piątek, 30 grudnia 2011

podsumowanie

to przyszedł czas na podsumowanie roku 2011. był to niewątpliwie jeden z najlepszych w moim życiu, z którego jestem dumna, ba bardzo dumna. mianowicie w kwietniu pojawił się na świecie Syn - cząstka mnie, moje największe szczęście, będąc w ciąży zaliczyłam sesje zimową, później gdy Matt był na świecie zaliczyłam sesję letnią, a drugim z największych wydarzeń tego roku była obrona pracy magisterskiej ach. teraz mój czas i moje życie to Syn. rok 2012 nie umiem powiedzieć jaki będzie, nie chcę też nic planować, bo to właśnie On będzie wyznaczał nasze życie. czy mam postanowienia hmm no chciałabym zrzucić parę kilo, chciałabym pozwiedzać zakątki naszego województwa (jak syn w końcu przekona się do jazdy samochodem), a przede wszystkim chciałabym aby zdrowie nas nie opuszczało, bo to jednak najważniejsze, cieszmy się każdym dniem, nie warto się boczyć, życie jest tylko jedno, spełnienia marzeń! 
SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU

wtorek, 27 grudnia 2011

no i poŚwiątecznie

pierwsze wspólne święta już za nami, ale zleciało. Wigilia z moją rodziną, w tym roku 13 osób, a w centrum zainteresowania i uwagi był Mateusz i Olek :) oczywiście to Oni zgarnęli najwięcej prezentów co = mnóstwo zabawek, prababcia rozpieszcza swoich maluchów. ale Mateuszek był grzeczny, siedział z nami przy stole w swoim krzesełku. Olek spał. w pierwszy dzień Świat byliśmy w domu tym razem 18 osób, Mateuszek bał się moich ciotek (sióstr mamy) bo ich nie zna, widział może 2 raz w życiu i miał obawy aby do nich iść - niestety reagował płaczem, po czasie się przyzwyczaił można było do niego pogugać, ale na ręce nie chciał się wziąć. drugi dzień pojechaliśmy do babci męża a prababci Mateuszka, i tu mamy problem, wsadziliśmy już młodego w fotelik siedzący 9-36 kg Recaro Sport Young, nie powiem wykosztowaliśmy się na niego, bo bezpieczeństwo dziecka najważniejsze, ale dziewczyny on nie chce jeździć, przejechał może z 5 km i w ryk, darł się jakby go ze skóry obdzierali, nic mu złego się nie działo, próbowałam go zabawiać, ale nic to nie dało, śpiewanie, muzyka z radia i dalej RYK. normalnie MA-SA-KRA!!!!! a do celu nadal 25 km, i trzymałam go na rękach i najgorsze jest to, że siedział cicho, czasami coś tam pomruczał. ja chcę być konsekwentna i nie wyciągać go z fotela, ale jak kiedyś tak próbowałam zrobić bo mały nawet 10 km nie mógł ujechać i z tego darcia aż zwymiotował, to wczoraj nie chciałam mieć powtórki...już załamuje ręce, bo droga powrotna do domu to była gorsza niż jazda do babci. ja już nie wiem jak dziecko przyzwyczaić do fotelika, jak zachęcić do jazdy samochodem, miałyście taki problem ?? jak go można rozwiązać ??

piątek, 23 grudnia 2011

Wesołych Świąt

czerwona sukienka na wigilijną kolacje kupiona. i choć nie będą to white christmas - nawet się nie zapowiada - to i tak będzie magicznie bo to pierwsze święta Razem.
dla Was:

Ciepłych, Spokojnych i Spędzonych w rodzinnym gronie, Pełnych Miłości i Radości Świąt!
Niech w taki dzień znika wszystko co złe,niech zabrzmi Kolęda,
Zdrowia i Spełnienia Marzeń
WESOŁYCH ŚWIĄT!

wtorek, 20 grudnia 2011

pierwsza choinka

no i ubrana. nasza pierwsza choinka. rodzinna. czerwono - złota. ze słomkowymi aniołkami i gwiazdkami. czerwone światełka. mała, bo stoi na meblach (aby Matt bombek nie dorwał) no i żywa. 
o!

ps. dziś kuzyn Matiego (Olek z wadą serca) był na kontroli w Łodzi, i jesteśmy przeszczęśliwi bo obawa była taka, że aorta nie będzie rosła razem z Olkiem i rośnie i spełnia swoje funkcje i jest wszystko DOBRZE - to wspaniały prezent na święta.

poniedziałek, 19 grudnia 2011

a tak ogólnie :)

jutro ostatnie przedświąteczne zakupy - jeśli chodzi o prezenty, no i jutro też mamy zamiar kupić choinkę. od paru lat mamy żywą także poszukiwania trwają, a później będziemy ją razem ubierać :)) wczoraj jak byliśmy u teściów to oni ubierali swoją choinkę, to Mateusz czuł do niej respekt, mimo że u dołu wisiały błyszczące bombki to tak jakby się ich bał...ech ta moja dziecinka. ma już 8 miesięcy. nie wiem kiedy to zleciało, dopiero co marzyłam o wspólnych świętach, a to już za parę dni będzie realne :) no i raczej nocne pobudki, marudzenia to wynik ząbkowania - Mateusz ma 8 zębów! wychodzą jak głupie, jeden za drugim...
ale wiecie co, nie czuję tych świąt, pewnie ze względu na pogodę, zero śniegu, zero jakiejś aury, że to grudzień, że święta tuż tuż, mam jednak nadzieje że sama Wigilia będzie miała swoją magię.

poniedziałek, 12 grudnia 2011

przedŚwiątecznie

już za chwilę Święta, a teraz przedŚwiąteczna gorączka wszędzie, w sklepach pełno zabawek, ozdób choinkowych, choinek czy światełek. a ja jestem daleko w lesie z prezentami, a to jest jak zwykle odwieczny problem, ale powiem Wam, że my z rodziną spędzamy święta w licznym gronie i zawsze było tak, że każdemu robiło się prezenty - także wydatek był, wiadomo nie były to jakieś mega drogie gadżety, ale dla 20 osób, a w tym roku ciocia wymyśliła losowanie :) także już jesteśmy po losowaniu, mamy swoich ludzi z rodzinki i to jest fajny pomysł. ale oprócz tego, sobie w domu też robimy: dla męża, dla rodziców, rodzeństwa. a dla Mateuszka:
:) fajne? u nas wsumie śniegu ani widu, ani słychu :P ale na pewno nas nie ominie także będziemy się wozić :) dla męża zamówiłam kalendarz z naszymi zdjęciami :) coś pięknego, fajna pamiątka no i samemu można wykonać projekt, mam nadzieje, że mu się spodoba. więcej pomysłów nie mam. ale coś się wymyśli.
Mama Kini, oraz Kacperkowa Mama proszę o zaproszenia do Was na:
19kdw87@gmail.com

