaiwania na całego.
dziś ma swoje Święto i pojechał na karczmę.
dziś też pierwszy raz w majowe dni wyszło u nas słońce, bo ostatnio padało 24h/dobę.
poza tym Mateuszek jest po bilansie - oczywiście, że się darł, ale bilans musiał mieć zaliczony. drobny ten mój kurczaczek 12,300 :) 88cm :)
no i ma katar, ratuję go jak mogę aby znowu na gardło i krtań nie poszło eh.
trochę naszej wiosny dla Was:
czereśnie pięknie zakwitnięte! mamy ich aż trzy, wielkie, jest pięknie, biało :))) i zielono.

ślimak. ostatnio ulubione zwierzątko Mateuszka:)

kffiatki :)



Pozdrawiam, pa!

wtorek, 30 kwietnia 2013

pierwszy mandat, pierwsze punkty :)

no kiedyś musiało się to stać!
po 6 latach dziś się właśnie stało.
a było to tak:

siedziałam już w aucie, zapinałam pasy i jadę, ale wpadłam na pomysł, że do sklepu by się przydało jechać bo z głodu bym nie chciała umrzeć...także jadę w stronę rynku, cholera nie ma gdzie zaparkować - tak sobie pomyślałam, a tutaj na chwilkę stanę, nikomu nie zawadzę, a ja tylko wpadnę po ukochane Belvita - w sklepie dosłownie byłam 3 minuty :) wyskakuje, szukam w torebce kluczyków, śpieszę się bo na 10 miałam być w pracy, a tu miła Pani Policjant pyta czy to mój samochód. no mój - mówię. a widzi Pani ten znak. o shit. myślę, a mówię no widzę. dokumenty, i podstawowe wyposażenie samochodu. Boże ręce mi się trzęsą, myślę gdzie ta cholerna gaśnica, a gdzie trójkąt! shit. ale wszystko znalazłam. ja do portfela, a tam dokumentów nie ma. zonk. zabiję męża. wczoraj jechał autem wziął dokumenty ale już nie raczył ich oddać do mojego portfela - są zawsze u mnie bo ja codziennie jeżdzę. to ja zostałam koło swojego auta, Policjantka do swojego pomknęła mnie wg prawa jazdy prześwietlać haha a ja dzwonię do taty "tatooooo w darka portfelu są dokumenty SZYBKO mi przywieź bo mnie Policja złapałaaaaaaaa", "tatooooo na środku rynku"!!!!!!
przyjechał. szybko.
miałam dostać 100zł za niedostosowanie się do znaku, oraz 100 zł za brak dokumentów, ale że tata dowiózł to 100zł odpuścili....myślę sobie - pięknie, z dzisiejszej wypłaty 200zł pójdzie się.... no ale na szczęście stówka. no był też Pan Policjant - bardzo miły, bardzo przystojny :)) mówi do mnie, że lepiej żebym kogoś zablokowała niż stawała na niedozwolonym miejscu, a ja myślałam wręcz odwrotnie, kogoś zablokuję, ktoś mnie zrypie po co mi to? haha. stało się. po 6 latach z prawem jazdy. dziś pierwszy raz mnie złapali, skontrolowali, dali mandat i 2 punkty!
dobrze, że na środku rynku nie musiałam dmuchać w balonik....

sobota, 27 kwietnia 2013

o śpiewaniu :)))

tak sobie oglądam, a to xfactor, a w przerwach cykam na dwójkę bo tam the voice of poland - aj sorry na dwunastkę bo teraz na jedynce, dwójce i trójce panują TVN-y, ciężko się przyzwyczaić co na którym, w między czasie czekam na męża bo akurat dziś pracuje, a to druga zmiana eh eh cały tydzień się mijamy i po prostu tęsknie, bo rozmowy przez telefon to nic, zajadam ciasto ucierane z owocami, które sama zrobiłam :) popijam spritem :) dziecko śpi, ale w niani słyszę, że się wierci - pewnie znowu niezaciekawa noc będzie...i tak sobie też o mieszkaniu myślę o tym i o tamtym - no ale jak oglądam te programy,
to
naprawdę
żałuję, że
nie umiem
śpiewać!

nawet tak dla siebie. a szkoda.

