wraz z pojawiającym się brzuchem i moim większym bezpieczeństwem postanowiliśmy powiedzieć Mateuszowi, że będzie miał rodzeństwo.
tak po prostu wzięliśmy go na kolana i zaczęliśmy tłumaczyć, że mam w brzuchu dzidziusia, że rośnie i nie może mama już nosić, podnosić itp. cieszył się i nie mógł uwierzyć, popatrzył na mój brzuch i mówi 'nie jesteś gruba to gdzie on jest?' heh dziecka wyobraźnia, oczywiście pytania 'jak dzidziusia wyciągną' :))
na parę dni tak jakby zapomniał, nie zwracał uwagi. ale ma też przebłyski typu, że gada do brzucha 'no dzień dobry, pora wstawać', 'nie śpij już', lubi też przykładać ucho, jeszcze nie czuje kopniaków, ale zawsze mówi, że dwa razy go kopnęło dziecko hihi
a w p-kolu był temat o rodzinie i wiadomość poszła w eter :)) wszyscy gratulowali! brzuch rzeczywiście już coraz większy i widoczny, dziecko pływa - już zapomniałam jakie to przyjemne :))) tak że moje chłopaki i mąż i syn cieszą się i głaskają brzuchol :)))
w domu w związku z pojawienie się nowego członka rodziny narazie nie ma żadnych rewolucji tak jak z Matim, że zakupy robiłam dużo wcześniej, więc myślę, że jeszcze inaczej będzie jak zaczniemy kompletować wyprawkę, kupować najważniejsze rzeczy a przede wszystkim jak stanie łóżeczko.... :)))
będzie się działo!
wtorek, 13 października 2015
sobota, 10 października 2015
o zmianach
jestem. żyję. wiele się dzieje.
po 1 zmieniłam stanowisko pracy. z intendenta wróciłam do sekretariatu oczywiście na gorszych warunkach, ale to nie jest ważne, a to że w ogóle pracuję. intendenta nie czułam od początku. byłam z tym stanowiskiem, sama, nowa, przyszłam do pracy do pustego biurka dosłownie, sama się zaopatrzyłam w art. biurowe - wiem chore, ale niestety tak było, nikt mnie nie wdrażał, sama dochodziłam do wszystkiego, aż przyszedł wrzesień, zapisy, wszystko trzeba było robić na raz. nie dałam rady. nie umiałam wszystkiego od razu. ale przede wszystkim nie miałam osoby do pomocy. księgową mogłabym podać spokojnie o mobbing...do inspekcji pracy i w ogóle. przeszłam piekło. sama zagryzłabym zęby i pokazał jej, że naprawdę potrafię, ale ona mnie skreśliła od samego początku. mi brakowało doby. siedziałam po pracy wiele, jeszcze w nocy w domu, mąż się denerwował. zdecydowałam, że rezygnuję. poszłam do dyrektora. powiedziałam, że rezygnuję, odchodzę. zaproponował, że mogę wrócić na sekretariat i tak się zgodziłam. jako intendent ogarnęłam, magazyn, magazynówki, karty, dzienniki żywieniowe, zamówienia, dostawców, i wpłaty, brakowało mi czasu na rozliczenie żywności, co nie podobało się pani księgowej. a jak się później okazało zatrudnili na to stanowisko jej koleżankę!! to był szok. już karty się poskładały w jedną całość. ale dobrze jest jak jest. doszłam do siebie.
po 2 ciąża :))) ruchy czuję, brzuszek rośnie, 15 października usg :))) to już 22 tydzień. czas leci. Mateuszkowi powiedzieliśmy o dziecku, ale jakoś nie dowierza hehe 'przecież nie jestem gruba' 'jak go wyjmą' nie rozumie, że nie mogę go dźwigać, ciągle mu tłumaczę o zagrożeniach.
po 3 przedszkole. no chodzi Mati 3 rok do p-kola i płacze...ja nie mam siły, jak w domu jest ok to przed salą się zaprze i zaczyna płakać. w domu czasem cyrk. mówiłam pani, obserwowała go w pkolu wszystko ok. niby się uspokaja jak tylko znikam za drzwiami. więc to chyba jakiś jego bunt, czy siła wymuszenia płaczem zostania w domu, sama nie wiem. nie choruje tfu tfu ;)
to tyle ze zmian.
:)
po 1 zmieniłam stanowisko pracy. z intendenta wróciłam do sekretariatu oczywiście na gorszych warunkach, ale to nie jest ważne, a to że w ogóle pracuję. intendenta nie czułam od początku. byłam z tym stanowiskiem, sama, nowa, przyszłam do pracy do pustego biurka dosłownie, sama się zaopatrzyłam w art. biurowe - wiem chore, ale niestety tak było, nikt mnie nie wdrażał, sama dochodziłam do wszystkiego, aż przyszedł wrzesień, zapisy, wszystko trzeba było robić na raz. nie dałam rady. nie umiałam wszystkiego od razu. ale przede wszystkim nie miałam osoby do pomocy. księgową mogłabym podać spokojnie o mobbing...do inspekcji pracy i w ogóle. przeszłam piekło. sama zagryzłabym zęby i pokazał jej, że naprawdę potrafię, ale ona mnie skreśliła od samego początku. mi brakowało doby. siedziałam po pracy wiele, jeszcze w nocy w domu, mąż się denerwował. zdecydowałam, że rezygnuję. poszłam do dyrektora. powiedziałam, że rezygnuję, odchodzę. zaproponował, że mogę wrócić na sekretariat i tak się zgodziłam. jako intendent ogarnęłam, magazyn, magazynówki, karty, dzienniki żywieniowe, zamówienia, dostawców, i wpłaty, brakowało mi czasu na rozliczenie żywności, co nie podobało się pani księgowej. a jak się później okazało zatrudnili na to stanowisko jej koleżankę!! to był szok. już karty się poskładały w jedną całość. ale dobrze jest jak jest. doszłam do siebie.
po 2 ciąża :))) ruchy czuję, brzuszek rośnie, 15 października usg :))) to już 22 tydzień. czas leci. Mateuszkowi powiedzieliśmy o dziecku, ale jakoś nie dowierza hehe 'przecież nie jestem gruba' 'jak go wyjmą' nie rozumie, że nie mogę go dźwigać, ciągle mu tłumaczę o zagrożeniach.
po 3 przedszkole. no chodzi Mati 3 rok do p-kola i płacze...ja nie mam siły, jak w domu jest ok to przed salą się zaprze i zaczyna płakać. w domu czasem cyrk. mówiłam pani, obserwowała go w pkolu wszystko ok. niby się uspokaja jak tylko znikam za drzwiami. więc to chyba jakiś jego bunt, czy siła wymuszenia płaczem zostania w domu, sama nie wiem. nie choruje tfu tfu ;)
to tyle ze zmian.
:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)