czwartek, 8 grudnia 2011

straszny sen, straszne nocki

od paru tygodniu chodzę jak zombi. Mateusz w nocy bardzo ale to bardzo często się budzi, płacze, wstaje (mam wrażenie, że nieświadomie - jakby lunatykował) nawet boję się go już zabierać do łóżka bo on czasami takie pozy przybiera i znajduje się w takich miejscach, że się sama dziwnie jak on to robi(?) no ale do rzeczy. w związku z tym niespaniem to myślałam, że mały miewa koszmary, bo skąd ten płacz, i za radą oczywiście babci przez trzy dni przelewaliśmy wosk nad jego główką przez moją obrączkę eh w coś trzeba wierzyć. głód też zaliczałam do tego, ale dziwiłam się bardzo bo mały zazwyczaj ok. 20 dostaje butle 220 ml (a czasami więcej) mleka superzagęszczonego, ale to i tak nic, bo już ok. 2 się zrywa...zasypia po 20 i ten pierwszy sen ma najlepszy, ale ja tak prędko spać nie idę. w międzyczasie byliśmy u pediatry na szczepieniu i mówie, że mały taki niespokojny, to zaproponowałam środek homeopatyczny viburcol n (czopki) czy ja wiem czy coś poskutkowało, chyba nie. może na chwilę. niby to jest na ząbkowanie i przeciwbólowe. także mój sen trwa może z 3 godziny ciągłe, a reszta to co 30 minut się podnoszę, albo mąż. bo jak mały się kręci to nie śpi nikt. także mam nadzieje, że wkrótce to się zmieni, że będzie przesypiał nocki spokojnie, bo narazie to jest kaszana.
aha zapomniałam dodać pojawiły się dwie dwójeczki (uwaga) dolne, a nie górne:) czyli w naszej szczęce jest już 6 białych okazów :))

wtorek, 6 grudnia 2011

oczywiście, że Mikołaj

pierwszy razem ten dzień, choć Maluszek nie rozumie o co chodzi to jest fajowo :)) kupiłam Matiemu strój mikołaja - pajacyk cały czerwony z narysowanym paskiem, guziczkami i białymi wstawkami - po południu go wystroję. My sobie nie robimy prezentów na ten dzień, ale Mateuszowi jak najbardziej i nie tylko my go obdarowujemy, dostał: pieska do wanny co pływa, buciki, ciuszki, wielki samochód z przyczepą a to dopiero początek dnia :)) na pewno będę w przyszłości utwierdzać syna w przekonaniu, że Mikołaj istnieje, że to od niego są prezenty i chętnie zabiorę go do galerii aby na własne oczy zobaczył Mikołaja ale to w przyszłym roku.

obudził się i woła "mamamamamamammaaaaa" idę.

piątek, 2 grudnia 2011

pani magister

to już grudzień, mój jeden z najbardziej ulubionych miesięcy w roku, bo uwielbiam Mikołajki no i Święta Bożego Narodzenia :) no i na stałe dzisiejszy dzień wpisuje się do mojego kalendarza na stałe ponieważ właśnie DZIŚ obroniłam pracę magisterską, a tym samym zdobyłam tytuł magistra :D jestem przeszczęśliwa :)) stresu było co niemiara, ale już po wszystkim i jest 
luuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuzik :DD

środa, 23 listopada 2011

książeczki

jak byliśmy nad morzem tam wiadomo kiermasze książek i te wielkie namioty, tam wynalazłam za 2,50 książeczki, a w nich krótkie wierszyki Marii Konopnickiej, fajne obrazki, twarde kartki czyli idealne dla malucha. polecam serdecznie stronę Księgarnia internetowa gdzie można kupić te i inne książeczki za - moim zdaniem - bezcen, zamówiłam parę i są rewelacyjne, chciałabym już czytać Mateuszowi, ale każde czytanie kończy się tym, że Mały książeczkę mamie zabiera i zwyczajnie ją gryzie ech niestety dziecina jeszcze się nie interesuje czytaniem, ale nic nie szkodzi temu aby zacząć zbierać Młodemu te fajne bajeczki!

niedziela, 20 listopada 2011

sprostowania

wiecie co jakieś jaja, co wchodziłam na bloga to miałam od 4 notek ciągle pod notką, że mam 0 komentarzy i tak zaczęłam się zastanawiać o co chodzi wchodzę na ustawienia bloga i musiałam dać jakąś modernizacje....a już myślałam, że mnie nikt nie odwiedza hehe :) pytacie jak kuzyn Matiego, to tak: jest po operacji, oprócz przełożenia pni miał ubytki w dwóch miejscach w serduszku, wszystko zrobili co zamierzali, operacja się udała, był w śpiączce farmakologicznej parę dni, wybudzili go, oddycha sam :) a to najważniejsze no i dużo sika a to znaczy, że jest dotleniony normalnie, w szpitalu byli 2 tygodnie, od piątku są w domu, zaleceń maleńki dostał mnóstwo, pielęgnacja takiego dzieciątka i wszystko wszystko z nim związane wymaga wiele, nikt nie może się do niego zbliżać, tylko jego rodzice, ma być w 1 pokoju, kontrola w łodzi raz w miesiącu, mają załatwić pediatrę żeby raz w tygodniu była u małego, i teraz trzeba czekać czy aorta będzie rosła razem z nim jeśli nie to czeka go następna operacja, ale miejmy nadzieje, że skończy się na tej jednej, są już w domu także lepiej się każdemu w domu dochodzi do siebie i do zdrowia, przy rodzinie wiadomo też lepiej. nie mogłam sobie odmówić i poszłam odwiedzić kuzynkę i małego, zerknęłam minutkę a on taki maleńki, bezbronny, w piątek też skończył miesiąc.

ps. mama Kini podaj adres bloga, chcę czytać i zaglądać. 

czwartek, 17 listopada 2011

strach

Mateuszek ma 7 miesięcy, dobrze rozpoznaje mamę, tatę, dziadków, pradziadków, tych najbliższych, którzy są na co dzień i trochę rzadziej. ale jak podejdzie ktoś obcy to odwraca głowę, zaczyna płakać, kiedyś poszłam na spacer i sąsiadka się nachyliła i coś zaczęła do niego mówi, co się wtedy stało, to było darcie jakby go ze skóry obdzierali, musiałam zawracać do domu, sąsiadce się zrobiło głupio sama nie wiedziała co zrobić, wiem, że to dobry objaw, że rozwija się prawidłowo, ale mam nadzieje,  że to mu minie, bo jak jesteśmy gdzieś na zakupach jedzie w wózku obserwuje ludzi, patrzy w kolejce do kasy, jest ok, ale jakby się ktoś odezwał szuka mnie wzrokiem. też zauważyłam, że Synek bardziej akceptuje mężczyzn, szybciej się do nich przekonuje. mówi się, że dziecko rozpoznaje dobrego człowiek i złego, ale czy ja wiem, nie warto wierzyć takim bzdurom.

ps.
Mati ma prawą górną jedyneczkę ;D

czwartek, 10 listopada 2011

:)

jakieś pustki na tym blogu, eh wieje nudą, ale to nic ;)) odwiedzam Was ale nie zawsze uda mi się napisać do każdego komentarz! u nas wszystko dobrze, dzięki temu, że jesienna pogoda jest przepiękna to spacerujemy i korzystamy z pogody, Mateuszek zdrowy (tfu tfu) tylko zęby idą i jest marudny eh zaraz będzie miał 7 miesięcy a on wstaje! w łóżeczku, kto tego nie widzi to aż uwierzyć nie może.... lecę bo się obudził!