środa, 24 kwietnia 2013

przedszkolak :)))

mieliśmy czekać do maja, co nie?
już nawet o tym zapomniała.
ale przechadzamy się dziś koło przedszkola a tam listy dzieciaków przyjętych do przedszkola wiszą.
jak podbiegłam do drzwi i miska mi się ucieszyła:)
przyjęli Mateuszka do grupy 2,5 - 3 latków :))) od listopada :)))
także jupi!
mamy teraz 7 miesięcy na:
- samodzielne załatwianie spraw fizjologicznych....
- samodzielne jedzenie,
- oswajania z dziećmi w swoim wieku ... (ale o tym problemie w osobnej notce) w między czasie my będziemy:
- się przeprowadzać....
czuję, że to będzie koszmar.

Mateusz w ogóle nie rozumie, że będziemy mieli mieszkanie, co dzień tam chodzimy, tłumaczę, robię mu pokój, np. ma naklejki na ścianach, swoje zabawki mu już wynoszę, a on tam wytrzymuje 10minut to max.

także, czeka nas przeprawa i skok w życiu Mateuszka.

dziś to cieszymy się przedszkolem :) więc problemy na bok.

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

wiosennie:)))))

wiecie gdzie spędzamy caaaałe dnie?
co?
chyba nie trudno się domyśleć, że na dworze:))
Mateusz otwiera oczy i słyszę "ćeś mamo, sieg" :)) bosko!
także ja do pracy, a moi chłopcy po śniadaniu na dwór.
mama z pracy wraca, Mati wstaje z drzemki jemy obiad i lecimy na dwór! :))

pięknie jest. pięknie :)))
oczywiście...woda, zawsze i wszędzie!
królestwo!:)
ślimak, ślimak pokaż rogi :))

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

(po)Urodzinowo :))

no to mój syn ma 2 latka :))))

wow - ja naprawdę jestem w szoku, ciągłe gadanie, że czas szybko leci bla bla to fakt leci.

Urodzinki super. goście wszyscy dopisali. dostał Mati i zabawki i pieniążki, za które zakupimy mu łóżko do nowego pokoju i komodę trofast, o której ja po cichu marzę.

to cudowne dwa lata razem :)))
kocham.
jak to mój syn zobaczył to oszalał i mówi na traktorka "tom" ;))
Maniek i Mateusz
tort :) Strażak Sam:)



piątek, 12 kwietnia 2013

newsy

w poniedziałek byliśmy u Lekarz jak dotąd Mateusz płakał tylko w gabinecie, a dziś płacze na sam widok budynku przychodni, jak i poczekalni gdzie głośno wygłasza swoją dezaprobatę. Płacze i krzyczy "mamooo, ała nieeeee" no i na nic tłumaczenia. po chorobie, antybiotykach a przede wszystkim zastrzykach dziecko straciło poczucie bezpieczeństwa, na zastrzyki przychodziła Pani do domu, także teraz każde wejście do pokoju w którym dochodziło do ukłucia w d*pkę, Mati wturuje "mamo, ale ała nie nie nie" :)))

ale najważniejsze, że Młody ma się dobrze. spacerujemy już od kilku dni. wczoraj nawet od 18 do 19:40 było ciepło. muszę Wam powiedzieć, że jestem dumna z syna bo spacerujemy bez wózka :) i to pokonujemy dłuuuugie trasy. Mati idzie ładnie, albo za rękę, albo za mną, naśladuje mnie np. układa tak samo ręce jak ja, coś mu opowiadam, wołamy psa, co w Matta wykonaniu to "hał, hał" albo kotka "miaaaaał" ;))) jakiś pies się zawsze odezwie. jak Młody chce na ręce to go zagaduje, albo staram się zainteresować zabawą w zbieranie kamyków :)) no i idzie, i później ma jeszcze siłę na zabawę przed domem, a konkretnie: przelewanie, wylewanie, dolewanie, sypanie, przesypywanie, wysypywanie, taplacie i brudzenie się :)))
cieszę się, że już jest cieplej i chodzimy na dwór, na plac zabaw, do dzieci i robimy "zium" czyli zjeżdżamy na ślizgawce.

