piątek, 28 grudnia 2012

chorobowo i szpitalnie część: 2

...pobyt w szpitalu.
jaki by ten szpital nie był, to i tak pobyt będzie horrorem.
dziecko 20 miesięczne nie rozumie, że należy siedzieć w małej sali z 4 łóżkami, bez telewizora, o zielonych ścianach, że nie można chodzić po korytarzu bo panuje zapalenie oskrzeli i płuc, że będzie czuł się dobrze po kroplówkach, że to co ma w rączce i prawdopodobnie boli i uwiera musi być, że musi jeść suchary bo ma dietę na jelitówkę, a mi serce pęka jak krzyczał 'am, am....' i nic nie pozwolili dać.
piątek: był koszmarem. Mateusz płakał, nic nie rozumiał, mimo, że stacjonowaliśmy przy nim 24h/dobę, miał swoje zabawki i swoją poduszkę. bał się. a usłyszałam, że mój syn jet histerykiem. że panikuje, i jako On niegrzeczny. no ale nie dziwota bo pielęgniarki jak automaty robiły co musiały, ZERO podejścia do dziecka tak małego, żadna nie potrafiła zagadać, odwrócić uwagę, przyszła, zrobiła i poszłam. zapadł wieczór i na szczęście noc minęła, ale żebyśmy z mężem mogli zostać na sali w nocy we dwoje to mąż dał pielęgniarką dyżurującym kawę i czekoladki. eh
sobota: obchód dotarł do nas dopiero o 13:30 :/ jeden lekarz. dużo dzieci fakt. ale w między czasie były 3 przyjęcia innych dzieci. synek dostał kroplówkę ale tylko na noc i tylko jedną. z lekarzem porozmawiałam o wynikach, okazało się, że miał stan odwodnienia w skali do -10 to miał -3. czyli niski. słabe wyniki moczu, które musimy powtórzyć po Nowym Roku. ale prawdopodobnie spowodowane odwodnieniem. zobaczymy. Synkowi wrócił apetyt. chciał jeść normalnie, ale NIE bo DIETA. no serce mi pękło...jak na wieczór dali mu 130ml mleka!!!!! a Mati krzyczał am am...do 24 w nocy płakał....pielęgniarka przyszła ze 3 razy zobaczyć 'co on się tak drze...' (jej słowa) mówię w końcu 'bo głodny jest', z łaską przyniosła i dziecko zasnęło po minucie odkąd zjadło znowu....i przespał o dziwo 6godzin bez przerwy...
niedziela: obchód. inna Pani doktor. śmiech na sali. swoje teorie. co lekarz to co innego. Mati czuł się jak zwykle. był żywy, normalnie jadł, na śniadanie 3 kanapki z masłem dostał i wszystko zjadł!! nie gorączkował, nie robił biegunki, nie wymiotował. dlatego zdecydowaliśmy, że wychodzimy. lekarka chciała nas zostawić do poniedziałku, 'bo może byśmy zrobili usg brzuszka...' może? śmiech na sali.
wyszliśmy na własne żądanie.
radość dziecka po wejściu do domu to był najwspanialszy widok.

szpital to horror. 


4 komentarze:

  1. Witam, założyłam bloga ---> http://wywiadyzbloggerami.blogspot.com/
    Chciałabym aby udzieliła mi pani wywiadu na mój blog. Propozycja ta zostanie wysłana do kilku mam no i mam nadzieję, że któraś z nich się zdecyduje. Więc, jeśli chce pani- proszę odpisać na ten komentarz tu, a ja przygotuję zestaw pytań i może odpowie mi pani przez GG lub przez maila :)))


    Pozdrawiam, Veronicca ;]

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozumiem cię kochana, jeszcze doskonale pamiętam jak na poczatku grudnia byłam z Julciem w szpitalu. Malutki miał wtedy 7 miesięcy i nie za dużo rozumiał, ale potwornie zniósł te kilka dni. Płakał, ciągle go nosiłam, w nocy nie mógł spac...
    Jak wróciliśmy to od razu inne dziecko.
    Żeby nas te choroby omijały szerokim łukiem.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Podejście lekarzy pielęgniarek powinno się zmienić. We wszystkich szpitalach. Ktoś taki powinien mieć powołanie... ahhh

    Super, że już jesteście w domku!

    OdpowiedzUsuń
  4. potwierdzam. my spedzilismy na tych kroplowkach w szpitalu az 5dni, i masakra, tak to wywarlo na Kindze traume, ze dlugo dochodzila do siebie. I dopiero na 4 czy 5 dzien mogla normalnie cos zjesc, bo ona miala te opryszczke w buzi i mimo ze byla glodna i mogla jesc, to nie umiala nic wziasc do buzi i tez sie meczyla, na 4 dzien zjadla bardzo powolutku zupke z warzywkami, bez mieska.. i to byl dla niej wielki wysilek. ehh.. Twoj mogl jesc normalnie a nie pozwolili mu, a moja mogla jesc, a nie umiala.. ciezko patrzec na takie cierpienie dziecka;/

    OdpowiedzUsuń