środa, 2 listopada 2011

bo życie jest niesprawiedliwe

była w ciąży. przez 9 miesięcy wszystko w porządku. dzidzia się rozwija jest dobrze. termin na październik także każdy ból, skurcz wywoływał dreszcze i odpalali samochód aby popędzić do szpitala, za każdym razem kończyło się to zrobieniem ktg i zaleceniem czekania. tak też robiła. znalazła się znowu w szpitalu i znowu ktg i do domu. no i w końcu przyszedł ten dzień i maluszek już na świecie. 3 doby w szpitalu i wszystko dobrze, mały fajniutki, malutki, kruchutki je i śpi jak prawdziwy noworodek. wypisani do domu bo wiadomo w domu szybciej dochodzi się do siebie no i jest rodzina i ręce do pomocy. przyszła położna - oględziny zrobiła, podpowiedziała w paru kwestiach i ok. zadzwonił telefon i pierwsza wizyta u pediatry w 10 dobie życia malucha. pojechali. nie wiedzieli co ich czeka. lekarka zbadała małego. usłyszała szmery. zadzwoniła po kardiologa, przyszedł zrobili usg serca dziecka i własnym oczom nie uwierzyli to co zobaczyli na ekranie - jedna z poważniejszych wrodzonej wady serca!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! telefon po karetkę i na sygnale popędzili do innego szpitala do innego miasta na intensywną terapię. a właśnie dziś mały pojechał do łodzi na operację serca - a ma dopiero 2 tygodnie!!!!!!!!!!!!!!!! wszystko jest takie niepojęte, jest tyle pytań bez odpowiedzi, że aż szkoda gadać, bo było 4 razy robione usg w każdym z trymenstrów ciąży i nic, dziecko badano co dzień w szpitalu zanim wypisane zostało do domu i NIC. wiecie co powiedział lekarz kardiolog że to CUD że mały żyje i że sam oddycha, że jest bardzo silny, że nie powinien się urodzić siłami natury, że powinien być operowany zaraz po urodzeniu, że nie ma pojęcia jak on sam oddycha, że mógł w każdej chwili umrzeć - jego akcja serca mogła ustać eh nawet nie chce myśleć.......że to niemożliwe żeby nie zobaczyć takiej wady na usg, i niemożliwe żeby lekarz w szpitalu tego nie usłyszał!!!!!!!!!!!!!!!

mamy taki smutek w rodzinie. trzymamy kciuki. modlimy się i wierzymy, że mały będzie za rok z moim Mateuszkiem ganiał i się bawił. bo mowa o synku mojej kuzynki o którym Wam ostatnio pisałam, że przyszedł na świat................

trzymajcie kciuki.

środa, 26 października 2011

jedzonko

kiedy Mateuszek skończył 4 miesiące, zaczęłam mu podawać to marcheweczkę to jabłuszko to co wyczytałam, że można, jak skończył 5 to ja już go nie karmiłam cycem, także rozszerzaliśmy dietę nasze malucha o nowe smaki, jaka ja byłam uradowana jak ślicznie jadł łyżeczką, jak mu wszystko smakuje, i nagle z dnia na dzień trach głowa na boki, plucie, łyżeczka be, słoiczki be....no i przez parę dni powróciło tylko mleko i zaczęła się jadka w domu, że on już powinien jeść to i tamto, ucz go itp. no to postanowiłam, że będę mu gotować ;D no i jaka była moja radość jak moje małe dziecko zajadało moje zupy!!!! ziemniaczki, marcheweczka z kaszą, mięsko zmiksowane a jak smakuje :)))) gotuje dla niego tak raz na dwa dni, zdrowo, tańszym kosztem także same plusy :))) ciągle walczymy z owocami, bo one jeszcze małemu 'nie wchodzą' ale pracujemy nad tym
 :))

środa, 19 października 2011

nowe narodziny

wczoraj o 19:50 na świat przyszedł Aleksander Tomasz :))) synek mojej najbliższej kuzynki, drugi w rodzinie bobasek, będą chłopaki z jednego roku, razem do przedszkola, do szkoły, fajnie się złożyło. maleńki, kruchutki, ale najważniejsze, że zdrowy :))) 
a mój mały łobuziak śpi, bo od 15 postanowił, że już na drzemkę nie pójdzie, także i ja i on zmęczony. tylko, że ja teraz relaksuje się przed tv, a on smacznie śpi. wczoraj Matek w końcu został zaszczepiony na te pneumokoki i dziękować Bogu, ale nic mu nie jest, nie ma gorączki ani nic tfu tfu

poniedziałek, 17 października 2011

z rodziną tylko na zdjęciach

na weekend byliśmy na rodzinnej imprezie (50 urodziny cioci) było naprawdę dużo ludzi, a że Mateuszek poznaje swoich, to tych co rzadko widzi się poprostu boi, płacze, obraca główkę...musi się przyzwyczaić i jest Ok. 

Mati jest żywym dzieckiem, ma już charakterek, żwawo rusza rączkami i nóżkami, jak coś widzi i to chce to aż się trzęsie, jak się go nosi na rękach to sam wskazuje kierunek gdzie by chciał iść bo albo rączką pokazuje, albo tak się skręcił tułowiem, lub główka. ja uważam, że mój syn rozwija się prawidłowo, to dobrze, że taki jest ciekawy, a MOJA (zaznaczam) MOJA rodzina stwierdziła, że może On ma ADHD, dacie wiarę?po dwóch godzinach...
przekonałam się, że z rodziną to TYLKO na zdjęciach...




piątek, 14 października 2011

pół roku

noo i Mateuszek ma dziś pół roku, chce się powiedzieć JUŻ, a pamiętam poród tak jakby to było wczoraj, a z mojego noworodka zrobił się fajowy bobas, który od paru dni mówi 'tatotadata' mąż się cieszy bo interpretuje to jako 'tata' no, a Mateuszek 'mama' nie chce powiedzieć :P! 
ja jako szalona mama zaszalałam na allegro i kupiłam mu 4 zabawki fisher price, używane bo używane ale są, fajowe! jak zobaczyłam jakie ceny tych samych zabawek są w sklepie to podziękowałam, tą samą zabawkę zamiast 80 zł w sklepie mam za 16 do 20 zł na allegro ;) sztuka licytacji! no i teraz czekam z niecierpliwością na listonoszkę! jeszcze kupiłam mu troszkę ciuszków, jedna część przyszła wczoraj, no i czekam na następne :)) zima za pasem, a my ani kombinezonu ani kurtki nic! narazie siedzimy w domu, bo młody znowu ma katar....to jest okropne, znowu lekarka przełożyła szczepienie :(( no i zastanawiam się czy kupić mu taki śpiworek do spania, bo on się strasznie rozkopuje. macie takie??? polecacie??