mój mały chłopczyk za 2 dni będzie miał 2 urodziny :D (oczywiście będzie fotorelacja)

także
tymczasem!
:)

niedziela, 7 kwietnia 2013

chorujemy

Mateusz nadal chory.
w zeszłą niedzielę byliśmy u lekarza, do środy zero poprawy...więc we środę pojechaliśmy znowu no i zastrzyki...

olaboga

dziś był ostatni. jutro jedziemy znowu. Mateusz jest cały pozatykany, katar leci, słychać, że coś jeszcze jest...katar mija, już prawie nie ma. ale co zaleci jutro? sama nie wiem. szkoda mi dziecka. On w tym wszystkim jest niegrzeczny - ale pewnie dlatego, że się męczy, boli go dupka, schudła mi dziecinka :((

podawałyście dzieciom swoim jakieś syropki na apetyt? działają?

a za tydzień 2 urodzinki Matiego :)))
chciałabym w końcu wyjść na spacer, poszaleć na dworze, iść do ludzi, dzieci....

czeka nas też bilans 2latka...ale nie wiem czy on ma sens, bo Mati na widok Pani doktor tak wyje, że ona dojść do niego nie może.

Boże spraw żeby już mój Syn wyzdrowiał.

niedziela, 31 marca 2013

kicha

widocznie mój syn nie lubi świąt.
widocznie też nie lubi rodzinnej atmosfery.

bo dzień przed Wigilią wyszliśmy ze szpitala, a w 1wszy dzień Świąt byliśmy na pomocy doraźnej bo zapalenie krtani w nocy zaatakowało.

a dziś? dziś Święto Wielkiej Nocy. a My? my po śniadaniu (pełnym nerwów) pojechaliśmy znowu na pomoc doraźną bo syna znowu złapała krtań w nocy, charczał, dusił się, nie spaliśmy całą noc.
no i zastrzyk. antybiotyk. płacz. krzyk. gorączka. nerwy. brak cierpliwości...

biedny syn bo chory. nie wiem skąd. niby pieprzony wirus. przez tą popierdoloną pogodę to wszystko. te choroby, te wirusy i bakterie i taki humor. 

a dobił mnie jeszcze widok padającego śniegu bez przerwy od godziny 15 i znowu jest biało. a mamy kwiecień :|

kicha.

piątek, 22 marca 2013

zapisany do przedszkola :))

zapisałam dziś swojego brzdąca do przedszkola! a co :)))) 

powiem Wam tak - My rodzice bardzo chcemy żeby Syn poszedł do przedszkola, żeby lgnął do dzieci - bo w tej chwili to dzieci sobie wybiera, mam koleżankę która ma syna w podobnym wieku (3m młodszy) i jak Mati go widzi to płacze, ucieka i się chowa...nie wiem czemu, tamten nic mu nie zrobił. ostatnio na spacerze to musiałyśmy iść gęsiego :/ bo mój syn jak wózki jechały obok siebie to myślałam, że będzie zanosił się z płaczu, nie akceptuje go. a inne dzieci są ok. bawi się może nie z nimi ale obok, nie płacze. na jakichkolwiek salach zabaw też jest ok. 
przedszkole to dobra sprawa :) Mateusz za 3 tygodnie będzie miał 2 latka, a w październiku 2,5 także jak go przyjmą to właśnie od października. bo to będzie grupa 2,5 i 3 latki. warunek jest taki, muszę go nauczyć sikać do nocnika, przede wszystkim tego żeby wołał, oraz samodzielnego jedzenia. ale damy radę, mamy całe 6 miesięcy:) tzn. to czy zostanie przyjęty i od kiedy będzie wiadomo po 15kwietnia :))))
wiem też, że przedszkole to i choroby...ale lepiej o tym nie myślę. a właśnie teraz w przedszkolu panuje szkarlatyna....
moja mama uważa, że to zły pomysł posyłania go do przedszkola w takim wieku, twierdzi, że jest za mały...ale skoro otwierają taką grupę to da radę. ja widzę same plusy. chcę też w końcu pracować na cały etat. będziemy już mieszkać sami, trzeba płacić rachunki, zbierać na roczne opłacenie mieszkania itp.

ja żyję tak od celu do celu. także najbliższy to właśnie ok. 15 kwietnia i decyzja o przedszkolu :) a później to tylko mieszkanie.
Wy jesteście zadowolone z przedszkola?

czwartek, 21 marca 2013

HICIORRRRR !!!!!!!!!!

wczoraj w pewnej castoramie (no niech już będzie na Dolnym Śląsku) podeszłam do Pani aby wziąć fakturę, a że jeszcze w tej nie braliśmy podaję Szanownej Pani dane, a Ona z grubej rury do mnie:

P: a 'ż' czy 'rz' piszę się Katarzyna...?
Ja: (zamurowało mnie, rzuciłam szybko) 'rz' ... aby po chwili zacząć się śmiać pod nosem...
P: oj oj coś się zamyśliłam.... (kobieta zaczęła się czerwienić i tłumaczyć)

to mój hicior miesiąca marca:)))

nie piszę regularnie iż jestem pochłonięta mieszkaniem, sprzątam, doglądam, mamy panele już, właśnie teraz Panowie montują drzwi, a w sobotę będzie kuchnia!! :))) 

a dziś zabrakło mi mleka i szybko poleciałam z Młodym do sklepu, a tam nieopodal pochód dzieci z okazji 1dnia wiosny :) dzieci szły z balonami, grzechotkami, Marzannami, było głośno i fajnie. Mateuszek uradowany na maxa. poszliśmy za obchodem - Mati w wózku, mój leniuszek nie chciał iść trzymając się węża jakiego mają najmłodsze dzieci w przedszkolu, ale obok chętnie jechał.

miłego dnia Wiosny :)

środa, 13 marca 2013

sieg czyt. śnieg!

shit.
otwieram żaluzje, a tam:
nie mało, co?

 Syn dopadł auto podwórkowe raczje nadające się na wiosnę, ale nie ma mocnych, musiał pojeździć, także wzięłam się za łopatę i odśnieżałam, swoją drogą dobry to fitness :D chodniki, podjazd do garażu uff...
taaaakie zaspy:)

:))) 

może skandujmy razem: CHCEMY WIOSNY!!

sobota, 9 marca 2013

wypunktowani

1. jestem. żyję. mam się dobrze.
2. nie mam na nic czasu....
3. oprócz pracy, dziecka, sprzątania mieszkania - bo Pan który fuguje kafle nie patrzy i po całości jedzie i muszę później szorować eh...
4. mieszkanie nas wykończy! psychicznie wykończy.
5. bo z mężem się nie dogadujemy, tylko kłócimy.
6. a związane jest to z tym, że nie mamy dla siebie czasu...
7. mój syn jest kochany a zarazem łobuz! masakra.
8. bunt dwulatka?
9. mam go czasami dość i na chwilę muszę zamknąć się w pokoju i poleżeć - sama.
10. czasem nawet popłakać.
11. wracając do Syna. on jest niesamowity. mądry. wiecie jak on daje buziak?
12. nie wiecie ? :) to Wam powiem :)
13. łapie za buzię, i cmok w prawy policzek, cmok w lewy policzek i cmok w usta. tadam! i każdemu. bez wyjątku.
14. nikt go tego nie uczył.
15. bynajmniej nikt się nie chce przyznać heh.
16. ale...byliśmy na urodzinach kuzynki i młody musiał podpatrzeć i się nauczył.
17. dziś idziemy na imieniny także znowu okazja do wycałowania.
18. ostatnie słońce pozwoliło mi pozytywnie myśleć :)))))
19. a z kolei znowu zima i mróz od piątku beee :(
20. a dziś? dziś to nie mam humoru. słabo spałam, bo Mateusz płakał. kręcił się i w ogóle coś strasznego. także wiecie ma prawie 2 lata a dalej nie śpi w nocy. no śpi, ale słabo i mało.

dobra to już nie marudzę. tak chciałam dać znać. że jestem. czytam.
i
pozdrawiam! :)

środa, 27 lutego 2013

newsy

tak siedzę w pracy i weny mi brak do dalszej...a trzeba wytrzaskać potężny protokół z pomiarów...
ale tak jakoś siedzę i noga mnie rwie jak nic, pod kolanem dokładnie, dziwne.
mama moja ma anginę eh.
wczoraj Mateusz kaszlał na wieczór i już się bałam, ale noc spokojna, i od dzisiejszego poranka też nic.
pogoda pod psem. wilgotno w powietrzu. tak hmm Angielsko. jednym słowem nieprzyjemnie.