piątek, 7 października 2011

dwoje dzieci

nie mam czasu nic naskrobać, Was w miarę możliwości odwiedzam, ale powiem Wam kochane moje, że mam w domu dwoje dzieci, jedno: Mateuszek :) drugie: mąż! tak, tak MĄŻ! pojechał na mecz, wraca, patrze ledwo idzie....naderwał mięsień dwugłowy (w udzie), ledwo chodzi, boli jak cholera, nie dał rady wstać do pracy, pojechał na usg i do lekarza, dostał tydzień zwolnienia, maść i coś przeciwbólowe. MA-SA-KRA.
moje dziecko daje popalić, w nocy kręci się, wierci, płacze - wydaje mi się, że ma sny jakieś - budzi, karmie go dwa razy, wstaję ja, bo mąż nie daje rady, w dzień jestem wrakiem człowieka, myślę, że to zęby mogą mu dokuczać. muszę się pochwalić, że skończyłam studia :)) sesja zaliczona - choć było gorąco! teraz tylko dokończyć pisanie pracy mgr i w listopadzie będzie obrona!  puenty z tej notki nie ma, taki ogólny rozgardiasz...
aha, jedziemy na zakupy bo pampersy są w promocji no i Mateusz rośnie jak na drożdżach! nie ma w czym spać, bo wszystkie śpiochy zrobiły się krótkie w nogach...jak ten czas leci.

wtorek, 27 września 2011

stały rytm dnia! o! :)

będąc w ciąży i czytając te mądre czasopisma dla przyszłych mam wyczytałam o stałym rytmie dnia. sama nie wiedziałam czy to może się udać, jak takie maleństwo nauczy się co i jak. u nas jest tak: ostatnio już od dłuższego czasu pobudka jest ok. 6 rano, no leżymy sobie jeszcze z pół godzinki ale małemu się nudzi z mamusią w łóżku to trzeba wstawać, ciężkie to wstawanie, ale co się dziwić jak mały spać idzie ok. 20 to ile będzie spał? no to wstajemy i robimy śniadanko, dla mamy no i dla Mateuszka mleczko :) i się bawimy, często zaraz przed 8 lub 9 Mały idzie na drzemkę ok. 40 minut, wstaje, przewijamy się, bawimy i tak ok 3 godzinki i znowu idzie na drzemkę (każda trwa 40 minut, nawet śmiejemy się, że jak trwa ona dłużej, to że Matek zapomniał nastawić budzika), wstaje, zupka z królikiem i na dwór, spacerujemy, oglądamy świat ze spacerówki przodem :) w końcu coś co jemu się podoba siedząc w wózku, no i drzemka...i tak do 19, bo o tej porze kąpiel z pianką :) mleczko na dobranoc i moje wyciszone dziecko idzie spać, kochany :)) śpi dobrze do karmienia czyli do ok. 2 w nocy, później ten jego sen jest inny, kręci się, mruczy...no i ja zamiast iść spać właśnie, teraz, zaraz, już, za chwilę to bym później nie marudziła, że ciężko mi się wstaje o tej 6, to siedzę, z jednej strony fajnie bo mamy z mężem wieczór dla siebie, możemy coś obejrzeć, pogadać, odpocząć, mąż ma 2 zmiany, jestem sama więc oglądam seriale. 
stały rytm dnia jest fajny, ciesze się, że udało nam się go wprowadzić :)) wiem, że on będzie się zmieniał jak Mateusz będzie rósł, ale póki co jestem dumna! ooo!

:))

czwartek, 22 września 2011

zlapał katar....

no i Mateuszek znowu zakatarzony :( biedactwo moje. męczy się. byliśmy u lekarza, osłuchała go na oskrzelach i płucach czysto, ale przepisała taki syrop, że jak go dzisiaj spróbowałam to mnie wykręcało to co dopiero maleństwo :/ także do soczku mu dolewam, a to aż 3 razy dziennie należy podawać. pierwszy raz też wymiotował, tak mi go szkoda. wiem, że nie powinnam panikować, ale to było silniejsze ode mnie, chciało mi się płakać, dobrze, że jest mama i mąż. mały jest dzielny pozwala sobie gruszką wyczyścić nosek no i później go zakropić. mój kochany.
dla mojego syneczka zamówiłam prenumeratę Wesoła Farma :) świetna sprawa, ciekawe książeczki no i figurki, wiem, że jest jeszcze za mały, ale za rok już rozłożę mu farmę i będziemy się bawić. kupiłam też Książka dla małych i dużych nr 1 wiersze Jana Brzechwy :) świetne, przepiękne obrazki, wiersze z mojego dzieciństwa, już niedługo zacznę Mateuszkowi czytać :) mam nadzieje, że będzie to lubił! wydawnictwo DeAgostini i tylko 4,99 :) polecam Wam mamuśki :)

piątek, 16 września 2011

kim będę jak dorosnę? ;>

gdy byłam dzieckiem marzyłam o tym, że będę panią z banku, później bawiłam się w szkołę i marzyłam o karierze nauczycielki, po drodze było mnóstwo pomysłów, w podstawówce zaczęłam trenować grę w piłkę ręczną - dobrze mi szło, z roku na rok stawałam się lepsza, treningi, zawody, mecze, zwycięstwa i porażki ale kochałam to - chciałam iść do gimnazjum sportowego, później do liceum i do profesjonalnego klubu jednak rodzice nie pomogli mi spełnić moich marzeń, chcieli żebym poświęciła się tylko i wyłącznie nauce, powiem wam szczerze, że miałam i ciągle mam gdzieś jakiś żal... może moje życie wyglądało by dziś inaczej. teraz gdy sama mam dziecko zarzekam się, że nie będę mu wybierała kariery, dam mu wybór, będzie chciał być tancerzem, piosenkarzem, cukiernikiem, górnikiem jak dziadek i pradziadek, a może nauczycielem to będzie. bardzo chciałabym w przyszłości pomóc mu w spełnieniu marzeń aby był szczęśliwy. i jestem pewna, że będę go wspierać. mąż ma co do niego plan. jak nic ma zostać oczywiście kim? piłkarzem. jak tylko zacznie chodzić kupimy mu piłkę bramkę i on będzie go uczył, chce w nim zaszczepić swoją miłość do piłki, trochę chce (moim zdaniem, ale nie mówię tego głośno) swoje niespełnione ambicje mu przekazać. bo mąż grał nawet w 3 lidze, dobrze grał, ale "sport to zdrowie" i kontuzja, operacja, rehabilitacja, szpital i czar prysł! jednak jego rodzice wspierali go w marzeniu, wozili na treningi, wysyłali na obozy nie bali się, i ja też się nie będę bała!