kiedyś któraś z Was napisała na swoim blogu o neo24.pl. no i weszłam. no i zrobiłam zakupy.
pralkę, kuchenkę z płytą do zabudowy, lodówkę, zmywarkę, okap ... :)) wszystko za 4100zł przesyłka gratis - czyli zaoszczędziłam ok. 1500zł jeśli te same rzeczy kupiłabym w innym sklepie na lifie.

babcia moja ukochana nas wspomogła:) dzięki Bogu.

nie mamy nic. dosłownie. nawet garnków. sztućców. wszystko muszę kupić. także wizja naszej przeprowadzki z maja przenosi się na lipiec. o zgrozo. czy w życiu wszystko musi rozbijać się o pieniądze?

piątek, 22 lutego 2013

szczególna data....

wczoraj Syn obudził się rozpalony jak ogień...bez żadnych innych objawów, cały dzień był pod moją obserwacją, nie miał apetytu, sam był bardzo spokojny ale i nerwowy, wieczorkiem zajrzałam mu do paszczy i ku mojemu zdziwieniu ujrzałam wszystkie ząbki !!!! na dodatek jedna piątka była świeżutka :) więc myślę, że tak apetyt a raczej jego brak i poranna gorączka i dość nieznośna noc to efekt ostatniej przebijającej się piąteczki :)))
także mamy 22 miesiące i wszystkie mleczaki :)))
no i może nasze wszystkie problemy ze snem się w końcu skończą?

patrząc na tytuł postu...dlaczego dzisiejsza data jest szczególna...
...bo właśnie dziś jest 5 rocznica śmierci mojego najbliższego kuzyna. dokładnie 5 lat temu też był piątek. ciężki dziś dzień. mój kuzyn gdy zginął miał 25 lat. miał pracę. dziewczynę, z którą to właśnie jechał tego felernego dnia na koncert do Pragi. daleko nie zajechali, bo rozbili się ok. 20km od domu. prawdopodobnie nadmierna prędkość. choć świadkowie twierdzą, że awaria samochodu, bo widać było, że T. nie może nic z autem  zrobić. uderzyli w jedyne drzewo, które tam stało. śmierć na miejscu. dziewczyna cała, zdrowa, a przede wszystkim żyje.

mój kontakt z kuzynem był normalny, za dzieciaka jeździła do jego rodzinnego domu (mieszkali na wiosce) zawsze się mną i jego młodszym bratem zajmował, chodziliśmy na truskawki, graliśmy w piłkę, a najlepiej szło nam granie w eurobiznes. czasami i też się pobiliśmy - jak to dzieci. mam pełno zdjęć. pełno wspomnień. 5 lat temu w ten dzień byłam w pracy - pracowałam wtedy w restauracji. dacie wiarę - nikt mnie o Jego śmierci nie poinformował, nic nie wiedziałam...ani rodzice, ani dziadkowie, ani wtedy narzeczony, do dziś tłumaczą, że jak ja bym wtedy pracowała? że po co? człowiek chyba nie wie co mówi w szoku. powiedziała mi babcia u której wtedy spałam. o godzinie po 24. masakrycznie się wtedy czułam.

wiecie, jak idę do cioci, a tam jest dużo zdjęć T. w ramkach - no praktycznie w każdym pokoju, i tak popatrzę, to później w nocy mi się zawsze przyśni...ale raz żywy i normalnie z nim rozmawiam, a innym razem widzę go w trumnie, widzę pogrzeb i budzę się z ciarkami na plecach. była to śmierć nagła, niespodziewana, straszny ból dla nas, ale największy dla Jego rodziców bo stracić dziecko to największa kara. w ogóle na śmierć nie można się przygotować, nikt nie chce tracić swoich najbliższych, a w szczególności dzieci. nie taka kolej rzeczy. ale widocznie tak miało być. taki element naszego życia.


dziś msza za Jego duszę.dzień refleksji.