środa, 14 września 2011

5 miesięcy

no i mamy 5 miesięcy :D jak ten czas zleciał, zaraz będzie miał pół roku, a zima przed nami to przezimujemy i będzie miał rok! o zgrozo! z każdym miesiącem Jego życia sprawdzam sobie w necie rozwój dziecka i analizuje, Mały rozwija się prawidłowo. wiem oczywiście, że każde dziecko ma swoje tempo, ale mimo wszystko. teraz to już nigdzie go nie można zostawić, ani na przewijaku ani na łóżku bo turla się już sprytnie, gaworzy sam do siebie i zabawek, z dnia na dzień jest coraz to słodszy i mądrzejszy. 
no i ma nową ksywkę Bystre Oczko :))

piątek, 9 września 2011

życie, praca

mój syneczek śpi, to korzystam, bo jak się obudzi to będzie mi słodko śpiewał do niani aaaaaaeeeeeeeeooooo, haaaaaaaeeeeeeeeeeeuuuuuuuuu :))) boski jest. 
ale nie o tym. wczoraj rozmyślałam nad tym, że nie mam pracy. skończyłam dwa kierunki studiów, kursy i nic. koleżanki z którymi studiowałam pracują, ale np. w galerii a nie w zawodzie, to jest najgorsze, człowiek się uczy a i tak nie ma nic, wszyscy mówią, że trzeba mieć szerokie plecy bo inaczej pracy nie dostaniesz, trzeba mieć mega znajomości najlepiej u samego dyrektora. mój mąż optymista jakiś co do niego nie podobne mówi, że co się martwię praca będzie, poszukamy. chyba nie zdaje sobie sprawy, że ludzie latami szukają pracy. narazie jest plan, że wychowamy małego i zaczniemy szukać, chyba że w międzyczasie coś by się znalazło to będziemy starać się wszystko pogodzić. myślałam o tym, bo chcemy w tym roku kupić mieszkanie, a bez kredytu się nie obejdzie, a jedna wypłata i życie na swój rachunek z tej jednej wypłaty to złapałam się za głowę, a chciałabym zapewnić dziecku i nam normalne, fajne życie.
lecę bo śpiewa :)

wtorek, 6 września 2011

konkurs

BIERZEMY UDZIAŁ W KONKURSIE, PROSIMY O GŁOSY

prosimy o kliknięcie w ten niebieski link i prosimy również o oddanie głosu na Nas :)))) będziemy wdzięczni! :)))

ps.

mamy 2 zęba!

poniedziałek, 29 sierpnia 2011

zęby????

jesteśmy nad morzem. jest fajnie. pogoda w sam raz na spacerowanie, co czynimy, ale wszystko było by dobrze gdyby nie fakt, że Mateusz ZĄBKUJE !!!!!!!! trzy dni nie jadł, myślałam, że popadnę w paranoje, jeden dzień ok, w nocy zjadł, drugi dzień jak pluł mlekiem myślałam, że zwariuje, nie jadł nawet słoiczków, za to pił jak szalony, trzeci dzień znowu nie je, 350 km od domu, ja płacze z nerwów....zastanawiamy się co jest, czemu nie je, dzwonię do mamy, ona radzi sprawdź zęby, ja palec do buzi a tam dolna lewa jedynka się wyrzyna, dziąsło przebite, pod palcem czuć kującego ząbka....ok jeden dzień jadł, a teraz znowu marudzi, jest płaczliwi, nawet gdy się go nosi na rękach, nie ma biegunki czy gorączki jak to nie raz przy ząbkowaniu jest, ale to i tak ostra jazda bez trzymanki!

POZDROWIENIA Z MIĘDZYZDROJÓW :)

poniedziałek, 22 sierpnia 2011

bawimy się :)

kochane w co się bawicie ze swoimi maluchami ?? 
mój 4miesięczniak lubi zabawę w kotka pocieramy się o niego i miauczymy :)) w a kuku jego nóżkami zakrywam swoje oczy i robię a kuku ile śmiechu jest :)) idzie raczek nieboraczek też lubi, wszelakie grzechotki - oczywiście ma parę swoich ulubionych, no i wszystkie pakuje do buźki, zaczął nam śmiać się na głos - no jeszcze nie za każdym razem - ale to coś najwspanialszego :)) wszelkie ćwiczenia rączkami do góry i na boki też przynoszą frajdę.
ale już brak nam pomysłów....

sobota, 13 sierpnia 2011

jedzonko

no kochane Mateuszek jutro będzie miał 4 miesiące ;D
przyznam się, że od paru dni podaję mu marcheweczkę ze słoiczka, ile przy tym śmiechu, bo mały nie zna smaków to krzywi się ;)) ale co dzień będziemy po trochę próbować. dziś zobaczymy jak zareaguje na jabłuszko. a chciałam się Was zapytać od kiedy swoim pociechą wprowadzałyście stałe posiłki? ja jeszcze mleka na noc nie zagęszczam kaszką... szczerze to słucham się naszej Pani doktor i to co ona powie dla mnie jest święte - tak jakoś mam, nie kazała to nie daję, a Wy kiedy zagęszczałyście mleczko i podawałyście różności dzieciakom?
:))

środa, 10 sierpnia 2011

pierwsza choroba

no i stało się. nasz dziubek przeziębiony. zaraził się od męża, ten z kolei nie może sobie wybaczyć, że to od niego podłapał katar eh to chciałoby się powiedzieć 'tylko' katar ale i aż katar, bo taki mały ani nie wydmucha noska, ciężko mu się oddycha, biedaczek mój. pojechaliśmy do naszej pani doktor przepisała witaminki, kropelki jakiś syropek i siedzimy w domu, u nas jakieś halne wieją, że masakra łeb urywa. jak było ciepło poprzedni tydzień to w porach drzemki Mateuszka szłam na dwór na huśtawkę, zasypiał po 2 minutach, teraz nie dość, że zimno i wieje na dodatek to przeziębienie to ogólnie mówiąc mamy masakrę z usypianiem - dzieci to tak szybko się przyzwyczajają do wszystkiego, że szok :)

ps.
w zakładce jest email mój także jeśli ktoś zmienił adres, albo chciał wysłać zaproszenie, albo zagląda tu i się ukrywa to proszę pisać ;)

środa, 3 sierpnia 2011

o karmieniu piersią

odkąd byłam w ciąży to założyłam z wielką chęcią, że będę karmić syna piersią. urodziłam, położne codziennie pomagały mi w dostawianiu małego, karmiłam i cieszyłam się :) w domu już pojawił się problem i zaczęłam karmić przez nakładki, mały nie protestował pięknie jadł, ale po 2 miesiącach zauważyłam, że jest mu mało, ale nadal chciałam karmić piersią, trochę złościłam się na męża, który nie wspierał Wyrównaj do środkamnie w karmieniu tylko szykował butlę dla małego - bał się, że on nie dojada....eh dlatego nasze karmienie było mieszane, okazało się, że mały ma delikatną skazę i ja muszę pozbyć się z diety mleka śmietany i wszystko co krowie. i pije Mati teraz bebilo pepti, sama byłam zła, że nie wiem ile zjada, że w piersi nie ma miarki, mały był płaczliwy, mało spał bo rzeczywiście nie dojadał. dziś ściągam synkowi dwa razy dziennie swoje mleko 150ml zjada i się uśmiecha :)) i dwa razy karmię go w nocy cycuszkiem bo łapie, w dzień go odrzuca i koniec (dlatego ściągam, a go nie dostawiam). ale chciałam napisać o więzi, bo w tv oglądałam jak to kobieta panicznie rozpaczała bo nie mogła 2go dziecka karmić piersią....ja mimo tego, że nie karmię bezpośrednio małego cyckiem tylko butelka to mimo to więź mam, bo biorę go w ręce, przytulam on patrzy mi w oczy i je, uważam, że to jest to samo, więź z dzieckiem wytwarza się nie tylko dzięki karmieniu, także uważam, że wiele kobieta przesadza...

wtorek, 26 lipca 2011

:)

dni nam mijają nawet nie wiem kiedy. jutro mamy kontrole usg bioderek, a w piątek kolejne szczepienie i już się boję bo mały po rotawirusach czuł się źle, kupkę robił z wysiłkiem i płakał, mam nadzieje, że za drugim razem będzie lepiej ;) poza tym mamy się świetnie, młody chce się nosić jak widzi mnie i męża, a z babcią i dziadkiem jest grzeczny i fajnie leży no to jednym słowem go rozpuściliśmy, a mówi się, że to dziadki rozpieszczają, no życie! :)

mieszkamy z moimi rodzicami, jest dobrze nawet bardzo, bo za nic nie płacimy, a zbieramy pieniążki na coś w końcu własnego i tak od paru dni chodzimy i oglądamy mieszkania, narazie szału nie ma a ceny mieszkań przeszły moje oczekiwania są przeogromne! z moimi rodzicami mieszka się dobrze, nie wtrącają się, małego mogę im zostawić, jechać do sklepu ale wiadomo co swoje to swoje!

lecę bo się obudził ;)

wtorek, 19 lipca 2011

WAKACJE

no i postanowiliśmy !! jedziemy nad morze, wyjazd 27 sierpnia, nasz synek będzie miał 4 i pół miesiąca także damy rade! wcale się nie boje i już żyje tymi wakacji z moimi chłopakami! :))) mój mężuś ma ekstra pakiet socjalny i mamy duże dofinansowanie, także piękny hotel czeka no i Międzyzdroje! :))

czwartek, 14 lipca 2011

mamy 3 miesiące! :)

dziś Mateuszek kończy 3 miesiące. jak ten czas leci. Nasz maluszek z dnia na dzień mnie zaskakuje, umie już tyle rzeczy, ostatnio zainteresował się swoimi rączkami, przygląda się im i pcha do buźki, my z mamą szukamy mu zębów bo przy tym ma taki ślinotok, że od paru dni zakładam mu śliniak, wiem, że zanim zęby się pokarzą to może minąć jeszcze ze 2 czy 3 miesiące ale co tam ;) od paru też dni mały w nocy preferuje spanie na brzuchu, na początku byłam przerażona, bałam się, że buźkę przyciśnie do materaca i nie będzie umiał sobie poradzić, w dzień śpi na plecach normalnie jak zwykle, przychodzi wieczór on hyc na boczek z boczku na brzuszek i śpi skubaniec :) pięknie się uśmiecha i sobie gaworzy, dużo do niego mówimy a on tak jakby odpowiadał :) wczoraj zaśmiał się w głos pierwszy raz, narazie tego nie powtórzył, ale to było coś fajnego! patrzy na zabawki, te mniejsze chwyta także rozwija nam się synuś że ho ho :)
a jeszcze coś od 3 tygodni (odkąd nam doktorka zaleciła) nosimy go przodem, mały zachwycony, trzyma główkę prosto, sztywno! nikt nie wierzy, że ma 3 miesiące! jest mały ale byk. 3 dni temu ważył 5500 i ma 64 cm :)) Nasze szczęście!

czwartek, 7 lipca 2011

cd. chrzest

no i po chrzcinach. Mały w kościele był grzeczny, nie płakał, mój dzielny chłopak fakt, że nie była to cała msza tylko sam sakrament chrztu ale i tak 30 minut szybko i po krzyku :)) Mateuszek Jan :)) powiem tak to dla mnie pierwsze chrzciny, w rodzinie też pierwsze, nie wiedziałam co się daje, albo ile pieniążków się daje, wyczytałam w necie, że są ładne pamiątki ze srebra czy złota, nasz synalek dostał tylko pieniądze - sporo, byłam w szoku, ale nie dostał żadnej pamiątki :( postanowiłam, że sama mu coś kupię, ale to w przyszłym tygodniu. Mati jest bogaty w 2 babcie i 2 dziadków, 4 prababcie, 3 pradziadków :))) to byli nasi goście + rodzice chrzestni i rodzeństwo, a i tak zebrało się 24 osoby, wszyscy się pomieścili, my z mamą postarałyśmy się myślę, że dobrze o pyszne jedzonko i tak oto chrzest św. Mateuszka do godziny 20 minął - wszyscy mówili, że dzieci po chrzcie to śpią, no ale nie nasze dziecko :)) On jest bardzo towarzyski i 'chodził' z rąk do rąk! kąpiemy go codziennie, ale w dzień chrztu mówię do męża zrobimy mu dzisiaj dzień dziecka i go nie wykapiemy, ale mały szkrab jest tak nauczony, że po kąpieli je, chwilę się pobawimy i usypianie i za chiny nie chciał nam po jedzonku zasnąć no i go wykąpaliśmy i słodko spał :) ach te dzieci, taki mały a już pokazuje swoje maniery.

sobota, 25 czerwca 2011

chrzest

synuś śpi to wykorzystam tą chwilę na naskrobanie czegoś, bo to maksymalnie 40minut drzemki.
rodzice moi wrócili z Egiptu ach jak im zazdroszczę, opaleni pięknie, wypoczęci :) my planujemy wyjazd nad nasze polskie morze we wrześniu, a tymczasem będziemy przygotowywać się do chrzcin, które już 2 lipca w sobotę, także przed nami pracowity tydzień, zakupy, jakieś menu mimo tego, że chrzciny w domu, gotowanie, pieczenie itp. w końcu nasz maluszek będzie ochrzczony, rodziców chrzestnych ma wybranych męża siostra - matka, oraz mój kuzyn - ojciec.

a tak poza tym wszystko gra i buczy jak to się mawia :)))
pozdrawiam Was!

poniedziałek, 20 czerwca 2011

rocznica

wczoraj była Nasza Pierwsza Rocznica Ślubu :)))
to już rok po tym NAJpiękniejszym Dniu :)))
kocham mojego męża z dnia na dzień jeszcze bardziej!
jestem szczęśliwa :))

mam wspaniałego męża i wspaniałego syna , razem tworzymy naszą rodzinkę ach :)

wtorek, 14 czerwca 2011

kłopot z wózkiem

synuś dziś kończy 2 miesiące :)) jak ten czas leci.
powiem Wam jak sobie wyobrażałam dni z moim dzieckiem: ciepło, fajnie, a ja idę na spacer nawet na 3 godziny, spotykam się z innymi mamami w parku... a tymczasem, moje dziecko NIENAWIDZI wózka tzn. w domu zaśnie w nim, koło domu w nim pojeździ, ale jak mamy iść na długi spacer to nie ma mowy, bo on się budzi w najmniej odpowiednim momencie i drze wniebogłosy :( nie chce za nic w świecie leżeć i się wozić, mimo że najedzony, przebrany, takie 'spacery' koło domu trwają 40 min. ja w czterech ścianach pomału wariuje :( chciałabym wyjść z moim synem tak jak to sobie wyobrażałam, mam nadzieje, że z tego wyrośnie...