poniedziałek, 18 lutego 2013

rozmowy

ile mówicie do swoich dzieci?

bo ja ciągle. w domu, przy zabawie, na dworze, w aucie,  no cały czas.
zabieram Mateusza do sklepu, są fajne małe koszyki na zakupy, zawsze syn każe ściągnąć sobie czapkę, sam wozi koszyk, a ja mu dorzucam zakupy, czasem i jemu coś się uda wrzucić. no ale nasze zakupy wyglądają mniej więcej tak:
"Mateuszku co ta mama miała jeszcze kupić"
wiadomo Mati mi nie odpowie, no czasem 'ciu ciu' czy 'am am'.
ale zazwyczaj nic, więc ja dalej ciągnę...
"też nie pamiętasz?, to choć teraz tutaj z koszykiem pojedziemy i zobaczymy"
Mati ochoczo "takkkk" - nauczył się mówić 'k' i już nie ma 'ta' tylko zaakcentowane 'taK'  :)
"to może chcesz soczek z dziubkiem?" ; "to dawaj teraz po jabłuszka", "baterie do twoich zabawek miałam wziąć", "czy chcesz te biszkopty", "a może chrupki", "no przypomniało mi się mleko dla ciebie"... itd.

czyli pytania, na które syn mi nie odpowiada, a ja z nim 'rozmawiam' i tu jest problem tzn. ja go nie mam, ale widzę jak ludzie reagują na to gadanie. patrzą na mnie jak na wariatkę, patrzą i chyba myślą, że ja mówię do siebie, oglądają się do kogo ja gadam, jedni się uśmiechają, a inny mają miny jakby widzieli ufo.

ja nie uczę mówić syna typu "powiedz cio-cia", po prostu mówimy do niego, oglądamy bajeczki, pokazujemy co tam jest, nazywamy przedmioty, zwierzęta, rzeczy, kolory itp.

ludzie są dziwni.

piątek, 15 lutego 2013

troszkę o Mateuszku!

mój synek z dniem wczorajszym Walentynkowym skończył 22 miesiące :)) aż się nie chce wierzyć, że za dwa miesiące będzie miał 2 lata <wow> :))))
mądry jest mój chłopczyk. gada więcej. co dzień zaskakuje.
prze ferie moja siostra się nim zajmowała jak my pracowaliśmy i nauczył się przy niej i na nią mówić Gaga :) i teraz tak zostało.
nauczyła Go również takiego dialogu:
M: Gaga!!!
G: co????
M: jajooo!

[M]Matt, G[siostra]. mówiła, że wystarczyło powtórzyć dwa razy.

umie składać zdania z maksymalnie 3 wyrazów. najsłodsze jest jak mówi "mama, tato i jaaa" :) czy jak widzi zdjęcia nasze, czy jak widzi nas razem - a to ostatnio rzadko się zdarza eh :(

mój tato z kolei nauczył syna, że jak moja mama wraca z papieroska (zawsze wychodzi na dwór) to Matt już na Nią czeka (bo zawsze mama jak pali, a Mati jest w domu, to z dworu zagląda prze kuchenne okno)
no i czeka, ona wraca a Mateusz "baba niu niu niu" i oczywiście gest paluszkiem.

Mateusz już przyzwyczaił się do swojego kuzyna Olka i nie ma awantur, ale ma zabawki którymi po prostu się nie dzieli, ale sam też w danym momencie nie chce się bawić, to chowam bo jest ryk. no, ale nie o tym są w domu miejsca takie, do których Mateusz wie, że nie może podejść, a tym bardziej grzebać np. kontakty czy dekoder. no i kiedyś Olek podszedł do dekodera, podbiega Mati i z przejęciem "nie, nie, niu niu, sioo" wszystko jasne:) Olek też zrozumiał.

a ostatnio hitem jest słowo "śnieg", które w wykonaniu Mateusza brzmi "sieg". zagląda przez firankę i woła "sieg, sieg, papa" i lipa, trzeba iść. moi chłopcy ulepili taaaakiego bałwana. uwielbiam go. patrze na niego i się uśmiecham. Mąż budował, a Mati się cieszył. niestety ustawili owego bałwana centralnie przed oknem kuchennym i teraz Mateusz go zauważa i chce iść na dwór.
   