środa, 1 czerwca 2011

dyskryminacja

wczoraj byliśmy na szczepieniu Mateuszka wszyscy razem. mój mąż, a tata Matiego zajmuje się nim rewelacyjnie, i radzi sobie sam ze wszystkim, ja bez stresu mogę jechać na zakupy. no ale do rzeczy bo chciałam napisać, że w przychodzi nikt nie zauważał tego, że dziecko ma ojca. było tylko 'to niech pani przytrzyma', 'to proszę tu dziecko wziąć', 'to niech mama rozbierze', 'to niech mama...' - dlaczego nikt nie powie 'niech ktoś z państwa', albo 'może tatuś...' jakie było zdziwienie pani pielęgniarki jak już szykowała się do kłucia małego, a to nie ja poszłam koło niego, tylko mąż...'tatuś....no dobrze' tak skomentowała pielęgniarka. szczerze przyznam, że bardzo przeżywałam szczepienie, bałam się tego płaczu...ale nasz Synek tylko chwilkę zapłakał i już, tatuś przytulił :) mój mąż chce być obecny we wszystkich sprawach związanych z dzieckiem, to jego syn. ludzie traktują kobiety - mamy jakby te dzieci tylko je miały, a ojca dziecka traktują chyba jako reproduktor....no tak to odczułam.

u nas wszystko ok:) Mateuszek rośnie, czas nam leci nie wiadomo kiedy, dziś ma swój pierwszy Dzień Dziecka :))
wszystkim dzieciakom SPEŁNIENIA MARZEŃ :))

niedziela, 15 maja 2011

o karmieniu

jak ten czas leci, synalek już ma miesiąc :) oprócz tego, że nie mam na nic czasu bo dziecko tak pochłania ten czas, że dni lecą nawet nie wiem kiedy. bardzo mało śpi mi w dzień - na szczęście mam rodzinkę do pomocy, ale jakby człowiek był sam to można się zajechać.
o karmieniu piersią chciałam napisać, że to taka nie łatwa sprawa dla mnie, chciałam karmić, takie miałam założenie w ciąży, w szpitalu już miałam problem z dostawieniem go do piersi, położne pomagały no i się udawało, mały miał problem ze złapaniem brodawki eh więc kupiliśmy silikonowe nakładki które uważam za cud :) mały z nich pięknie ssie, a moje brodawki nie bolą. ale mój pokarm w dzień jest inny niż w nocy... bo w nocy pięknie się najada i zasypia i śpi, fakt budzi się co 3h ale karmie go i dalej idziemy spać, w dzień mój pokarm jest mniej treściwy i czasami go dokarmiam. nie umiem karmić małego na siedząco, nie umiem sobie go złapać tak żeby on dorwał się do cyca, dostawić :((( aż samej mi przykro i smutno. karmię go tylko na leżąco. ale to będziemy się uczyć. z innych spraw dotyczących karmienia (ja o tym nie wiedziałam) na samym początku jak mały zjadał bardzo mało a pierś produkowała dużo to trzeba było odciągać jak on zjadał a ja tego nie robiłam i co? gorączka 40 stopni, szpital, masowania, odciąganie, była masakra, dwa razy mi się takie zapalenie zrobiło :( teraz jest lepiej bo mały już więcej je.
oczywiście uważam na to co jem ma to swoje plusy bo po 3 tygodniach weszłam w swoje ulubione spodnie z przed ciąży :) to chyba dobrze.
pozdrawiam Was wszystkie!

piątek, 29 kwietnia 2011

choroby

Mały ma już 2 tygodnie, co dzień jest inny, co dzień jak patrze na niego to widzę jak się zmienia :) wczoraj mieliśmy wizytę patronażową i wszystko jest ok. mój synuś jest przegrzeczny! je, śpi troszkę sobie poogląda nas i dalej śpi i się przebieramy i tak na około :) przy cycku ostatnio chce spędzać coraz więcej czasu, w nocy budzi mi się max 3 razy. jestem zmęczona - nie ukrywam. na dodatek mamy w domu szpital: w wielką sobotę ja dostałam 40 stopniowej gorączki oczywiście od zastoju pokarmu, powiem Wam szczerze, że nie wiedziałam, że pierś nalezy opróżniać po karmieniu, byłam w szpitalu, dostałam paracetamol i kazano mi przystawiać małego do piersi. w poniedziałek mój mąż zachorował...wziął 2 tyg urlopu żeby mi pomagać, być z nami, cieszyć się każdym dniem z małym, a tymczasem jest w innym pokoju, całkiem odizolowany, chodzi w masce bo ma grypę jelitową - odwodnił się i jest właśnie na kroplówce w przychodni...
jakoś to będzie.
idziemy na spacerek.

piątek, 22 kwietnia 2011

SZPITAL

pisałam kiedyś, że bardzo boję się pobytu w szpitalu, ale nie było źle. w mojej miejscowości jest jeden także nie miałam możliwości wyboru, w miastach obok szpitale nie cieszą się dobrymi opiniami. także do rzeczy: w czwartek dali mi Małego może na 3 godzinki, ja odpoczywałam, byłam przemęczona, ale adrenalina nie pozwalała mi zasnąć, przynieśli mi go nad ranem, uczyliśmy się karmienia (o tym w osobnej notce) i od tamtej pory był ze mną. piątek: rano zawsze przychodziły pielęgniarki i kąpały dzieciaczki, miałam jedną dziewczynę na sali, ale niestety jej Mała dostała żółtaczkę i zostałam na sali sama z Matim, w nocy mieliśmy trochę problemów z karmieniem, ale na każdą prośbę pielęgniarka czy położna była, zawsze doradziły i podpowiadały co i jak, sobota: to samo, kąpiel, obchód, badanie, nauki karmienia, i dali mi na salę kobietę po cesarce - normalnie masakra, kobieta nie miała siły się ruszyć, wstać z łóżka, podawałam jej dziecko, ja myślałam, że ze mną źle, ale jej to naprawdę współczułam. niedziela: mały spada na wadze, bałam się, że nas nie wypuszczą, ale wypuścili :))))))
opieka szpitalna jest ważna dla kobiety która urodziła szczególnie tej, która ma swojego pierwszego potomka, wszystkie pielęgniarki i położne powinny mieć serce do tego co robią, jest to praca, która co dzień wymaga od nich czegoś innego, bo każdy pacjent jest inny.
ogólnie rzecz ujmując jestem zadowolona z opieki szpitalnej i całego pobytu, mimo że dni mijały powoli, odwiedziny tylko 2 godziny dziennie to patrzyliśmy na siebie z synusiem, a z mężem wygadaliśmy darmowe minuty :))))

wtorek, 19 kwietnia 2011

poród

jest tyle rzeczy o których chciałabym napisać, że nawet nie wiem od czego zacząć, ale dziś może poród.
w czwartek od 6 rano skurcze, pojechaliśmy po 9 do szpitala, izba przyjęć, skurcze coraz częstsze, babeczka wypisywała mnóstwo papierów, zebrała dane, badania i wszystko co potrzebne. no i na porodówkę, tam trafiłam na położna, która się mną do końca zajęła, życze każdemu takiej położnej: kompetentna, pomocna, wspierająca, wszystko mi mówiła, opowiadała, ciągle ze mną była, w silnych skurczach podpowiadała co robić, bo ja z braku sił i chyba emocji nie umiałam oddychać żeby dotleniać małego. sama nie spodziewałam się takiego bólu naprawdę szczerze myślałam, że będzie trochę inaczej, a i tak pocieszali mnie bo nie miałam bóli krzyżowych - które są ponoć nie do zniesienia. człowiek sam nie wie co mówi w chwili kiedy skurcz osiąga swój zenit, wydaje z siebie dźwięki, które nie chce żeby wychodziły ale to było silniejsze. od godziny położna mówiła już już już już już i już, aż w końcu było upragnione już, Mały na zewnątrz i ból minął migiem. leżąc tam dziękowałam Bogu, że mój mąż nie chciał porodu rodzinnego, że ja go do tego nie namawiałam, po tym co się tam przechodzi nie chciałabym aby to widział, to była dobra decyzja, że rodziłam sama. mąż będąc na zewnątrz to zaraz go wpuścili widział od razu jak małego jeszcze trzymają nade mną, ja płacze, później już mu go dali, płakaliśmy oboje bo Nasze szczęście, Nasz owoc już był z NAMI :))) teraz jesteśmy szczęśliwi w 3. mamy siebie, naszą małą rodzinkę.
kocham tych moich chłopaków.

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

14 kwietnia 2011 o godzinie 15;35 przyszedł na świat nowy człowiek,
nasz syn :))))))))))))))
55 cm szczęścia
3530 żywej wagi
:))))

jesteśmy w domu
ps. więcej jutro, lub później.

poniedziałek, 11 kwietnia 2011

czekamy

no i ciągle czekamy. w nocy COŚ się działo, ale przeszło także do szpitala nie jechałam. to czekanie dobija mnie, ale najbardziej dobijają mnie sms'y i telefony i pytanie 'czy już?' mama mówi, że jakaś nadwrażliwa jestem, ale nie, no bez przesady, wiem, że każdy się interesuje i myśli 'czy ta Kaśka urodziła już, czy nie?'
naprawdę chciałabym, bardzo, ale żadne domowe sposoby na przyśpieszenie nie działają. mam ochotę odciąć się, wyłączyć telefon i nadal muszę czekać.
ciągle się obawiam, że nie rozpoznam TYCH skurczów porodowych
, tyle się naczytałam, że raczej powinnam ech...Mate się rusza, baraszkuje, a ja mu mówię 'płyń w dół' :)
9 miesięcy, te 40 tygodni wręcz jak błyskawica przeszły przez Nasze życie, ale te ostatnie dni i ta świadomość, że może to jutro jest masakryczna
!

piątek, 8 kwietnia 2011

no Kochane, po wczorajszej wizycie to ja już jestem całkiem spokojna:))) Synek jest ułożony normalnie, główką w dół, tak mi z prawej strony ładuje swoimi nóżkami i pupkę wystawia ech łobuziak :))) mam bacznie obserwować jego ruchy i swoje ciało. no i oczywiście czekać! :)) mam nadzieję, że nie znajdę się w tej grupie kobiet co będą rodzić po terminie...
aby do 12 kwietnia
:))

wtorek, 5 kwietnia 2011

już kwiecień, czekam. piękna wiosna nadeszła, z dnia na dzień już coraz cieplej i przyjemniej. jako, że moje samopoczucie dobre to w niedziele byłam na uczelni. pierwszy termin miałam na wczoraj, ale nic, Młody się nie pcha. byłam dziś u położnej (lekarka odwołała dzisiejsze wizyty), i ona powiedziała, że dziecko ułożyło się wzdłuż :( i prawdopodobnie czeka mnie ceserka... eh myślę, że nie tak miało być, do dnia dzisiejszego nie bałam się porodu, dziś boję się już panicznie nie chodzi o cesarkę -nawet takiego scenariusza nie brałam pod uwagę, a tu chodzi o to, że będą kazali mi urodzić naturalnie mimo ułożenia małego, że jeśli się nie odwróci to ... nawet nie chcę myśleć. ćwiczę oddychanie przeponą i ciągle bije się z myślami. w czwartek wszystko będzie wiadomo....

środa, 30 marca 2011

brzuszatek :))

ciągle słyszę 'ale masz mały brzuszek', 'naprawdę 9 miesiąc?' i widzę wieeeeelkie oczy ze zdziwienia. no cóż i zaczynam sobie wkręcać, czy aby na pewno wielkość brzucha miała wpływ na to jak Synu się rozwija czy nie, czy duży brzuch to z dzieckiem ok, a mały to nie ok? naczytałam się oczywiście, że to wszystko to mity troszkę się uspokoiłam, ale tak swoją drogą zastanawiam się od czego ta wielkość ciążowego brzucha zależy. jak tak idę myślami wstecz to rzeczywiście mój brzuszek zaczął się pojawiać ok 5 - 6 miesiąca, wiadomo na początku to czekałam, chciałam się chwalić... :))
teraz to, że mam mały brzuch jak na samą końcówkę to dobrze, skóra się nie rozlazła aż tak, nie mam rozstępów, ja czuję się dobrze, wg usg wszystko też jest z Kurczaczkiem dobrze :)))

niedziela, 27 marca 2011

czytam o pierwszych objawach porodu i wsłuchuję się w swoje ciało, wyczekuje i zastanawiam się czy to już? czy w ogóle będę umiała TO rozpoznać? tego się obawiam, miałyście tak? tłumaczą mi, że ciało i Mały dadzą znać, ale ja i tak nie wiem. jutro zaczyna się 38 tydzień, trochę się stresuje, nigdzie z dala od domu nie wychodzę w obawie, że może mnie złapie na ulicy, w sklepie czy spacerze...
to chyba moje takie silnie pragnienie trzymać Syna na rękach tak na mnie działa!

piątek, 25 marca 2011

jako, że stawiam tu pierwsze kroki i uczę się od początku to jest post startowy :)