uroczy, prawda?:))))
fajowy jest.
śniegu dużo napadało. tu tak nie wygląda. ale mój syn uwielbia robić ślady:)
Mati i Mama

wiele jest takich anegdot o moim synku. pamięć ma niesamowitą. apetyt ma teraz słabszy. uwielbia spacery i kąpiele wieczorne w bąbelkach. a jaki ma słuch - masakra, trzeba uważać o czym się opowiada, ostatnio mówiłam mężowi (bo spotkałam koleżankę, której synek nie chce na nocnik nic za nic) no i mówię o nocniku, i ma problem itp. syn wstał, popatrzył "siii nie, eee nie" no i wszystko w temacie, podsłuchiwał :P
 Mati to już wiosnę czuje. co jesteśmy na dworze wyciąga z komórki zabawki typu ślizgawka, auta duże, foremki i wiaderka eh

ja już też czuję wiosnę.
a Wy?:)))

no powiedzcie, że chociaż troszkę:)


niedziela, 10 lutego 2013

wieści:)

jestem pochłonięta bez reszty w zakupy do Naszego gniazdka. castorame i obi już znam prawie jak własną kieszeń hihi no i inne z wyposażeniem wnętrz i budowlane...  i albo w pracy albo na zakupach jestem, no i taki sposobem mój syn ucierpiał bo nie chce mnie wypuścić z domu, trzyma mi się nóg, płacze, woła 'mamo' - po prostu tęskni. i moje myśli krążą w okół tego co kupić, gdzie i ile kasy jeszcze trzeba i w związku z tym zapomniałam zamknąć biuro :((( ja nie wiem co mi się stało...nigdy mi się to nie zdarza, wyszłam, zamknęłam kratę, zamknęłam drzwi, otworzyłam bramę i pojechała, a szef po godzinie dzwoni i mówi " no Kasia drzwi nie zamknęłaś na klucz....nie ma dwóch komputerów i kasy fiskalnej...."

shit.

uwierzyłam.
a to był żart.

ale powiem Wam, że do dziś nie wiem jak to się stało no i nie mam na tą gafę wytłumaczenia.

jutro wchodzi kafelkarz. kuchnię mamy zamówioną - nie pytajcie o cenę. ale uważam, że zrobię raz na długie, długie lata.

także Wasze blogi czytam, ale nie komentuję. w pracy przez 2 dni nie miałam połączenia ze światem ani internetu ani telefonu.

obiecuję się poprawić.

środa, 30 stycznia 2013

o remoncie

okazuje się, że wybór kafelek nie jest wcale taki prosty. mówię Wam ile się nerwów napsułam. nie mamy czasu jeździć po sklepach, oboje pracujemy. byliśmy w ndz tylko w hipermarketach...a to nie powiedziane, że tam jest najtaniej...w sumie tylko na cenę nie patrze, ale też nic mnie tak nie urzekło żebym powiedziała ' muszę to mieć' kafelki robi się na lata, także nie wyobrażam sobie kupić pierwszych lepszych bo trzeba zrobić. także dogadałam się z mężem na piątek na jazdę po sklepach. wszędzie oferują, że jak się kupi w danym sklepie kafelki to zrobią projekt - co mnie ucieszyło. swoje wizje mam, ale lepiej jak zrobi to ktoś z doświadczeniem :).
wybór kogoś kto te kafelki później zamontuje to dopiero ostra jazda, bo ten bierze tyle, a ten to każde pomieszczenie po kolei wycenił, a tamten to wymyśla. mój mąż sam nie umie kłaść kafelek - nie oszukujmy się wcale łatwe zadanie to nie jest. fakt można by zaoszczędzić na robocie około nawet do 5 000 zł ... ale nie czas teraz na naukę. faworyta mamy. kwestia dogadania.

nie mam pomysłu na ściany w przed pokoju. co u Was w domach jest, co polecacie?
na początku chciałam kamyczek, ale zrezygnowałam bo mamy na całej klatce schodowej i tak w mieszkaniu jeszcze...

ja myślałam, że po robocie całej instalacji już tylko będzie z górki. a wcale nie. na dodatek w większości spraw nie dogaduje się z mężem...